Rebelia o wspólne jutro

Mimo ciągłych konfrontacji z policją, zatrzymań oraz nadanej łatki „radykałów” działacze Extinction Rebellion nie przestają walczyć o przetrwanie Ziemi. Zyskują coraz większy rozgłos w światowych mediach oraz rosnące poparcie społeczeństwa.

fot. Łukasz Chmara

You have no idea what a pleasure it is to say: WELCOME TO REBELLION! – wita film zamieszczony na oficjalnej stronie Extinction Rebellion (w skrócie: XR). Międzynarodowy oddolny ruch aktywistyczny rozpoczął swoją działalność w 2018 r. w Londynie. Wkrótce XR zdobył duże poparcie i w akcie Międzynarodowej Rebelii demonstrował na ulicach krajów całego świata pod symbolem klepsydry przypominającej o kończącym się czasie ziemskiej bioróżnorodności. Aktywiści buntują się przeciw masowemu wymieraniu gatunków i bierności polityków w walce ze zmianami klimatycznymi. Poprzez blokady mostów, „pogrzeby” dla przyszłości, szubienicę z topniejącym lodem u podstawy czy sztuczną krew na byku z Wall Street członkowie ruchu podkreślają skalę problemu i domagają się od rządów bezzwłocznych działań w sprawie jego okiełznania. 
Kiełkujące od 2019 r. odłamy XR w Polsce muszą mierzyć się z większymi wyzwaniami niż ich zachodni odpowiednicy. Wielu polityków uważa działania na rzecz środowiska za fanaberię Zachodu. Ich zdaniem problemy ekosystemowe oraz negatywny wpływ smogu na zdrowie Polaków nie stanowią wystarczających powodów do przeprowadzenia transformacji energetycznej z gospodarki silnie zacementowanej w kulturze węgla. Znacznie utrudnia to osiągnięcie ustalonych przez porozumienie paryskie celów klimatycznych. Nie sprzyja to także podniesieniu rangi kryzysu klimatycznego w życiu publicznym, dla którego ten temat jest jeszcze świeży. Mimo to, członkowie Extinction Rebellion z wielu polskich oddziałów dalej szerzą świadomość na ulicach, przypominając o uciekającym czasie i powoli otwierając społeczeństwo na potrzebę gruntownych zmian. W celu eksploracji tego tematu udało mi się skontaktować z aktywistami z Warszawy, Wrocławia oraz Poznania i przeprowadzić z nimi rozmowy.

Paweł, Warszawa:

