Urobieni

Porzućcie obraz niewolnika jako skutego łańcuchami biedaka z kulą u nogi. Dzisiejszego sługę można wynająć na godziny, a jeden z nich prawdopodobnie mył po Was talerze w którejś z warszawskich restauracji ze śniadaniami za złotówkę.

Niewolnictwo budzi najczęściej skojarzenia ze zjawiskiem mniej więcej tak starym, jak sama cywilizacja. Wraz z postępem technologicznym i globalizacją zmienił się jednak obraz handlarza „żywym towarem”.

Od handlarza do oszusta

Historycznie niewolnik stanowił własność jego nabywcy. Własność w rozumieniu bardzo podobnym (jeśli nie tożsamym) do rzeczy. Niezależnie jednak od tego, czy sługę nabyto w starożytnym Rzymie, czy na dziewiętnastowiecznym targu w Karolinie Południowej, w momencie zakupu losy nieszczęśnika stawały się nierozerwalnie związane z „panem”. Właściciel zyskiwał wobec takiej osoby możliwość decydowania o prawu do życia i śmierci, ale również przejmował odpowiedzialność za swój „nabytek”. Dla amerykańskiego plantatora niewolnik był bowiem nie lada inwestycją. W 1850 r. średni koszt trzech piątych człowieka wahał się w okolicy równowartości ok. 40 tys. dolarów amerykańskich. Dziś za „żywy towar” można zapłacić ok. 400 dol. (czyli cenę nieco niższą niż koszt iPhone’a 8 na rynku wtórnym). Aczkolwiek, jak pokazuje praktyka, człowieka czasem nawet nie trzeba od nikogo kupować, aby ten stał się uległy.
Relacja typu modern slavery różni się od swojego poprzednika właśnie na wpół legalnym charakterem stosunku, jaki łączy wyzyskiwacza z wyzyskiwanym. Najczęściej zjawisko niewolnictwa można kojarzyć z handlem ludźmi, jednak należy tutaj zaznaczyć różnicę. Tak jak dzisiejsze niewolnictwo nie musi być tożsame z rzeczywistym rozporządzaniem człowiekiem, tak handel ludźmi nie jest jednoznaczny z ich przemytem. Aby stać się ofiarą pracy przymusowej, nie trzeba nawet opuszczać miejsca zamieszkania.

Pętla, która sama się zaciska

W czasach, które znamy z podręczników szkolnych, to od właścicieli niewolników zależało, czy służący dostaną pożywienie i czy będą mieli gdzie spać. Współczesny handlarz również staje się zatem potrzebny, a wręcz niezbędny do funkcjonowania swojej ofiary. A przynajmniej takie wrażenie chce stworzyć, by uzależnić od siebie osobę przekonaną, że nie ma żadnej drogi ucieczki i zmiany na lepsze. Najłatwiejszym celem będzie cudzoziemiec, który przyjeżdża w poszukiwaniu pracy – po ściągnięciu do kraju docelowego wystarczy zabrać mu paszport, a przy wszelkich oznakach buntu postraszyć go poinformowaniem odpowiednich służb o nieuregulowanej sytuacji prawnej. Jeżeli to nie pomoże, pracownika można też zobowiązać do spłacania długu za przyjazd. Następnie zaczyna się generowanie kosztów: za dach nad głową, za możliwość spania w zatłoczonych sypialniach, za posiłek – chociażby miała to być tylko zupa „z wkładką”. Z czasem wypłaty kurczą się, aż nie wystarcza ich na transport do większego miasta ani nawet na podstawowe przedmioty codziennego użytku. A bez środków do życia na pewno trudniej jest uciec.
Bakro wmawiał mi, że reszta [wypłaty – przyp. aut.] idzie na pokrycie kosztów pokoju, jedzenia i transportu do pracy – mówił Kamil, bohater reportażu Moniki Redzisz o ofiarach handlu ludźmi w Wielkiej Brytanii, który ukazał się w „Dużym Formacie” w czerwcu 2018 r. – Środki czystości, papierosy musiałem sobie sam kupować, ale i na to nie starczało. Szczerze? Chodziłem po ulicy i pety zbierałem, żeby zapalić. Pracowaliśmy czasem po 8, czasem po 12 godzin, „owertajmy” były wypłacane, ale wszystko zabierał Bakro. Cały czas mówił, że wiszę mu za coś pieniądze.
Dalszej alienacji służyć może również obojętność funkcjonariuszy publicznych. Tak Kamil relacjonował próbę zgłoszenia kradzieży dowodu osobistego do brytyjskiej policji: Poszedłem na policję – zero zainteresowania. Kazali mi jechać do polskiej ambasady do Londynu i wyrobić sobie dokumenty. Jak miałem do Londynu jechać bez pieniędzy? Z policją angielską nie chciałem już później mieć nic wspólnego.
Po pozornym odcięciu wszystkich źródeł pomocy współczesnemu niewolnikowi pozostaje już tylko praca. Najważniejsze wtedy było dla mnie przeżyć – przyznaje Maria z Ukrainy, bohaterka stworzonego przez Fundację La Strada filmu “Trafikoteka”, która przez pośrednika znalazła pracę jako pomoc kuchenna. Jak się okazało, u oszusta. – Zmęczona byłam tak, że nawet nie miałam siły myśleć o jakichś dokumentach albo o zmianie pracy lub mieszkania.

