Warszawski Amerykanin

mural przedstawiający Złego przy Placu Trzech Krzyży

 

Pisarz, scenarzysta, emigrant, jazzman – kim był Leopold Tyrmand i czy w 100. rocznicę narodzin (będącą zarówno 35. rocznicą śmierci autora Złego, Dzienników 1954, Życia towarzyskiego i uczuciowego) możemy nazywać go twórcą wciąż nie do końca poznanym?

Niestety Leopold Tyrmand to wciąż artysta mało rozpoznawalny w polskiej kulturze popularnej. Choć z pewnością swojski Zły mógłby konkurować z kunsztem skandynawskiej literatury kryminalnej, od lat cieszącej się popularnością. Zresztą twórczość Tyrmanda to nie tylko kryminały, lecz także liczne dzienniki, scenariusz filmowy, a nawet leksykon jazzu. Tyrmand jest znany przede wszystkim jako autor licznych opowiadań, ukazujących świat na przestrzeni czterech dekad działalności literackiej pisarza. Opisywał własne przeżycia wojenne, fascynację sportem i zachodem, a także snuł rozważania na temat ludzkiej natury.

W trudnych dla wolności kultury czasach pisarz z pewnością zachował wymagającą odwagi niezależność intelektualną. Był nie tylko twórcą, ale i bezlitosnym krytykiem wszelkiego rodzaju totalitaryzmów. W pierwszych latach powojennych  stał się jednym z głównych przedstawicieli warszawskiej inteligencji i propagatorem zakazanego w stalinowskiej Polsce jazzu. Później zyskał względy i szacunek w środowisku polskiej emigracji.

W związku z 35. rocznicą śmierci pisarza i jubileuszem 100. rocznicy urodzin 2020 został ustanowiony rokiem Leopolda Tyrmanda – właśnie ze względu na wyjątkowy wpływ pisarza na kształt powojennej kultury.

 

Mawiał: Lubię wąskość formy. Swetry i krawaty       

Pierwszy zbiór opowiadań Leopolda Tyrmanda, Hotel Ansgar, został wydany w 1947 r. Po latach pisarz wspominał: Usiadłem i napisałem Hotel Ansgar – równie niezręczny i pełen ukochanych wspomnień jak jego pierworodna siostra Niedziela. […] Zbiorek cieszył się pewnym powodzeniem i dość szybko znikł z półek księgarskich. Pojawiły się recenzje, na adres mój zaczęły napływać listy od czytelników. Lecz później jak napisał: książka doczekała się zaszczytnego losu: weszła na indeks, wygrzebywali ją z księgarń i palono.

Tyrmand z całą pewnością nie był człowiekiem kompromisu. Na skutek konfliktu z władzami PRL-u, odebrano mu paszport, a cenzura nadzwyczaj skrupulatnie zatrzymywała jego kolejne powieści, między innymi Siedem dalekich rejsów. Odmawiano dalszych wznowień jego utworów, przez co niedodrukowywany, pożądany na rynku czytelniczym Zły stał się białym krukiem. Lecz nie na długo. Pustkę wydawniczą szybko zapełniły chałupnicze drukarnie rozprowadzające jego publikacje drogą nieoficjalną, między innymi na Bazarze Różyckiego.

Pisarz, nie mając możliwości twórczych w kraju, zdecydował się na emigrację. Za oceanem napisał Cywilizację komunizmu. Następnie w epoce rewolucji roku 1968 stał się ważnym głosem dla kręgów amerykańskiego konserwatyzmu. O tym, jak bardzo w USA słyszalnym, świadczą słowa Ronalda Reagana, który po śmierci Tyrmanda napisał w księdze kondolencyjnej, Tyrmand pozostawił miłośnikom wolności na całym świecie wspaniałe dziedzictwo.

 

Głucha inicjatywa 

Niestety decyzję o ogłoszeniu 2020 rokiem Tyrmanda podjęto w sejmie bez konkretnego planu. Po raz kolejny w historii tradycji lat literackich zabrakło planu dotyczącego zainicjowania ogólnokrajowych wydarzeń, a także stworzenia budżetu na propagowanie twórczości pisarza. Przykładów ignorancji nie trzeba szukać daleko, można je znaleźć choćby w działaniach telewizji publicznej, która zamiast przyczynić się do stworzenia filmu o światowej sławy pisarzu, woli promować podlaską gwiazdę disco polo. Winę ponoszą także samorządy dużych miast, które nie widzą powodów do organizacji przedsięwzięć związanych z jubileuszem.

