Za wcześnie przerwany bieg

Sport tworzą nie tylko wybitni atleci, lecz także ci, którzy go relacjonują. Komentatorzy przekazują światu zarówno dobre, jak i złe nowiny z aren oraz starają się zarazić miłością do sportu szerszą publikę. O wybitność w tym fachu niełatwo, osiągają ją nieliczni. Udało się to jednemu z absolwentów Szkoły Głównej Handlowej.

Warszawska Agrykola. Multum uliczek, ścieżek, alei pełnych biegaczy bądź spacerowiczów. Miejsce odpoczynku, wytchnienia od miejskiego zgiełku, gdzie zadbać można o zdrowie. Dróżki noszą imiona sław sportu, Kusocińskiego lub Nojiego, bądź muzyki – wszak w pobliżu znajduje się siedziba radiowej Trójki. Kilka lat temu pojawiło się tu nowe nazwisko – w miejscu, gdzie wielu biegaczy zaczyna lub kończy swój trening. Jest to aleja Tomasza Hopfera.

Nieśmiały biegacz

Materiały Własne SGH | CC BY 2.0

Tomasz Hopfer urodził się 24 kwietnia 1935 r. w Warszawie. Jego rodzina była związana z tym miastem od XVIII w. Młodość, już w czasach powojennych, spędził na bieżniach. Po latach okupacji na ziemiach polskich powoli odradzały się sportowe struktury, a sportowcy z naszego kraju zaczęli odnosić pierwsze triumfy i zdobywać laury. Druga połowa lat 50. to epoka „Wunderteamu”, złotej ery polskiej lekkoatletyki. Hopfer był członkiem klubu Spójnia Warszawa. Mimo zaciętej konkurencji, dwukrotnie został mistrzem Polski w sztafecie 4 x 400 m, kilka razy był także powołany do oficjalnej reprezentacji kraju. Nie ograniczał się wyłącznie do lekkoatletyki, grywał również w tenisa. Niestety, wątłe zdrowie oraz kontuzje, z którymi zmagał się sportowiec, okazały się przeszkodą nie do pokonania, a buty z kolcami zawisły – o ironio – na kołku.

Hopfer nie porzucił jednak pasji do sportu. Został trenerem w macierzystym klubie. Zaangażował się mocniej w pracę dziennikarską – już podczas startów w zawodach pisał swoje pierwsze teksty. W międzyczasie zdołał ukończyć studia w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. Otrzymał pracę w Głównym Komitecie Kultury Fizycznej, czyli w ówczesnym odpowiedniku Ministerstwa Sportu. Oprócz pisania do ministerialnych pism, dostał także angaż w Expressie Wieczornym, najpopularniejszym dzienniku popołudniowym wydawanym za czasów PRL-u.

Swój długotrwały związek z telewizją zaczął przypadkowo. Na jednym z mityngów lekkoatletycznych zauważył go Ryszard Dyja, szef redakcji sportowej Telewizji Polskiej. Zaproponował mu komentowanie zawodów na ogólnopolskiej antenie. Nie były to byle jakie zawody, tylko Memoriał Kusocińskiego, konkretniej jego 16. edycja rozgrywana w 1969 r. w Warszawie. Hopfer poprowadził relację wraz z Wiesławem Johannem, późniejszym adwokatem i sędzią Trybunału Konstytucyjnego.

Był jeden problem – Hopfer był chorobliwie nieśmiały. Od szkolnych lat bał się udziału w akademiach oraz zgłaszania się do tablicy. Jego debiut nie wypadł zatem, delikatnie mówiąc, zbyt dobrze. Mimo to Dyja coś w nim dostrzegł i powierzał mu prowadzenie coraz większej liczby transmisji. Hopfer zaczął komentować również inne dyscypliny sportu. Jedna z nich przyniosła mu ogromną popularność.