Mapowanie modern slavery

Fundacja Walk Free (autorzy Global Slavery Index, przekrojowego raportu o zjawisku współczesnego niewolnictwa) korzysta z terminu modern slavery jako pojęcia-parasola, pod którym znajduje się zarówno zjawisko wymuszonego małżeństwa, jak i praca przymusowa. Forced labour dzieli się na trzy grupy. Pierwszy podział odbywa się ze względu na to, czy wyzyskującym był zwykły podmiot fizyczny, czy aparat państwowy. W tej drugiej kategorii pod względem kryterium liczby niewolników na 100 tys. mieszkańców od lat prowadzi Korea Północna. W przypadku gdy wyzyskiwaczem nie jest państwo, kolejny podział dotyczy przedmiotu świadczenia , które wyzyskiwany dostarcza ciemiężycielowi. To z kolei służy kwestiom stricte metodologicznym – w ramach pracy przymusowej wyodrębnia się zjawisko wykorzystywania seksualnego, które w ponad 99 proc. przypadków dotyczy kobiet.
Nie ma jednak dokładnych liczb, które opisywałyby zjawisko współczesnego niewolnictwa. Są tylko szacunki, które powstają na podstawie danych o wszczętych postępowaniach karnych jak i z ankiet przeprowadzanych przez instytucje zajmujące się problemem modern slavery. Stąd opracowania wiążą się z dużym marginesem błędu. Wydaje się to dość oczywiste – gdyby agencje rządowe dysponowały dokładnym zestawem danych dotyczącym tego kto, gdzie i w jakiej formie pozostaje zatrudniony w postaci niewolnika, zwalczanie tego typu zależności nie stanowiłoby tak skomplikowanego problemu. Według raportu Global Estimates of Modern Slavery opracowanego w 2017 r. przez Międzynarodową Organizację Pracy (ILO) we współpracy z fundacją Walk Free około 40,3 mln osób w skali całego świata pozostawało w warunkach współczesnego niewolnictwa, w tym niemal 25 mln ludzi w każdej chwili wykonywało pracę wbrew swojej woli. W Polsce problem może dotyczyć do 128 tys. osób.
Wierzymy, że szacowane 40,3 mln [współczesnych niewolników – przyp. aut.] w skali globalnej to na ten moment najbardziej wiarygodne dane, jakie posiadamy, aczkolwiek jednocześnie wiemy, że to dość ostrożne szacunki – mówił Guardianowi w lutym 2019 r. starszy statystyk ILO, Michaëlle de Cock. – Nie byliśmy w stanie dotrzeć do milionów ludzi, którzy znajdują się w strefach konfliktów zbrojnych oraz na uchodźstwie, jak i w miejscach, w których nie mogliśmy być pewni zebrania odpowiedniej puli danych (np. w Zatoce Perskiej).