fot. Karolina Zięba, źródło: fanpage Extinction Rebelion Warszawa

fot. Karolina Zięba, źródło: fanpage Extinction Rebelion Warszawa

– Tak jak aktywiści walczyli z apartheidem, tak jak sufrażystki walczyły o swoje prawa, tak – patetycznie to zabrzmi – my walczymy o prawa Ziemi.
Paweł, z wykształcenia biolog środowiskowy, przeglądając ogłoszenia natrafił na informację o spotkaniu wprowadzającym do XR. Po nim był w stu procentach przekonany, że to jest to. Nie ma czasu na akcje typu „greenpeace’owego”, na chodzenie po ulicy i mówienie, że jest źle. Trzeba wywrzeć z całej siły nacisk na rząd i na społeczeństwo, aby uświadomili sobie, że naprawdę nie mamy czasu. W przeciągu pięciu lat może stać się u nas to samo, co w Australii – przeolbrzymie pożary spowodowane suszą i degradacją lasów.
Paweł ma dwóch synów w wieku 6 i 8 lat. Martwi się o ich przyszłość. Sam pamięta jeszcze ostatnie „normalne” zimy, ale jego dzieci – już nie. – Dla nich to jest zima w miarę normalna: czekają na trochę śniegu i będą przeszczęśliwe, jeśli spadnie.
Paweł wyjaśnia, że pierwszy postulat XR głosi: mówcie prawdę. Działania zakłócające życie codzienne służą temu, żeby sprawa została nagłośniona w mediach. – Wywieramy nacisk i zwracamy uwagę, żeby społeczeństwo przede wszystkim sobie uświadomiło, że jest olbrzymi problem. To jest nasza droga – presja na rząd, na korporacje, ludzi, żeby coś zmienić. W ruch włączają się przeróżne osoby. Poczynając od młodych ludzi, którzy muszą mieć pozwolenia od rodziców, albo przychodzą z rodzicami na akcje – opowiada Paweł i zastanawia się przez chwilę nad przedziałem wiekowym członków. – Tak od 16 do 45 lat. Mamy problem z tymi 50+ w Warszawie. Chcieliśmy do nich dotrzeć, ale pojawia się problem z narracją i z wizerunkiem, że jesteśmy zbyt radykalni. W mieście po powstaniu warszawskim jest ten rewolucyjny klimat, czaszki, ta nasza klepsydra i rebelia w nazwie odpychają. Takie osoby kojarzą się z zaciśniętą pięścią i walką. To nie podoba się starszemu pokoleniu.
W XR Paweł zaczynał od grupy naukowo-badawczej Research. – Monitorowaliśmy media, sytuację polityczną na świecie i najnowsze doniesienia naukowe. Dostarczaliśmy te informacje organizacji, żeby była na bieżąco – wyjaśnia. Wylicza również inne grupy: regeneracyjną, logistyczną (pomagającą w organizacji przestrzeni), muzyczną i grupę SztukaSą wyznaczone role i każdy się czymś zajmuje. Jest mnóstwo pracy „od zaplecza”, zanim można wyjść z transparentami na ulice.
Paweł jest też w grupie Outreach, rozmawiającej z przechodniami na temat kryzysu klimatycznego. Trzy razy w miesiącu prowadzi Punkt Informacji Klimatycznej w stałych lokalizacjach: w Stole Powszechnym, w żoliborskim MAL-u i w Przystanku Książka przy placu Narutowicza. Zaproszeni specjaliści prowadzą tam otwarte wykłady tematyczne. Po nich można wziąć udział w dyskusji na omawiany temat bądź ogólnie porozmawiać o kryzysie klimatycznym.
