Kto doradzi ministerstwu?

Wysoka jakość szkolnictwa wyższego to kwestia, która leży na sercu nie tylko studentom. O tym, że system edukacji to ciągłe zmiany i wyzwania najlepiej wie ekspert – Michał Goszczyński. W rozmowie z MAGLEM zdradza tajniki swojej pracy.

Rozmawiała: Maria Jaworska

Magiel: W ubiegłym roku skończyłeś swoją kadencję jako przedstawiciel doktorantów w Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ile trwała?

Michał Goszczyński: Kadencja przedstawicieli doktorantów w Radzie trwa dwa lata. Moja upłynęła wraz z końcem grudnia 2019 r. Teraz Zarząd Krajowej Reprezentacji Doktorantów powołuje nowe osoby, które zajmą te stanowiska na kolejne lata.

Czym zajmuje się Rada?

Rada to ciało przedstawicielskie, które reprezentuje wszystkie grupy społeczności akademickiej – nauczycieli akademickich, byłych rektorów, przedstawicieli organizacji rektorów, np. Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich, instytutów badawczych, członków związków zawodowych, studentów. Rada ma być organem doradczym dla ministra nauki i szkolnictwa wyższego. Spotkania odbywają się w ministerstwie, często z udziałem ministra lub któregoś z wiceministrów. Przede wszystkim zajmujemy się działaniem w imieniu środowiska akademickiego w sprawach związanych z aktami prawnymi, które dotyczą systemu szkolnictwa wyższego w Polsce. Gdy minister wydaje rozporządzenie, najpierw trafia ono do Rady, która je opiniuje i dopiero wtedy – przynajmniej w teorii – powinno wejść w życie.

Co stanowi największe wyzwanie, jeśli chodzi o pracę w Radzie?

Liczba dokumentów, które należy prześledzić w krótkim czasie. Niezwykle trudno zapoznać się z wielostronicowymi ustawami, które często otrzymujemy na krótko przed terminem posiedzenia. Nie zawsze są to również dokumenty regulujące szkolnictwo wyższe, jak chociażby ten o ochronie danych osobowych, który dotyczy uczelni tylko w zakresie tego, jak powinno się dbać o ochronę dokumentów i danych. Jednak największym problemem jest to, że ministerstwo często nie trzyma się terminów, które samo ustaliło. Zdarza się, że dostajemy rozporządzenie z opóźnieniem lub, co gorsza, ustawę, która już była lub właśnie jest przedmiotem posiedzenia Sejmu. Takie przypadki zdarzają się niestety zdecydowanie zbyt często.

Można powiedzieć, że wasza współpraca z ministerstwem wygląda nie do końca tak, jak powinna.

To raczej niezgodność teorii i praktyki. Oczywiście nie wynika to ze złej woli, ale z liczby dokumentów, które są tworzone, szczególnie u progu reformy i tzw. Ustawy 2.0. Zazwyczaj aparat urzędniczy nie jest w stanie przygotować i dostarczyć wszystkiego w odpowiednim czasie albo praca nad dokumentem jest tak szybka, że dotrzymanie terminów nie jest możliwe. Co oczywiście nie zmienia faktu, że w idealnym świecie nie powinno tak się dziać.

Czy uważasz, że mimo wszystko ten organ i wszelkie jego działania są potrzebne?

Tak, ponieważ minister nie ma innej możliwości, aby na bieżąco dowiadywać się, co środowisko akademickie myśli na temat przepisów tworzonych przez ministerstwo. Bywa, że w związku z tym działa w oderwaniu od oczekiwań studentów i wykładowców, mimo wielokrotnych prób zmiany tego stanu rzeczy. Jako przykład można podać nowy dokument – Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce, który obowiązuje od ponad roku. Był on przygotowywany przez półtora roku podczas konferencji Narodowego Kongresu Nauki, gdzie wiele osób miało okazję się wypowiedzieć. Oczywiście, niemożliwe byłoby pracowanie w taki sposób nad każdą ustawą, dlatego Rada konsultuje wybrane dokumenty, odpowiadając bieżącym potrzebom. Z drugiej strony, środowiska akademickie mają możliwość wychodzenia ze swoimi propozycjami, m.in. zmian niektórych przepisów, co jest poddawane pod dyskusję na posiedzeniach Rady.