Mundial, wolne Soboty i ABBA

Mistrzostwa świata w Republice Federalnej Niemiec były wielkim sukcesem polskich piłkarzy. Po remisie w meczu z Anglikami na Wembley Polacy zdołali zakwalifikować się na tę imprezę po raz pierwszy od 36 lat. Film z tego wiekopomnego wydarzenia stworzył właśnie Hopfer. Produkcja powstała w niewyobrażalnie szybkim tempie, pojawiając się na ekranach telewizorów już dzień po meczu. Sam mundial był przełomowym momentem w karierze komentatora. Dzięki nadzwyczajnie dobrej pamięci nie potrzebował żadnych pomocniczych materiałów do prowadzenia studia z mistrzostw – w przeciwieństwie do większości dziennikarzy tamtej epoki wypadał autentycznie przed kamerą. Ponadto wysoka oglądalność transmisji ze zwycięskich spotkań Polaków sprawiła, że Hopfer stał się niezwykle rozpoznawalny.

Ten sam okres był przełomowy w gierkowskiej Polsce – obserwowaliśmy zmiany w sześciodniowym tygodniu pracy. W 1973 r. wolne były dwie soboty, rok później sześć, a w

1975 r. już dwanaście. Coś trzeba było w tym czasie robić. Najlepiej było spędzić go przed
telewizorem – w tym celu podjęto się urozmaicenia ramówki. Zadanie to otrzymał Mariusz Walter. Już w III RP założył on telewizję TVN, zebrał kilkadziesiąt osób z różnych redakcji. W wyniku działań zespołu, 30 listopada 1974 r. widzowie mogli po raz pierwszy zobaczyć we wspólnym bloku programowym takie audycje jak kabarety Olgi Lipińskiej, przeróżne teleturnieje, koncerty. Wśród tych ostatnich nie brakowało występów największych gwiazd, w tym także zespołu ABBA. Namiastkę Zachodu dawały również liczne zagraniczne seriale. Hitem były brytyjskie produkcje Kosmos 1999 czy The Muppet Show.

Nie zabrakło również sportu. Polacy mogli ujrzeć na swoich telewizorach mecze ligi angielskiej, wyścigi Formuły 1 czy tenisowy Wimbledon. Wszystko to komentowane przez takie sławy polskiego dziennikarstwa sportowego jak Jan Ciszewski, Krzysztof Wyrzykowski czy Bohdan Tomaszewski. Studio 2 było prowadzone przez dziennikarskie trio. Trzy różne typy osobowości uwielbiane przez widzów – żona Waltera, Bożena, Edward Mikołajczyk i Hopfer. Ten ostatni prowadził różnorakie teleturnieje i tak zwane Wieloboje Gwiazd, które gromadziły tysiące widzów na trybunach polskich aren. Program odbył się trzynaście razy w różnych miastach, często pojawiali się w nim medaliści olimpijscy bądź mistrzowie świata w swoich dyscyplinach.

Hopfer stał się głównym prowadzącym studia olimpijskiego letnich igrzysk w Montrealu w 1976 r.. Różnica czasu między Warszawą a Kanadą nie ułatwiała mu zadania, a w studiu panował niemiłosierny upał. Praca w ciężkich warunkach odbiła się na jego zdrowiu. Tuż po igrzyskach zrezygnował z prowadzenia Studia 2 – zastąpił go Tadeusz Sznuk. Program utrzymywał się w niezmienionym kształcie do 1980 r., kiedy kryzys gospodarczy i koniec gierkowskiej prosperity zaczęły negatywnie wpływać na telewizję.

Cała Polska rozbiegana

fot.: Jose Luis Cernadas Iglesias (flickr.com)

Hopfer coraz bardziej starał się popularyzować sport, szczególnie ten masowy. Biegacze w latach 70. byli odsądzani od czci i wiary oraz uznawani za dziwaków. Wielu ludzi nie mogło zrozumieć, jaki jest sens biegania po uliczkach czy parkowych alejach. Hopfer wprowadził modę na ten sport do telewizji. Akcje Bieg Po ZdrowieBiegaj Razem z Nami sprawiły, że miliony Polaków połknęły bakcyla. Drogi wypełniły się zapaleńcami w dresach i  tenisówkach. W głowie dziennikarza tlił się jeszcze inny, bardziej abstrakcyjny, pomysł.