Outreach XR-u planuje też nawiązanie współpracy z rolnikami i przekazanie im informacji na temat zmian klimatycznych oraz zaproponowania prostych, niedrogich rozwiązań na poprawę sytuacji hydrologicznej. – Rolników to dotyka pierwszych – podkreśla Paweł. – Mam kontakt z takimi, którzy rozumieją korelację zmian klimatycznych i tego, co się dzieje u nich na polu – chcą nas wesprzeć i proszą o pomoc. Studnie, używane przez ich ojców, zaczynają wysychać. Brakuje im wody, a plony są coraz gorsze. Chcemy również dotrzeć do tych rolników, którzy twierdzą, że jesteśmy „oszołomami”, i że to nic nie zdziała. Mamy bardzo proste i konkretne argumenty. Największy problem jest taki, że przy obecnej narracji rządu jak również poczytnych wśród rolników portali prawicowych, przebicie się przez mur wyparcia będzie bardzo trudne, bo tu dochodzą emocje.
Paweł uczestniczył w demonstracji solidarnościowej pod ambasadą Australii w związku z trwającymi tam pożarami. Był także obecny podczas blokady ronda i dyżurował w Punkcie Informacji Klimatycznej. Wymienia też protesty w centrach handlowych w okresie świątecznym – Robiliśmy je, aby zwrócić uwagę na konsumpcjonizm, który naprawdę jest główną przyczyną niszczenia tej planety. – Happening Last Christmas, pełen transparentów krytykujących szkodliwą dla środowiska komercjalizację świąt, składał się z perfomatywnych pochodów uliczkami galerii oraz die-inu – protestu, którego uczestnicy leżeli na ziemi pod banerami, udając martwych. – Od większości ludzi, która robiła zakupy, były głosy wsparcia, że fajnie to wygląda, że trzymają za nas kciuki. Ochrona nie miała niestety takiego ciepłego podejścia – śmieje się i opowiada, jak wyrzucono ich z Arkadii. W Złotych Tarasach z kolei ktoś wezwał policję. Część protestujących uciekła, część została spisana.
Aktywista mówi mi, że obecnie członkowie ruchu mają omówione z prawnikami możliwości działań podczas konfrontacji. – Dajemy się spokojnie spisywać. Dzisiaj na przykład policja nie spisała nas pod ambasadą. Wydaje mi się, że powoli się do nas przyzwyczaja – dodaje. – Jesteśmy w miarę spokojni. Nie robimy zadymy, przede wszystkim nie niszczymy mienia publicznego – to jest zabronione, tak samo jak wchodzenie w interakcję i przemoc. Paweł mówi, że atmosfera w warszawskiej filii XR-u jest bardzo dobra. Organizacja kładzie nacisk na regenerację swoich członków, aby psychicznie się nie wypalili. Współpracuje z wykształconymi terapeutami, prowadzącymi spotkania grup wsparcia emocjonalnego dla aktywistów. Ponadto ruch ma świetnie rozwinięty system mediacyjny. Członkowie dbają o to, żeby Extinction Rebellion nie rozpadło się przez wewnętrzne konflikty. Komórki XR-u komunikują się między sobą i wymieniają się informacjami, ale działają oddzielnie. – Jeśli ktoś w Otwocku czy w Pruszkowie chciałby założyć XR i robić tam swoje akcje, to nie musi nam mówić, co planuje, może sam działać, tylko zgodnie z naszymi zasadami – przekonuje Paweł. – Jeśli trzyma się tego, to jest zajebiście.
Działacze Extinction Rebellion powołują się na teorię politolożki Eriki Chenoweth, twierdzącej, że wystarczy jedynie 3,5 proc. społeczeństwa, aby pokojowy ruch obywatelski był w stanie doprowadzić do zmiany systemowej. Zadaję Pawłowi pytanie, czy myśli, że w Polsce możliwe jest przekonanie tylu ludzi. – Tak – twierdzi. – Wydaje mi się, że nawet mniej. Tylko, że trzeba by było zebrać tę masę, i wyjść na ulice.