Kolejny ważny element naszej działalności to seminaria na określony wcześniej temat, które są częścią każdego posiedzenia. Zagadnienia proponowane są przez Prezydium Rady Głównej na każdy rok działalności. Jest to czas na rozmowy o ważnych sprawach środowiska akademickiego. Odbywały się już debaty na temat kształtu systemu wsparcia dla studentów, wyglądu procedury awansu naukowego czy istoty roli dydaktyki na uczelniach. W takich dyskusjach mogą brać udział nie tylko członkowie Rady, lecz także osoby zainteresowane sprawami uczelni, przedstawiciele różnych innych gremiów i fundacji. Efekty prac w zakresie szczególnie istotnych tematów najczęściej zostają zawarte w raporcie przygotowanym przez wydelegowany zespół.

Jakie są najczęściej poruszane problemy środowisk akademickich?

W związku z tym, że przyjęta została nowa ustawa dotycząca szkolnictwa wyższego, aktualne problemy skupiają się przede wszystkim wokół jej wprowadzenia. Wywróciła ona w pewnym stopniu system, który był wypracowany przez ostatnie 15 lat i poprzedzające ją ustawy. Zmienił się sposób kształcenia doktorantów, całkowicie różny od dotychczasowego, więc pojawiają się różne wątpliwości i problemy związane ze stosowaniem nowych przepisów. Wiele emocji wzbudziła również ostatnio nowa lista czasopism i wydawnictw punktowanych. Jest to wykaz, przygotowany przez ministra nauki i szkolnictwa wyższego, który mówi, na ile czasopismo jest ważne dla nauki w danej dyscyplinie lub czy wydawnictwo przygotowuje książki warte rozpowszechniania w świecie naukowym.

Czy wcześniej też istniała taka lista?

Istniała, ale przepisy nowej ustawy zdecydowanie ograniczyły jej objętość. Jeżeli chodzi o wykaz czasopism, to został on zredukowany kilkukrotnie – pozostały tylko te o potencjalnie najwyższej jakości. To samo z wydawnictwami uczelnianymi – docelowo będą brane pod uwagę tylko największe, np. Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego. Te mniejsze natomiast, wydziałowe, chcąc pozostać na liście, będą musiały o wiele bardziej się postarać. Wzbudza to bardzo dużo emocji i prób wpłynięcia na to, jaki kształt będzie miała ostatecznie lista.

Kolejna rzecz to wykaz samych dyscyplin oraz dziedzin nauki. Dotychczas mieliśmy kilkadziesiąt dyscyplin naukowych, często bardzo niszowych. Aktualnie jest ich już zdecydowanie mniej, a wiele zostało połączonych ze sobą, np. nauki o polityce i administracji, które kiedyś jawiły się jako odrębnei. Wcześniej doktorat robiło się w każdej z tych dyscyplin, zależnie od własnego zainteresowania, teraz będziemy musieli zdecydować się na bardziej ogólny, przekrojowy kierunek.

Czy według ciebie ta kwestia wpływa pozytywnie na rozwój nauki, podwyższa jej poziom czy wręcz przeciwnie?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie – jest zbyt wcześnie na ocenianie wpływu nowej ustawy na jakość nauki. W przeszłości dyscypliny powstawały tak, że zbierała się grupa naukowców z zamiarem stworzenia czegoś nowego. Nie opracowywała ona jednak własnych metod badań, tylko korzystała z elementów znanych z innych dziedzin. Często padały więc pytania, czy jest to rzeczywiście coś odrębnego, czy zawiera się może w jakiejś innej dyscyplinie. Nowy wykaz odrobinę to uporządkował, ale oczywiście pojawiają się różne wątpliwości i kontrowersje. Na przykład kiedyś istniała taka dyscyplina jak kulturoznawstwo, teraz są nauki o kulturze i religii.

Kogo najbardziej dotyczą te zmiany?

Doktorantów i pracowników naukowych. Dla studentów ma to zdecydowanie mniejsze znaczenie, choć oczywiście na dyplomach będą mieli wpisaną dyscyplinę wiodąca swojego kierunku studiów. Na pewno dotyka ich to w pewnym zakresie, w szczególności te osoby, które myślą o dalszym rozwoju naukowym.

