Musieć zabijać

Na płótnie piękne odcienie błękitu, delikatne, rozmyte formy i sylwetki tonących mężczyzn. Naznaczone ambiwalencją formy i treści malarstwo Miriam Cahn nadal pobudza do refleksji nad sytuacją współczesnego człowieka.

Rok 2019 w polskich muzeach i galeriach stał pod znakiem wielkich artystek. Pierwsza była retrospektywna wystawa Mariny Abramović w CSW Toruń. W wakacje doczekaliśmy się prezentacji prac współczesnych polskich malarek w warszawskim MSN. W tym samym miejscu pod koniec roku odbyła się pierwsza w Polsce wystawa monograficzna Miriam Cahn.

Pochodząca z Bazylei, obecnie uważana, obok Marlene Dumas, za jedną z najważniejszych artystek współczesnych, Miriam Cahn porusza w swojej twórczości tematy mniejszości, wojny, nienawiści czy podziałów związanych z płcią. Jej obrazy odwołują się do światowych konfliktów, kryzysu migracyjnego, a także do aktualnego tematu #MeToo. Malarka dobrze zna schematy obecne od setek lat w historii sztuki i świadomie się od nich odcina. Przewrotnie bawi się konwencjami, nawiązując do naszych przyzwyczajeń i przełamując skojarzenia. Nie chodzi tu jednak o zabawę – nawiązania służą uświadomieniu szkodliwych patriarchalnych wzorców czy zawieszenia w zastałych ścieżkach myślenia o świecie, płci czy sztuce.

W kontrze do schematu

Malarka-buntowniczka debiutowała w latach 70., kiedy rodziły się silne ruchy feministyczne, a kobiety zaczynały tworzyć sztukę zaangażowaną, coraz częściej sięgając po performance. Sztuka młodziutkiej wtedy Cahn wyrosła właśnie z takiej zakorzenionej w działaniu twórczości. Artystka wykonywała wówczas prace poziome, najczęściej wielkoformatowe, w formie czarno-białych szkiców. Tworzyła stojąc na ich powierzchni, klęcząc, a nawet na czworakach. Widoczne na obrazach odciski stóp czy palców stanowią ślady obecności artystki. Swoją cielesność akcentowała także przez prace wykonywane zgodnie z cyklem menstruacyjnym, kiedy natura przejmowała władzę nad jej ciałem, a artystka podporządkowywała się jej działaniu.

Już w początkowym okresie działalności Cahn zerwała z podziałem na szkic i ukończony obraz. U artystki każda praca ma takie samo znaczenie. Nawet obrazy powstają bezpośrednio na płótnie, szybko, bo maksymalnie w dwie godziny.

Intruzja płótna

Jasne, krzykliwe kolory, duże plamy barwne o łagodnych przejściach, sylwetki ludzi naturalnej wielkości, płótna zawieszone naprzeciw nas niczym lustra. Spoglądamy przed siebie i napotykamy drwiące spojrzenia, szydercze uśmiechy uproszczonych twarzy, nabazgranych jakby w ostatniej chwili na powierzchni.

W taki sposób Miriam Cahn tworzyła od lat 90., powracając do techniki malarstwa olejnego. Artystka podejmuje grę na polu ustalonego w dziejach sztuki kierunku spojrzenia, którą kontynuuje także w późniejszych dziełach. Zazwyczaj to prace poddawane są władczemu, zawłaszczającemu wzrokowi widza. U Cahn to z płócien wymierzane są oskarżycielskie i pewne spojrzenia. Okrągłe oczy o ciemnych barwach mierzą nas przenikliwie, wywołują poczucie niepokoju, co szczególnie dobitnie podkreślone zostało w tytule obrazu To co na mnie patrzy.

Cahn nawiązuje także do ikonicznych dzieł z dawnego i nowoczesnego malarstwa. Prezentuje Początek świata Gustava Courbeta, ożywiając przedstawienie nagiego kobiecego łona gestem masturbacji. Tym samym nadaje postaci kobiecej, tak długo nieświadomej i pasywnej – sprawczość. Przełamany zostaje także mistyczny, religijny wydźwięk obrazu Chrystus w grobie Hansa Holbeina. Cahn powtarza ujęcie leżącego mężczyzny umieszczonego na klaustrofobicznie wąskim, poziomo zorientowanym płótnie, jednak sięga ponownie po gest masturbacji jako ostatnią fizjologiczną ludzką potrzebę. To, co przyjemne estetycznie, łączy się z bezpośrednią, wulgarną nagością, przemocą i okrucieństwem. Zetknięcie z ogołoconymi z indywidualizmu postaciami o mocno zaznaczonych jedynie twarzach i genitaliach umieszczonych naprzeciw naszych wywołuje złowieszcze pytanie o kondycję człowieka. Czy faktycznie jesteśmy tylko naszymi najbardziej podstawowymi, zwierzęcymi potrzebami?

Malarstwo aktualne

W momencie upokorzenia, przemocy czy aktów seksualnych.

Poprzez umieszczenie postaci w sytuacjach granicznych, sprowadzanie ich do pojedynczych czynności.

Zawieszenie dzieł na wysokości wzroku widza.

         czarna wojowniczka.

Bezpodmiotowość postaci, atakujących nasze poczucie komfortu.

Zaklęcie ich w krótkich momentach zaakcentowane poprzez częste stosowanie czasowników w tytułach.

         musieć zabijać.

Czujemy, że pokonaliśmy żywioły, że jesteśmy bezpieczni. Wojna jest daleko.

***

Miriam Cahn wstrząsa naszym poczuciem równowagi. Przypomina, że porządek w świecie jest tylko umowny i chwilowy. W każdym z nas może drzemać zło, a pierwotne instynkty mogą przejmować władzę nad intelektem.

 

Tekst: Alicja Wieteska

No votes yet.
Please wait...