Krzysiek, Wrocław:

To jak bunt z 1968. Już nie do cofnięcia.
Krzysiek, aktywista wrocławskiego odłamu Extinction Rebellion, dowiedział się o kryzysie klimatycznym po publikacji raportu IPCC w 2018 r. Uważał wtedy, że posiada dostateczną wiedzę w tym temacie, ale nie widział prawdziwej skali problemu. Przełom nastąpił, gdy dzień po proteście XR zobaczył w pobliżu jego miejsca nacjonalistyczną wlepkę zaklejoną napisem NIE MA PLANETY B. Postanowił wtedy przejść się na spotkanie informacyjne. – Na przerwie zapytałem badaczki atmosfery: Słuchaj, to jak to w końcu jest z tym IPCC, że zostało nam 11 lat, aby powstrzymać katastrofę klimatyczną? Nadal pamiętam jej wyraz twarzy. Tego wieczora zacząłem oglądać wykład wprowadzający do XR i sprawdzać informacje w nim zawarte. Czułem się jak typowy spiskowiec, tylko zamiast kilkunastu kart Facebooka miałem otwarte strony instytucji naukowych. Wszystkie mówiły to samo.
Research pochłonął Krzyśka tak bardzo, że obrał sobie teoretyczną podbudowę Extinction Rebellion za temat pracy dyplomowej w ramach studiowania filozofii politycznej. Ocenia założenia XR-u najwyżej ze znanych mu ruchów. – Wydaje mi się, że w obliczu katastrofy klimatycznej mamy do czynienia z rodzeniem się nowej lewicy. Postrzega ona kryzys klimatyczny jako naturalną konsekwencję systemu bezrefleksyjnego wzrostu gospodarczego i nierówności – w końcu to najbiedniejsi będą poszkodowani w pierwszej kolejności. 
Jak jest w komórce wrocławskiej? Aktywista mówi mi, że z ostatnich, nieformalnych rachunków wynika, że Wrocław ma co najmniej tyle aktywnych członkiń i członków co Warszawa. – Feminatyw nie bez powodu na pierwszym miejscu – podkreśla – bo przeważają kobiety.
Jego zdaniem występuje też spora dysproporcja wiekowa. Dominują kobiety poniżej 30 roku życia, a powyżej tej granicy częściej występują mężczyźni. Skierowani głównie na lewo, ale Krzysiek wymienia też kilka osób konserwatywnych światopoglądowo, prężnie działających w organizacjach chrześcijańskich i udzielających wykładów klimatycznych na duszpasterstwach. – Osobiście zaskakuje mnie mała obecność aktywistów stricte lewicowych – dodaje.
Aktywiści starają się dbać o kulturę regeneracji, organizować cykliczne imprezy i warsztaty pozaklimatyczne. – Na moje oko, coś pomiędzy 20 a 40 proc. wysiłku w XR przeznaczone jest na wsparcie i regenerację – wylicza Krzysiek. – Bardzo starają się uniknąć wypalenia i bycia wyobcowanym. Widać, że nauczyli się z błędów ruchów sprzed 10 lat, np. Occupy i Arabskiej Wiosny – wyjaśnia. Brał udział w kilku akcjach we Wrocławiu i w warszawskiej Deklaracji Rebelii. W obu miastach spotkał się z prawie wyłącznie pozytywnym podejściem. O swoim uczestnictwie w blokadzie ronda de Gaulle’a mówi: Nie napotkaliśmy większych problemów, policja była miła. Odniosłem nawet wrażenie, że trochę się przestraszyli naszej skuteczności i ogaru w pomaganiu zatrzymanym. Mnie tylko odseparowali i spisali, a w tym czasie kilka razy odwiedziło mnie wsparcie. Wrażenia z organizacji i całej akcji mam megapozytywne.
Jego zdaniem walka toczy się nie o Ziemię, a o dobrostan ludzi. Po prostu społeczeństwo
zaczyna rozumieć, że nie są w stanie zapanować nad naturą i jedynym możliwym rozwiązaniem jest współpraca. XR nie proponuje, czym można zastąpić system ciągłego dążenia do rozwoju ekonomicznego, który rozpowszechnił się w wielu państwach i napędza zmieniający się klimat. – Chcemy pozostawić tę decyzję ludziom. Stąd panel obywatelski – mówi Krzysiek i dodaje: Spotkałem się ze stwierdzeniem, że teraz dorasta ostatnie pokolenie, które doświadcza luksusu mówienia o miłości do Ziemi, bo nadchodzące pokolenia będą się jej po prostu bać. Jak pisze David Wallace-Welles, klimat to machina wojenna, którą z każdym dniem coraz bardziej uzbrajamy.

Lena, Poznań:

fot. Piotr Szewczyk

XR to powiew świeżości w aktywizmie klimatycznym. Nigdy nie było czegoś takiego. Społeczność XR jest ogromnie różnorodna. To ludzie w różnym wieku, o różnych historiach, pasjach, zawodach. Łączy nas troska o przyszłość, dla niektórych to też troska o dzieci czy wnuki.
Od małego Lena słyszała doniesienia medialne o ocieplaniu się klimatu, o suszach i wielu innych zapowiedziach klęski ekologicznej, ale nikt nie przejmował się tymi informacjami. Wraz z poznaniem realiów przemysłu hodowlanego zaczęła łączyć to w jedną całość – wtedy przeszła na weganizm. Był to też pierwszy krok prowadzący do świadomości o wpływie przemysłu hodowlanego na klimat. – Później to już potoczyło się samo. Momentem przełomowym był wykład Marcina Popkiewicza w marcu tego roku. To było bardzo dużo do przyjęcia na raz. Skondensowana wiedza o katastrofie klimatycznej, podsumowana diagnozą i scenariuszami zależnymi od naszych decyzji, potrafi być przytłaczająca. Z czasem zaakceptowałam te fakty, nie było już wyjścia, żeby to wypierać i żyć w wygodnej nieświadomości. Wtedy Lena zaczęła działać. W XR należy do grupy zajmującej się komunikacją z mediami na szczeblu poznańskim i ogólnopolskim. Jej codzienna praca dla ruchu to częste spotkania, planowanie i organizowanie perfomansów, wysyłanie zdjęć i notek prasowych do mediów, pisanie postów, pomoc w rekrutacji, udział w akcjach. – A przy tym wszystkim spędzanie czasu ze wspaniałymi ludźmi, których poznałam w XR. Podoba mi się różnorodność i wsparcie, jakie sobie dajemy. Dzięki zaangażowaniu w XR zyskałam wielu przyjaciół.