Jest bezpiecznie

Jak w ogóle dochodzi do werbunku i kim jest ofiara współczesnego niewolnictwa? To osoba, która została nakłoniona do podjęcia pracy podstępem – tłumaczy w rozmowie dla „Gazety Wyborczej” Aleksandra z organizacji Hope for Justice. – Najczęściej została oszukana, składano jej fałszywe obietnice. Zaczyna pracę dobrowolnie, jednak nie może z niej dobrowolnie zrezygnować. Mimo że nie zarabia w ogóle albo zarabia grosze, nie może odejść. Nie ma kontroli ani nad swoimi finansami, ani nad godzinami pracy. Pracuje pod wpływem przymusu fizycznego lub manipulacji psychologicznej.
Do Warszawy przyjechałam cztery lata temu. Oczywiście przez agencję, której musiałam zapłacić pieniądze – to początek relacji Marii z Ukrainy, która przyjechała do Polski w celu zarobienia pieniędzy dla biednej czteroosobowej rodziny Jej historia otwiera cykl świadectw ofiar handlu ludźmi, który można znaleźć w serwisie YouTube pod tytułem “Trafikoteka”. – Pracownicy agencji gwarantowali zatrudnienie i zamieszkanie, a co najważniejsze – dobre zarobki. Wszystkie pieniądze, które posiadałam, włożyłam w swój wyjazd do Polski.
Profil osoby narażonej na handel ludźmi jest złożony. To nie tylko osoby pochodzące z zagranicy, lecz także niepełnosprawni, ubodzy czy młodzi ludzie uciekający z domów. Ich wspólny mianownik stanowi bezradność wobec dobrze zorganizowanego przestępcy, który zdobywa kontrolę nad swoją ofiarą. Jest kilka czynników, dzięki którym kwitnie współczesne niewolnictwo – mówił „Guardianowi” Jakub Sobik, członek brytyjskiej organizacji pozarządowej Anti-Slavery. – To bezbronność, dyskryminacja, i bezskuteczność prawa.
[Handlarze ludźmi – przyp. aut.] nie muszą być psychologami, chociaż tacy też się zdarzają – opowiada podczas wystąpienia TedX w Lublinie Irena Dawid-Olczyk, prezeska Fundacji La Strada. – Muszą dobrze wiedzieć, gdzie są ludzkie słabości. […] Cały czas sprawdzają, czy jest ktoś, z kogo mogą być pieniądze.
Bardzo często w handlu ludźmi uczestniczą rodacy ofiar – to oni rekrutują i sprzedają pracowników – mówiła na początku sierpnia 2019 r. w wywiadzie dla portalu ngo.pl wiceprezeska Fundacji La Strada, Joanna Garnier. – Sprzyja temu wspólny język i zaplecze kulturowe. To nie jest [tylko – przyp. aut.] polska specyfika.

Ludzie od wszystkiego

Do czego wykorzystuje się ofiarę modern slavery? To zależy wyłącznie od inicjatywy wyzyskującego. W warunkach niewolniczych pracę może wykonywać zarówno sprzątacz, kierowca samochodu ciężarowego, jak i robotnik na budowie. Głośną historią z 2017 r. był spór dotyczący pracownic obsługujących członków korpusu dyplomatycznego Kuwejtu. Zatrudnione w domach dyplomatów Filipinki pracowały jako pomoc po kilkanaście godzin dziennie. Były zmuszane do wykonywania swoich obowiązków mimo chorób oraz miały kategoryczny zakaz opuszczania miejsca pracy. Dzięki wsparciu Fundacji La Strada poszkodowanym pracownicom zostały ostatecznie wypłacone odszkodowania.
W raporcie The Typology of Modern Slavery organizacja Polaris Project wyróżnia 25 różnych typów aktywności, które są obciążone ryzykiem wykorzystywania w ich ramach pracy przymusowej. Mimo że raport ten z natury jest amerykocentryczny, służy on z pewnością lepszemu wyobrażeniu o formach, w jakich w XXI w. może odbywać się zjawisko niewolnictwa. W klasyfikacji Polaris Project nadal dominują różne formy wykorzystywaniu seksualnego, czyli m.in. nadużywanie władczej pozycji pracodawcy w agencjach towarzyskich, nielegalnych salonach masażu czy prostytucji przydrożnej. Polaris Project zebrał również dane o handlu ludźmi w sytuacjach, w których osoba wykorzystywana nie sprzedaje się kupującemu bezpośrednio, co dotyczy m.in. pornografii, a także transmisji za pośrednictwem webcams.
Kiedy zakładałyśmy naszą organizację, byłyśmy nastawione na pomoc kobietom zmuszanym do prostytucji – mówiła Garnier. – Popyt na usługi seksualne się nie skończył, ale zaczął mu towarzyszyć popyt na tanią pracę: w budowlance, fabrykach, przy sprzątaniu czy usługach opiekuńczych.