Biegi maratońskie w Nowym Jorku i w Londynie gromadziły na starcie tysiące ludzi. Hopfer marzył o tym, by móc zorganizować podobne wydarzenie w Warszawie. Patrząc na ówczesne realia, nie było to łatwe zadanie. Komunistyczne władze początkowo nie podchodziły z entuzjazmem do zebrania tłumów w jednym miejscu, jednak włodarze stolicy ostatecznie udzielili zgody na bieg. Do Warszawy przybyli biegacze z całego kraju, których do przyjazdu zachęciła postać Hopfera. Dziennikarzowi w organizacji imprezy pomagali Zbigniew Zaremba i Józef Węgrzyn. Istniała jeszcze kwestia pożywienia i napojów dla biegaczy. Przez pomyłkę dostarczono na trasę trzy razy mniej wody niż wynosiło zapotrzebowanie, na szczęście wyżywienia starczyło dla wszystkich.

30 września 1979 r. dwa i pół tysiąca biegaczy stanęło na starcie pod Stadionem Dziesięciolecia. Hopfer dbał o to, aby odstępy między zawodnikami na trasie, która wiodła przez prawobrzeżną część Warszawy, były odpowiednie. Dodatkowo w maratonie wzięła udział jego córka – Monika. Trzynastolatka miała przebiec zaledwie kawałek, a potem zejść z trasy, ale sprzeciwiła się prośbom ojca. Ukończyła bieg w około sześć godzin i stała się inspiracją dla wielu starszych i bardziej doświadczonych biegaczy. W dziewczynce odezwała się lekkoatletyczna dusza – jej matką i żoną Hopfera była mistrzyni Polski juniorów w biegu na 200 m.

Nie ustrzeżono się co prawda jednej organizatorskiej wpadki – meta biegu znajdowała się o półtora kilometra bliżej niż regulaminowe 42 km i 195 m. To może tłumaczyć doskonałe czasy zawodników – 1861 uczestników dobiegło do końca maratonu, a najlepszy okazał się Kazimierz Pawlik, któremu przebycie trasy zajęło dwie godziny i jedenaście minut. Maraton na trwałe wpisał się w sportowe życie nie tylko Warszawy, lecz także całego kraju i mimo kryzysu na początku XXI w., odbywa się nieustannie od czterdziestu jeden lat.

Stresujące polityczne gry

Wikipedia Commons

Hopfer w styczniu 1980 r. został szefem redakcji sportowej Telewizji Polskiej. Niestety jego wrażliwość nie pozwoliła mu pełnić funkcji zbyt długo. Zrezygnował z niej kilka miesięcy po igrzyskach olimpijskich w Moskwie. Okazało się, że stres miał coraz większy wpływ na jego zdrowie, pojawiła się choroba wrzodowa. Zakończył pracę w telewizji i przeszedł na rentę.

Zniknięcie popularnego dziennikarza wywołało wiele pogłosek i domysłów. Plotki o rzekomym internowaniu Hopfera bądź o jego zaangażowaniu politycznym krążyły po ulicach. Po wprowadzeniu stanu wojennego komunistyczna władza chciała mieć w telewizji postacie cieszące się zaufaniem widzów, jednak prezenterzy mieli występować w mundurach i przedstawiać wyłącznie informacje zgodne z linią partyjną. Na to Hopfer nie mógł się zgodzić. Obniżono mu rentę, biorąc za podstawę jedynie pracę w redakcji sportowej, pomijając inne, bardziej intratne programy. Aby zarobić na życie, redaktor musiał wytwarzać wyroby rękodzielnicze. Osłabiony organizm coraz gorzej wytrzymywał trudną sytuację.

Tomasz Hopfer zmarł 10 grudnia 1982 r. w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. Dziennikarz miał zaledwie 47 lat. Pozostało po nim kilka memoriałów, wspomniany wcześniej maraton i alejka na Agrykoli. I najważniejsze – pamięć słuchaczy oraz ludzi, którzy połknęli dzięki Hopferowi sportowego bakcyla i zadbali o swoje zdrowie. Niestety, to właśnie zdrowia zabrakło bohaterowi tekstu najbardziej.

TEKST: Sebastian Muraszewski

No votes yet.
Please wait...

  • Andre Arsen

    Chłopaki znalazłem świetne kasyno online, gdzie nawet dziecko może wygrać pieniądze. Wejdź na stronę https://vulkanvegas-polske.com/ i graj z całą rodziną. Usługa jest naprawdę bardzo proste i wygrać tam łatwo. Powodzenia wszystkim!

    No votes yet.
    Please wait...