Przepis na życie

Nazywaj to jak chcesz. Duńskie hygge, szwedzkie lagom, japońskie ikigai czy holenderskie gezelligheid. Pomimo różnic kulturowych i cywilizacyjnych, wszystkie filozofie szczęścia mają wspólny mianownik. Którą więc wybrać dla siebie?

graf. Martyna Borodziuk

Hygge

Tego krótkiego słowa nie trzeba nikomu przedstawiać. Hygge na dobre wkradło się do kultury masowej, a półki w księgarniach pękają od nadmiaru książek związanych z tą tematyką. Hygge jest uważane za jeden z powodów, dla których duńscy dorośli są najszczęśliwsi na świecie. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że hygge to genialna koncepcja marketingowa oraz atrakcyjny trend w dekoracji wnętrz. Hygge proponuje otulenie się ciepłym wnętrzem, gdy pada śnieg na zewnątrz, piękne grube dzianiny, świece, kominki, pieczeń wieprzową, grzane wino, pierniki w kształcie serc i lampki wróżek. Czego tu nie lubić? To trochę Boże Narodzenie, ale bez stresu. Z drugiej strony, gdy czyta się opisy sugerujące, że nie chodzi tylko o to, by osiągnąć ciepłą i przytulną atmosferę, lecz także o to, by być razem, pojawia się pytanie, czym właściwie jest hygge i jak Duńczycy skradli serca połowie Europejczyków?

Nie da się jednoznacznie wytłumaczyć czym jest hygge. W słowie hyggeligt Duńczycy upatrują błogość, relaks, nieśpieszną radość z danej chwili. Hygge jest wszystkim, co wprawia nas w dobry nastrój. Sceptycy często pytają: czy jeśli zapalę świeczkę, ubiorę się w ciepły wełniany sweter, napiję się grzanego wina i przeczytam książkę, to od razu będę szczęśliwszy? Tego typu pytania wynikają z błędnej interpretacji. Hygge jest sztuką odnajdywania szczęścia w małych chwilach/ aktywnościach życia codziennego. To docenianie czasu spędzanego z najbliższymi, dbanie o tradycje i o otoczenie, odnalezienie harmonii z naturą i otaczającym nas światem. Aby właściwie celebrować hygge, należy najpierw zastanowić się, co rzeczywiście daje nam szczęście, starać się świętować każdą najmniejszą miłą rzecz, jaka nas spotyka, a uśmiech sam nie zejdzie nam z twarzy.

 

Lagom

Odgrzewany kotlet z Danii. Skandynawskie sposoby na szczęśliwe życie na pierwszy rzut oka mogą wydawać się identyczne. Dlaczego kraje z rozbudowanym systemem socjalnym, podobnym klimatem i postrzeganiem świata, skupione na jednostce miałyby mieć różne filozofie? Lagom jest czymś zgoła innym od hygge, w przybliżonym polskim znaczeniu oznacza „w sam raz”, „nie za dużo”, „z umiarem”. Łatwiej zrozumieć lagom, jeśli zestawi się go z hygge. W tym drugim liczą się chwile, momenty błogości i dobrostanu, w które można się wprowadzić, korzystając z prostych wskazówek. Z kolei lagom to styl życia, czyli nie konkretne czynności, ale ogólne podejście do codzienności. Szwedzi ogromną wagę przywiązują do zdrowego i aktywnego stylu życia (za nadwagę można dostać nawet grzywnę), dlatego lagom jest nastawione na dietę i aktywność. Założenia lagom obejmują sięganie po zdrowe produkty, uprawianie sportu, podczas gdy w hygge siedzenie pod kocem i opychanie się cynamonowymi bułkami jest w pełni uzasadnione i zrozumiałe. Można powiedzieć, że lagom to radykalniejsza wersja hygge, zakładająca bycie ekologicznym, wysportowanym i minimalistycznym. Jednakże czy pogoń za ideałem lagom rzeczywiście nas uszczęśliwi?