Wychodząc poza sex trafficking

Współczesnych niewolników często można spotkać w restauracjach – to znany medialnie przykład Mirosława K., którego niezakończona jeszcze sprawa obrazuje obecność modern slavery również w Polsce. Mirosław K. oferował obywateli Ukrainy na „czarny zmywak” na podstawie leasingu pracowniczego – normalnie uregulowanej w kodeksie pracy formy świadczenia usług na rzecz innego pracodawcy (który nie musi mieć pojęcia o prowadzeniu przez pośrednika procederu handlu ludźmi). Według doniesień prasowych, wśród przedsiębiorstw korzystających z oferty Mirosława K. miały się znaleźć co najmniej dwa znane warszawskie lokale gastronomiczne. Swoich pracowników Mirosław K. miał skoszarować w domu przy ulicy Wilanowskiej – sześć minut spacerem od ruchliwej pętli autobusowej. Metody wykorzystywane w egzekwowaniu posłuszeństwa wobec pracowników zostały już wyżej opisane. Mirosław K. miał zatrzymywać dokumenty tożsamości zagranicznych pracowników, odliczać od wypłat nieproporcjonalne koszty oraz kary, a także zmuszać cudzoziemców do błagania o wypracowane przez nich pieniądze. Historia domu przy Wilanowskiej 313A stanowi jeden z głównych wątków spektaklu Bartosza Frąckowiaka pt. Modern Slavery, który znajduje się w programie Biennale Warszawa.
Według raportu Polaris Project współcześni niewolnicy obecni są również w salonach kosmetycznych, hotelach, ale także w sztuce i modelingu. Trudności może nastręczać kwalifikacja żebractwa w kategorii współczesnego niewolnictwa. Zarówno autorzy Typology of Modern Slavery, jak i polscy kryminolodzy zwracają uwagę na skomplikowaną kwestię wykorzystywania ubogich w działalności przestępczej. Z ekonomicznego punktu widzenia to jedna z najbardziej zwrotnych metod handlu ludźmi – wymagająca niskich nakładów, a potencjalnie przynosząca znaczne zyski. Moje przychody dochodziły do 80, 90, czasem nawet 120 euro dziennie – opowiada w ramach Trafikoteki głosem Andrzeja Seweryna Konstantin z Rumunii, który przez kilka lat był przemieszczany przez romskich handlarzy po całej Europie w celu żebrów. Ściganie tego typu przestępstw jest również o tyle trudne, że funkcjonariuszom dużo łatwiej jest po prostu ukarać żebraka, mimo że to właśnie on jest w tym przypadku ofiarą zorganizowanego przestępstwa. Według polskiego kodeksu wykroczeń za żebranie w miejscu publicznym mimo zdolności do pracy lub posiadania środków do życia może zostać nałożona grzywna do wysokości 1500 zł.
Według raportu Global Slavery Index pięć branży najbardziej zagrożonych wykorzystaniem pracy przymusowej to przemysł zajmujący się produkcją komputerów i odzieży, rybołówstwo oraz zbieractwo kakao i trzciny cukrowej. Według obliczeń fundacji Walk Free tylko w krajach grupy G20 w 2018 r. import produktów narażonych na korzystanie z usług handlarzy ludźmi mógł wynieść do 354 mld dolarów amerykańskich.

Nie tylko Ukrain

Współczesne niewolnictwo jest zjawiskiem globalnym. Do Polski coraz częściej ściągani są pracownicy z coraz odleglejszych zakątków Azji. Dziać się tak może chociażby z tego powodu, że od pewnego czasu cudzoziemcy z Ukrainy, Gruzji i Mołdawii (czyli dotychczasowi pracownicy spoza Unii Europejskiej) mogą dostać się do Polski w ramach ruchu bezwizowego, przy użyciu paszportu biometrycznego. Nadal oznacza to co prawda konieczność spełnienia przez cudzoziemców innych wymogów przewidzianych przed podjęciem pracy w Polsce.
Prawo migracyjne często bardziej służy jednak potencjalnym wyzyskiwaczom niż osobom przyjeżdżającym do pracy. W Polsce podstawowe zasady dotyczące zatrudniania obcokrajowców znajdują się w dwóch aktach prawnych: Ustawie z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy oraz Ustawie z dnia 12 grudnia 2013 r. o cudzoziemcach. Przy czym pozwolenia trzeba uzyskać dwa: jedno na sam pobyt, drugie na wykonywanie pracy. Polskie prawo nie jest przyjazne pracownikom cudzoziemskim, którzy muszą bardzo długo czekać na pozwolenie na pracę i nie mogą łatwo zmienić pracodawcy – komentowała Joanna
Garnier w wywiadzie dla portalu ngo.pl. – […] każda taka zmiana wiążę się z koniecznością ubiegania się o nowe pozwolenie. Jeśli więc Ukrainiec w Polsce trafia na nieuczciwego pracodawcę i chce znaleźć nowego, przez pewien czas nie może pracować legalnie. Zaczyna więc pracować na czarno. A wtedy o wykorzystanie i nadużycia jest znacznie prościej. Wszyscy znamy historię kobiety, która – zamiast zawieźć pracownika do szpitala – wywiozła go do lasu, gdzie zmarł. To jest pokłosie pracy na czarno, która sprzyja oszustwom, a także handlowi ludźmi i niewolnictwu.
Tak samo działa to w sytuacji Polaka, który jedzie na przykład do Holandii – dodawała Garnier. – Też nie zna języka, nie rozumie, co się dzieje, nie zna swoich praw. W efekcie godzi się na wiele rzeczy wbrew swoim interesom.