Warszawa, Wrocław, Kraków – w tych miastach ciężko usłyszeć o roku Leopolda Tyrmanda. Za to w „prowincjonalnym” Darłowie, rozsławionym przez pisarza w Siedmiu dalekich rejsach, już pod koniec 2019 r. stanęła ławeczka Tyrmanda, a w lutym tego roku odbyły się inspirowany twórczością pisarza koncert rapowo-jazzowy oraz wystawa w miejskim ośrodku kultury Jazz Tyrmanda. Dlaczego Warszawa zapomina o synu swych ulic? Dlaczego Kraków i Wrocław, miasta aspirujące do rangi krajowych stolic kultury, zapominają uwzględnić w planach tegorocznych wydarzeń postaci tego istotnego dla kultury twórcy?

 

Zły film, którego nie ma 

W 2013 r. media obiegła wiadomość, że Xawery Żuławski, twórca seriali i filmów sensacyjnych, wiosną 2014 r. podejmie się kręcenia zdjęć do ekranizacji jednej z najgłośniejszych powieści PRL-u – Złego Leopolda Tyrmanda. Film pod szyldem studia Water Color uzyskał dofinansowanie z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej w kwocie 3,5 mln zł. Chcemy zrobić kosmiczny film. Krew będzie się lała – mówił na łamach prasy reżyser. Ekranizacja Złego miała przywodzić na myśl amerykańskie Marvelowskie produkcje o superbohaterach, jednocześnie łącząc w sobie cechy klasycznego filmu gangsterskiego.

Początkowo produkcję opóźniono o rok. Wiosną 2015 r. ekipa była już gotowa do zdjęć, za które miał odpowiadać Marcin Prokop, z którym Żuławski pracował przy ekranizacji Wojny polsko-ruskiej. Scenografię zaprojektowała Joanna Kaczyńska, a kostiumy Anna Englert. Czołówce polskich aktorów zaangażowanych w produkcję miało towarzyszyć aż trzy tys. statystów. Realizacja filmu jednak nie doszła do skutku, podobno z powodu braku ostatecznej akceptacji scenariusza przez syna pisarza, Matthew Tyrmanda, spadkobiercy praw autorskich ojca. W sierpniu 2019 r. na stronie PISF pojawiła się informacja o dofinansowaniu wniosku złożonego przez Uppercut Film, w którym Matthew Tyrmand zasiada w zarządzie. Według złożonej przez wytwórnię aplikacji, realizacja ekranizacji Złego miała kosztować 19,3 mln zł. Producenci wnieśli wniosek o dofinansowanie w wysokości 6 mln, jednak decyzją dyrektora PISF otrzymali zaledwie 1 mln. Niestety, mimo trwającego roku Leopolda Tyrmanda, o nadchodzących zdjęciach lub o terminie rozpoczęcia produkcji zarówno producent, jak i media branżowe milczą.

Z pewnością trudności związane z realizacją Złego pomogły w realizacji innego filmu, luźno inspirowanego twórczością i życiem Tyrmanda, scenariusza Marcina Krzyształowicza i Andrzeja Gołda. Sam film ze względu na niski budżet i niedopracowaną fabułę doczekał się wielu negatywnych recenzji. Zaś nad reżyserem filmu, Marcinem Krzyształowiczem, rozciągało się widmo sądów, kar i procesów na skutek wysuwanych przez syna pisarza oskarżeń o łamanie praw autorskich i zniesławienie ojca.

Warszawa, źródło NAC

 

Gdzie spotkać Tyrmanda? 

Oczywiście spuścizna twórcy, o którym media mają w zwyczaju pisać jako o jest niezwykle różnorodna. Prócz wcześniej wymienionych zbiorów opowiadań i powieści, Leopold Tyrmand był twórcą scenariusza filmu Naprawdę wczoraj, z Andrzejem Łapickim i Beatą Tyszkiewicz w rolach głównych. Niestety zaledwie po trzech tygodniach od premiery cenzura wycofała film z kin. Na szczęście dziś, za sprawą internetu, jest dostępny bardziej niż kiedykolwiek.

Tyrmand to także bezkompromisowy publicysta. Dzięki powszechnie dostępnej digitalizacji archiwów Przekroju i Tygodnika Powszechnego możemy obcować z jego artykułami w domowym zaciszu. Tyrmand to także prekursor nadwiślańskiego jazzu. Został pierwszym prezesem Jazz Clubu w Polsce, stworzył również motyw przewodni, który po dziś dzień rozpoczyna jazzowe festiwale w Polsce.

Warto więc lepiej zapoznać się z twórczością Tyrmanda, zajrzeć do wznowionych wydań prozy pisarza, wcześniej opublikowanych przez wydawnictwo MG w 2015 r. z okazji 60. rocznicy ukazania Złego. Następnie zaś zasiąść do filmu Naprawdę wczoraj, zasłuchać się w nowoorleański jazz lub odnaleźć w internetowych archiwach wywiady autora z Pablem Picassem i Julianem Huxleyem. I skorzystać z okazji, że twórczość Leopolda Tyrmanda jest dziś, jak nigdy dotąd, dostępna na wyciągnięcie ręki!

 

No votes yet.
Please wait...