Czy warto robić doktorat? Czy on coś zmienia, czy jest to wyłącznie – jak niektórzy zwykli mówić – papierek?

To bardzo trudne pytanie. W tej chwili mamy do czynienia z upowszechnieniem się szkolnictwa wyższego w Polsce. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu takie wykształcenie było czymś niemalże elitarnym. 10 lat temu liczba studentów sięgała prawie 2 mln. Obecnie to niemal 1,3 mln, a więc wciąż bardzo dużo. Na początku lat 90. w Polsce było – jeśli dobrze pamiętam – zaledwie kilka tysięcy doktorantów, a dwa lata temu – ponad 40 tys. Z jednej strony to zjawisko pozytywne, bo każdy miał indywidualny projekt badawczy, swój wkład w naukę, ale bardzo niewiele z tych osób rzeczywiście kończyło doktorat. Był to poważny problem, bo oczekiwania mijały się z rzeczywistością. Wpływały na to również czynniki ekonomiczne. Większość z tych doktorantów nie miało żadnych stypendiów, a łączenie pracy naukowej z praca zawodową jest bardzo trudne. Sytuacja diametralnie się zmieniła z związku z Ustawą 2.0, która przekształciła system edukacji doktorantów – tej chwili powracamy do bardziej elitarnego modelu.

Jeśli chcemy się rozwijać, to doktorat jest świetnym pomysłem. Jest to idealna możliwość, by podążać za swoimi zainteresowaniami ze studiów pierwszego i drugiego stopnia, albo aby zrobić coś zupełnie innego czy nauczyć się tego, czym tak naprawdę jest tworzenie nauki. Jest to dużo obszerniejsza praca niż magisterska, często obejmuje setki stron, choć zależy to oczywiście od tematyki. Wymaga więcej współpracy między doktorantem a promotorem, który pokaże, jak należy realizować projekt.

Czy swoją pracę w Radzie traktujesz w pewien sposób jako misję społeczną?

Szkolnictwem wyższym zajmuję się od bardzo dawna, właściwie od roku 2005, kiedy rozpocząłem studia. Działałem już w strukturach uniwersyteckich, w Samorządzie Studentów, później w Zarządzie Samorządu Studentów UW, kierowałem też samorządem doktorantów Uniwersytetu i pracowałem w organach statutowych Krajowej Reprezentacji Doktorantów. Znalezienie się w Radzie Głównej było ukoronowaniem tej uniwersyteckiej ścieżki rozwoju.  Pozwoliło mi na wykorzystanie wiedzy i umiejętności, które nabyłem w czasie studiów i innych równoległych aktywności podejmowanych dla dobra publicznego. Spędziłem tysiące godzin nad różnymi dokumentami dotyczącymi funkcjonowania uczelni. Jestem więc w stanie określić, który projekt w jaki sposób wpłynie na system szkolnictwa wyższego w Polsce czy na poszczególne uczelnie. Na pewno mogę powiedzieć, że miejsce, w którym się znalazłem, było dobre, żeby z innej perspektywy spojrzeć na to, czym się zajmowałem. Dotychczas patrzyłem na wszystko raczej w sposób ukierunkowany na konkretną uczelnię lub dziedzinę, teraz musiałem ująć cały system z lotu ptaka, globalnie. Łączy się to w pewien sposób z moją pracą naukową, w której zajmuję się systemami szkolnictwa wyższego w różnych państwach. Doświadczenie praktyczne na pewno bardzo mi pomogło.

Michał Goszczyński – Można powiedzieć, że o szkolnictwie wyższym w Polsce wie wszystko. Do niedawna był członkiem Rady Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a wcześniej ekspertem Polskiej Komisji Akredytacyjnej oraz przewodniczącym Samorządu Doktorantów UW, jak również członkiem licznych gremiów i ciał kolegialnych, zajmujących się jakością kształcenia oraz sprawami bliskimi studentom i doktorantom. Obecnie pracuje w Biurze ds. Jakości Kształcenia UW oraz jest członkiem puli ekspertów ds. jakości kształcenia Europejskiej Unii Studentów. Od ponad trzech lat aktywnie współpracuje z Maglem.

No votes yet.
Please wait...