Brała udział w marszach, perfomansach, pikietach i w akcjach bezpośrednich. Performatywne formy protestu, z których znane jest Extinction Rebellion, to coś, co niesamowicie mnie angażuje – oznajmia. Opowiada o ostatniej akcji w banku PKO. Aktywiści utrudniali pracę banku, długo rozmawiając z pracownikami przy okienkach, podczas gdy na zewnątrz odbywała się pikieta informująca o udziale spółki w finansowaniu inwestycji węglowych. Lena kilkukrotnie szła także na czele Red Rebel Brigade. Często występuje jako czerwona wdowa prowadząca pochód.
Wdowy bardzo wyróżniają się na ulicy. Ich twarze są teatralnie umalowane na biało, z wyrazistym podkreśleniem oczu – na wzór mimów. Są odziane w czerwone welony żałobne na znak krwi dzielonej ze wszystkimi gatunkami. Milczą, przemawiając za pomocą mimiki, powolnych ruchów i wizerunku. Nie trzeba być aktorem, aby występować jako wdowa. Liczą tu się emocje. Wyrażenie obaw związanych z kryzysem klimatycznym. – Happening wdów jest widowiskowy. Są tak charakterystyczne, bije od nich niesamowita energia i wdzięk. Zwracają uwagę, bo zaburzają porządek monotonności miejskiego pośpiechu.
Dla Leny performans Red Rebels zawsze jest dużym wydarzeniem. – Sama formuła, porządek tego performansu jest niby przewidywalny, powtarzalny, ale za każdym razem coś nas zaskakuje. W momencie wyjścia na ulicę czerwone wdowy konfrontują się bezpośrednio z miastem. Ludzie reagują różnie. Aktywistka spotykała się z bezczelnymi wyzwiskami. Bezczynnością. Niezręcznością. Uśmiechem. Wzruszeniem. Często poprzedzonymi długim kontaktem wzrokowym. Dla Leny jest to bardzo wyczerpujące, ale to też niezwykle jednoczące momenty – pełne emocji, przekazywanych sobie i otoczeniu. – To coś przepięknego – mówi Lena. – Trochę niczym zatrzymanie tego biegu, pośpiechu, natłoku bodźców. To zawsze ogromny wysiłek, ale jest tego wart. Dla nas, dla grupy, przede wszystkim dla ruchu.
Lena twierdzi, że masowe obywatelskie nieposłuszeństwo działa. – Sytuacja jest wyjątkowa, a „tradycyjne” sposoby aktywizmu klimatycznego, stosowane przez ostatnie 30 lat, nie przyniosły większych skutków. Pewnie wiele osób wolałoby być w innym miejscu i robić coś innego, niż siedzieć na ulicy czy przyklejać się do budynku. Ale w tym momencie nie możemy tak zostawić naszego świata. Jest w nas siła i nie odpuścimy. Na świecie są miliony osób, które chcą i będą walczyć o naszą przyszłość.

Łucja, Warszawa:

Zawsze wiedziałam, że człowiek niszczy Ziemię. Jednak dopiero gdy w pełni zdałam sobie sprawę z powagi sytuacji, przeżyłam wstrząs.
Jako dziecko, oglądając różne filmy edukacyjne, słyszała, że topnieją ,,domki” niedźwiedzi polarnych. Na lekcjach czasem padał termin ,,globalne ocieplenie”, ale nikt się przy nim na dłużej nie zatrzymywał. Jednak dzięki zainteresowaniu ochroną środowiska zaczęła sama zagłębiać się w tę tematykę. Frustruje ją denializm klimatyczny polityków, którzy jako jedyni mają realny wpływ o zasięgu masowym. – Rozumiem – tłumaczy – że to naturalny mechanizm psychologiczny, lecz mimo to, dobrze by było, aby na najwyższych stołkach w państwach siedziały osoby silne psychicznie, które potrafią stawiać czoła trudnym tematom – mówi i dodaje, że obecna pogoda powinna dawać do myślenia sceptykom.
W liceum Łucji ten temat się pojawia, ale głównie wśród uczniów. Plakaty promujące ruchy ekologiczne są zabronione przez dyrekcję, dla której są zbyt ideologiczne. Rówieśnicy mają różnorakie podejście do sprawy. – Jedni, tak jak ja, nie chcą być bierni i działają, jak mogą. Drudzy rozkładają ręce i mówią; „co ma być, to będzie, nie wierzę, że mogę cokolwiek zmienić”. Trzeci wyśmiewają temat, spłycając i wypierając wszystko. Mimo wszystko jest to kwestia żywa, interesująca młodych. Brałam udział w wydarzeniach warszawskiego MSK i liczba protestujących za każdym razem zapierała mi dech w piersiach. To niesamowite, jak młodzi ludzie się zaangażowali. Z mojej perspektywy to najczęściej właśnie oni mają odwagę mówić o problemach związanych ze środowiskiem. Starsze pokolenia wydają się sparaliżowane, przytłoczone tym wszystkim. Im też jest potrzebna pomoc w radzeniu sobie ze świadomością możliwej katastrofy klimatycznej.
Łucja o Extinction Rebellion dowiedziała się przez algorytm Facebooka. – To, co najbardziej przykuło moją uwagę, to klarownie sformułowane cele, szybko rosnąca popularność oraz stawianie na nieposłuszeństwo obywatelskie. Podoba mi się też, że XR nie jest organizacją o modelu biznesowym i stawia na masowość oraz różnorodność swoich członków.
Nastolatka planuje dołączyć do Extinction Rebellion, gdy tylko skończy 18 lat, by móc samodzielnie stawiać czoła konsekwencjom prawnym, wiążącym się z wieloma akcjami. Chciałaby zająć się pisaniem, redakcją tekstów, tworzeniem materiałów edukacyjnych i promocyjnych czy pomocą przy organizacji wydarzeń. – Własnych oporów przed wyjściem na ulicę nie mam, jednak w tej chwili taki ruch jest dla mnie trudny przez brak aprobaty ze strony rodziców. Rodzice nie wiedzą jeszcze o jej planach dołączenia do XR. Ojciec jest denialistą klimatycznym, matka z kolei nie wypiera istnienia kryzysu klimatycznego, ale ma opory przed działaniem. Samo członkostwo, wyjaśnia mi Łucja, nie byłoby problemem, lecz inaczej sprawa ma się z nieposłuszeństwem obywatelskim. To skomplikowana sytuacja. Z jednej strony wiem, że to, co chcę robić, jest dobre i potrzebne, lecz z drugiej mam na uwadze uczucia bliskich, którzy stracą wiele nerwów, gdy zacznę radykalniej działać – wyznaje, ale podkreśla, że jej decyzja o dołączeniu do XR pozostaje niezachwiana.

Co trzeba zmienić?

fot. Łukasz Chmara

Paweł: Przede wszystkim narrację w telewizji publicznej. To mógłby być pierwszy kamyczek, który może coś zmienić. To nie tak, że nagle za rządów PiS-u zaczął się kryzys klimatyczny. On już trwał, gdy PO było u władzy; w polityce nie ma dużej różnicy, kto rządzi. Nie wiem, co musiałoby się zdarzyć, żeby coś naprawdę się zmieniło. Być może pomógłby protest podobny do „Czarnych Parasolek”, kiedy wyszła masa i zwrócono na nią uwagę. A hipotetycznie? Po pierwsze, zacząć stawiać na energetykę odnawialną, to jest podstawa. Po drugie, należałoby zacząć oszczędzać energię, którą się marnuje w Polsce w olbrzymim stopniu – polepszając przesył energii, ocieplając budynki, dbając o komunikację, o jak najmniejsze zużycie energii we wszystkich aspektach życiowych. Z niczego nie musielibyśmy zrezygnować. To by się wiązało z polepszeniem warunków życia. I takiej narracji brakuje. Pokazanie, że te zmiany wyjdą na dobre.
Lena: Wiele rzeczy należy zmienić. Zdecydowanie potrzebna jest edukacja klimatyczna, której w szkole nie ma w ogóle. Tego również domagamy się jako XR. Polska musi zmienić swoją politykę klimatyczną, o to walczymy. Teraz sabotuje walkę z kryzysem klimatycznym w UE. Nie zgadzamy się na to. Domagamy się ogłoszenia klimatycznego stanu wyjątkowego, który z jednej strony zobowiąże rząd do działania, a z drugiej da obywatelom do zrozumienia, że sprawa jest poważna. W dyskusji przy okazji wystawy „Stany chorobowe…” w Poznaniu, usłyszałam porównanie kryzysu klimatycznego do diagnozy poważnej choroby. Mamy mało czasu, by ją wyleczyć, ale uważam, że najlepszym narzędziem do zmiany jest panel obywatelski – narzędzie demokracji deliberacyjnej [w którym losowo wybrana grupa obywateli po debacie rozstrzyga daną sprawę z perspektywy dobra wspólnego danej społeczności – przyp. aut.].