 Ikigai

I żyli długo i szczęśliwie. Przeciętny Japończyk po przeczytaniu takiego zakończenia nie zamknie książki, tylko zacznie się zastanawiać, jak to osiągnąć. Z pomocą przychodzi filozofia ikigai. Ma ona swoje korzenie na wyspie Okinawa, na której średnia długość życia jest największa na świecie i mieszka tam najwięcej 100-latków. Na czym polega tajemniczy sposób na długowieczność jej mieszkańców? Słowo ikigai, składa się z dwóch części: „iki”– „żyć” oraz „gai” – powód i określa przyjemność oraz istotę życia. W dosłownym tłumaczeniu oznacza „powód do życia”. Japończycy odnoszą je zarówno do małych radości dnia codziennego, jak i do wielkich planów, znaczących osiągnięć, sukcesów. Źródłem ikigai może być szum morza o poranku, wschód lub zachód słońca, wypicie pysznej kawy czy uznanie i sukcesy w życiu zawodowym. Ikigai zakłada czerpanie szczęścia z różnorodności, jakie niesie za sobą życie. Nie jest związane ze statusem finansowym ani sukcesem zawodowym. Chodzi raczej o to, co wywołuje uśmiech na naszej twarzy, gdy budzimy się rano, co nas motywuje, co daje nam radość. Co sprawia, że z ochotą wstajemy, by przeżyć kolejny dzień.

Gezelligheid

Niszowa holenderska filozofia, o której prawdopodobnie nikt nie słyszał, chociaż ma już długą tradycję sięgającą XVII w. Gezelligheid to holenderskie słowo, które w zależności od kontekstu można tłumaczyć jako „towarzyskość”, „przytulność”, „zabawa”. Często używane, aby opisać przyjemną sytuację w miłym towarzystwie. Gezelligheid odbywa się w „brązowych kawiarniach”, gdzie pijesz piwo lub genever (gin o bardzo gęstej konsystencji, tradycyjny napój alkoholowy w Holandii i Flandrii), w domu z beczułką z gorzkimi kulkami i krokietami lub podczas wspólnej jazdy na łyżwach na naturalnym lodzie. Mje odczuć, urządzając grilla lub piknik na dywanie, zatrzymując się na straganach sprzedających oliebollen (słodka kulka z lekkiego ciasta drożdżowego, z rodzynkami i kawałkami jabłek w środku). Tętniący życiem targ uliczny jest zawsze gezellig. Gezellig jako styl życia nie powinien być drogi ani pretensjonalny. Powinien być dostępny dla wszystkich. To puszka z biszkoptami na stole i kubek kawy. Spontanicznie rozstawiony stragan „koek-en-zopie”, przy którym można kupić orzeźwiające napoje po jeździe na łyżwach. To gorąca czekolada lub grochówka i dźwięk ożywionej rozmowy. Jest hygge, ale bez magii wróżek.

Śródtytuł, np. ten z dołu: Ułańska fantazja, Jakoś to będzie

Dania, Szwecja, Holandia czy Japonia to zamożne, stabilne politycznie kraje z doskonałym systemem społeczno-socjalnym, edukacji i opieki zdrowotnej. Sposoby, które stosują ich mieszkańcy, aby czerpać radość z życia okazują się trudne lub wręcz niemożliwe do zastosowania w innych warunkach. Uczenie się szczęścia od Skandynawów może być jak słuchanie milionera, gdy jesteś spłukany – czytamy na stronie BBC. Dlaczego więc, zamiast inspirować się Skandynawią i Azją, nie wziąć przykładu z kraju, który został doświadczony piekłem historii, a mimo to nadal trwa? Witamy w Polsce.

graf. Martyna Borodziuk

BBC o polskiej sztuce szczęścia pisze: Koncepcja „jakoś to będzie” (czyt. ‘ya-kosh toe ben-jay’) zakłada działanie bez zbędnych zmartwień o konsekwencje. To sięganie po niemożliwe. Podejmowanie ryzyka bez obaw. Gdy tylko coś zaczyna iść nie po naszej myśli, mamy pecha, nasi bliscy i my sami powtarzamy sobie: jakoś to będzie. To nasza mentalność, to płynące w naszych żyłach połączenie wytrwałości, spontaniczności i… tworzenia odrobiny zamieszania. Wierzymy w nasze siły, pocieszamy się sarkastycznym poczuciem humoru, chodzimy z uniesioną honorowo głową pomimo wszelkich przeciwności. Ukształtowani przez zabory, przez brak wolności słowa w czasach PRL-u, bunty przeciw statusowi quo, wierzymy, że możemy przenosić góry. Śladów naszej filozofii można szukać już u Mickiewicza: Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie! (Pan Tadeusz). 

Owo jakoś najczęściej nie jest hygge, lagom, ani gezellig. Jednak każdy z nas ma przynajmniej jedno wspomnienie robienia konfitur z babcią, wspólnego ubierania choinki, malowania pisanek, długich rozmów z kuzynami przy stole, kiszenia ogórków na wsi czy podkradania pierogów mamie, zanim obiad będzie gotowy. I może to właśnie w jakiś sposób stanowi polski odpowiednik zagranicznych recept na szczęście.

Anna Dobieszewska

No votes yet.
Please wait...