Skąd, dokąd

Według raportu Trafficking in Persons Departamentu Stanu Stanów Zjednoczonych
najwięcej współczesnych niewolników spływa do Polski z Białorusi, Ukrainy, Wietnamu i Filipin. Co więcej, według wspomnianego źródła w polskich portach, na budowach i w rolnictwie zatrudniani są również pracownicy z Korei Północnej, wysłani do naszego kraju przez tamtejszy rząd.
Polska stanowi z drugiej strony źródło „żywego towaru” dla reszty Unii Europejskiej. Polscy robotnicy trafiają do pracy w warunkach niewolniczych do Europy Zachodniej (przede wszystkim do Wielkiej Brytanii) oraz do Europy Północnej (tutaj problem najczęściej dotyczy Szwecji). Nasz kraj pośredniczy również w transferze zwerbowanych przez rosyjskich trafikerów Wietnamczyków. Stąd w klasyfikacji GSI Polska „netto” wysyła więcej współczesnych niewolników niż ich przyjmuje.
W materiale z sierpnia 2019 r. Superwizjer donosił o historii kierowców samochodów ciężarowych, którzy byli ściągani z Filipin pod pozorem szybkiego zatrudnienia w krajach europejskich. W tym wypadku trafikerzy nie musieli nawet kreować sztucznego zadłużenia – wystarczyło przenieść obowiązek pokrycia kosztów przelotu i zapewnienia wizy do Polski na barki niemówiących po polsku mieszkańców Azji Południowo-Wschodniej. Pozbawieni znacznej części oszczędności cudzoziemcy w obcym kraju byli już w dużo gorszej sytuacji niż gdyby rozpatrywali oferty u uczciwej konkurencji. Pojawia się tu również jeszcze jeden ciekawy mechanizm. Zdaniem Mortena Halskova, jednego z bohaterów reportażu Superwizjera, zatrudnianie cudzoziemców właśnie przez polskie firmy pozwala na wykorzystanie taniej siły roboczej na innych rynkach Unii Europejskiej, których administracja jest mniej skłonna do ściągania rąk do pracy spoza UE. To dobrze obrazuje fakt, że do walki z współczesnym niewolnictwem nie wystarczy jedynie sprawne działanie jednego kraju czy grupy wspaniałomyślnych państw. Do skutecznego ograniczenia pracy przymusowej, jak i całego zjawiska modern slavery potrzebne jest skoordynowane działanie na arenie międzynarodowej – co niekoniecznie musi się opłacać z punktu widzenia globalnego kapitalizmu.

Wstyd

Gdyby nawet przez najbliższe lata codziennie uwalniać 11 tys. osób i w ten sposób do końca 2030 r. zlikwidować „bezpośrednie” niewolnictwo, wciąż pozostanie nieprzebrane grono ludzi pracujących w głodowych warunkach. W najlepszym przypadku będą oni „tylko” pozbawieni kilku tysięcy funtów albo euro zarobku. Dużo częściej będą to jednak osoby, które utraciły zdolność do ufania drugiemu człowiekowi, pozostawione z wyuczoną bezradnością oraz odczuwające wstyd . Ofiary potrzebują również opieki medycznej, a także pomocy prawnej, psychologicznej i socjalnej. Wyjście na prostą jest długim procesem – wymaga on rozwiązywania sieci pułapek, które handlarz ludźmi zastawił na wypadek, gdyby ofierze udało się choć na chwilę wyrwać spod jego zależności, czyli np. pełnomocnictw, o których istnieniu pokrzywdzony nie zdawał sobie sprawy, a za pomocą których przestępca kształtował stosunki prawne swojej ofiary.
Każda z tych osób mierzy się z traumą – większą lub mniejszą – mówiła Joanna
Garnier. – U części ofiar handlu ludźmi stwierdza się PTSD, czyli zespół stresu pourazowego. U innych, zwłaszcza u kobiet zmuszanych do prostytucji, zdarza się syndrom sztokholmski. Spotykamy kobiety, które przez długi czas były eksploatowane w seks-biznesie, bo zgodziły się na to namówione przez mężczyznę, którego kochały. Niektóre z nich wciąż mówią o nich: „mój chłopak”.
Przecież pracowałam dobrze – wspomina Maria. – Nigdy nie oszukiwałam ludzi.

No votes yet.
Please wait...