Przyszłość przed nami

Lena: Nie tracę nadziei. Wiem, że nie zatrzymamy już całkowicie kryzysu klimatycznego, bo on już trwa w wielu miejscach na Ziemi, nie unikniemy sprzężeń zwrotnych. Ale gdyby udało nam się ograniczyć, a ostatecznie zrezygnować z emisji, jest szansa na chociażby niepogłębianie tego kryzysu, na adaptację do katastrofy. I może dzięki temu uda się uniknąć wojny o wodę i o tereny zdatne do życia. Moja przyszłość jest uzależniona od globalnej sytuacji, od decyzji polityków i tego, co stanie się z klimatem. Dopóki będzie trzeba walczyć, będę to robić.
Paweł: Przyszłość, według mnie, jest czarna. Nie widzę najdrobniejszej szansy na poprawę, a im później zaczniemy działać, tym te zmiany będą boleśniejsze, droższe i trudniejsze do przeprowadzenia. I tak, ja widzę Polskę w ogniu za parę lat, Polskę, która ma problemy z wodą, i dopiero wtedy ludzi to ruszy. Ale działam. Może jednak ten czarny scenariusz, który mam w głowie, się nie ziści. Mamy maksymalnie pięć lat. Jestem o tym przekonany w 100 proc. Staram się być gotowy psychicznie na wszystko i szlifuję umiejętności, które się przydadzą, gdy zabraknie prądu i wody. 

Dlaczego działasz?

Krzysiek: Katastrofy nie unikniemy, ale możemy wybrać, czy spłonie tylko kuchnia, czy cały dom. Przekonanie ludzi to tylko kwestia czasu. Ruch klimatyczny będzie definiującym ruchem pierwszej połowy tego wieku, ja po prostu dołączyłem do niego wcześniej niż większość. Wychodzenie na ulicę w akcjach bezpośrednich naprawdę mi pomaga, bo dzięki temu wiem, że robię wszystko, co mogę. Jestem przekonany, że ludzkość z tego wyjdzie, od nas tylko zależy, jaki będzie koszt w życiach ludzkich i pozaludzkich. Osobiście? Jako osoba urodzona w latach 80. kiedyś uważałem, że katastrofą klimatyczną będę martwić się na starość. Teraz wiem, że pewnie zobaczę najgorsze i może dożyję początków nowego, a jedyne co mogę zrobić to „sadzić drzewa, w cieniu których zapewne nigdy nie usiądę”.
Lena: Odkąd działam w XR-e, żyję pełniej. Aktywizm daje mi pewność siebie i poczucie sprawczości. Masa osób, z którymi spotykam się w całej Polsce, daje mi tę wiarę i nadzieję, że się uda. Całkowicie utożsamiam się z założeniami Extinction Rebellion, a bliska mi osoba powiedziała kiedyś, że jestem częścią tego, o co walczę. Robię to, bo chcę przyszłości dla planety i nas, istot na niej żyjących. Bo chcę kontynuacji dziejów ludzkości. Bo nie chcę, aby przepadło i zakończyło się całe dziedzictwo kulturowe. Bo chcę żyć.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o działalności XR w Polsce – możesz to zrobić tutaj.

No votes yet.
Please wait...