Karą jest zbrodnia

Wsadzili mnie do celi tak małej, że mogłem tylko stać. Trzymali mnie tam, żebym robił pod siebie. Stałem we własnych odchodach. Jednej nocy wyciągnęli mnie z celi i zabrali na pustynię, żebym wykopał swój własny grób. Wsadzili mnie do trumny i zakopali żywcem. Straciłem przytomność i myślałem, że umarłem.

Wyzbyty z emocji młody chłopak właśnie snuje swoją opowieść o poczynaniach hiszpańskiego wywiadu. Zgromadzeni w prowizorycznym centrum dowodzenia policjanci wymieniają zdziwione spojrzenia, przysłuchując się słowom dwudziestoletniego Anibala Corteza. Chłopak twierdzi, że przetrzymywano go od 20 stycznia do 4 kwietnia w okolicach Maghrebu, gdzie był poddawany torturom. Wszyscy przeszywają postać głównego dowódcy pytającym wzrokiem, oczekując wyjaśnień. Torturowaliście go?! Tak, torturowali. Hiszpańscy agenci przyznali się do tego w siódmym odcinku czwartego sezonu Domu z papieru. Całe szczęście to tylko serial. W prawdziwym świecie obowiązują przecież konwencje, deklaracje, pakty… W prawdziwym świecie tortur teoretycznie nie ma.

Oczekiwania…

Tortur zabrania większość organizacji międzynarodowych, zarówno na poziomie europejskim, jak i światowym. Akty prawne zawierające bezwzględny zakaz tortur tworzą dość długą listę, zaczynającą się od Powszechnej deklaracji praw człowieka z 1948 r., przez Europejską konwencję o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, uchwaloną dwa lata później, aż po Amerykańską konwencję praw człowieka z 1969 r. czy Afrykańską kartę praw człowieka i ludów z początku lat osiemdziesiątych. Wszystkie powyższe dokumenty zakazują stosowania niehumanitarnych praktyk. Jednak czym rzeczywiście są tortury, świat dowiedział się dopiero z Konwencji o zakazie ich stosowania przyjętej przez Organizację Narodów Zjednoczonych w 1984 r. W pierwszym artykule konwencji, ratyfikowanej przez 169 państw, została podana normatywna definicja: określenie „tortury” oznacza każde działanie, którym jakiejkolwiek osobie umyślnie zadaje się ostry ból lub cierpienie, fizyczne bądź psychiczne, w celu uzyskania od niej lub od osoby trzeciej informacji lub wyznania (…). Przytoczona definicja zakłada przede wszystkim, że torturowanie opiera się na zadawaniu bólu. Bardzo często jednak granica pomiędzy tym, co stanowi torturę, a co nie, jest niewyraźna. Z powodu wolności interpretacyjnej niejednokrotnie bicie pałką w pięty, rażenie paralizatorem, także w okolicach miejsc intymnych, czy zakładanie worka foliowego na głowę i duszenie elegancko nazywa się nadużyciem uprawnień służbowych.

…a rzeczywistość

Nie inaczej było w przypadku sprawy Igora Stachowiaka – dwudziestopięciolatka z Wrocławia, który został omyłkowo zatrzymany przez policję za posiadanie narkotyków. Wrocławscy funkcjonariusze uznali, że jest podobny do zbiegłego dwa dni wcześniej skazańca. Kilkanaście centymetrów wyższy, ale nadal podobny. Igor został więc przewieziony na komisariat. W zamkniętej łazience policjanci kilkukrotnie razili paralizatorem skutego kajdankami, nagiego mężczyznę. Przestali dopiero, kiedy zorientowali się, że Igor już nie oddycha. Zgarnięty z wrocławskiego rynku po sobotniej imprezie, bezbronny i niewinny Igor zmarł na komisariacie policji.
W styczniu tego roku zapadł prawomocny wyrok w sprawie Igora. Policjanci zostali skazani za przekroczenie uprawnień w zakresie realizacji swoich zadań ustawowych oraz za znęcanie się fizyczne i psychiczne nad pozbawionym wolności Stachowiakiem. Sąd nie dopatrzył się w zachowaniu skazanych znamion okrucieństwa, mimo tego przyznał, że całokształt zachowania wobec pokrzywdzonego, w tym użycie tasera, wyczerpuje pojęcie tortury. Dlaczego więc nie zostali skazani za torturowanie niewinnego człowieka? Proste – w polskim prawie karnym brakuje na to paragrafu. O ile w artykule 40. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej możemy przeczytać o zakazie poddawania torturom i nieludzkiego traktowania, o tyle Kodeks karny niestety nadal milczy w tej kwestii. Za tortury można skazać funkcjonariusza jedynie w przypadku, gdy stosowane są wobec jeńców wojennych (art. 246. kk). Jednak to wcale nie ich dotyczą najczęściej. Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar napisał we wniosku z kwietnia 2017 r. skierowanym do Ministra Sprawiedliwości, że tortury w Polsce dotykają najsłabszych i najuboższych, tych, którzy nie poradzą sobie sami z systemem prawa. Niedające się zdefiniować działania, podejmowane właśnie wobec takich osób, są później kwalifikowane jako cele edukacyjne czy wzmocnione metody przesłuchań.

Człowiek człowiekowi katem

Nietrudno domyślić się, że opisywane łamigłówki słowne określają głównie tortury praktykowane na komisariatach czy w więzieniach. Właśnie w takich miejscach pracownicy dostają swego rodzaju kredyt zaufania – władzę, której z zasady nie powinni wykorzystywać w bezprawny sposób. Nie można jednak zapomnieć, że władzę nad osobami podejrzanymi, oskarżonymi czy więźniami otrzymują po prostu inni ludzie. A, jak mawiał Kazimierz Moczarski, autor książki Rozmowy z katem, ludzie z natury są słabi. Pewnie z tego powodu mają tendencje do nadużywania silniejszej pozycji gwarantowanej przez sprawowaną funkcję.
W latach 70. profesor psychologii Philip Zimbardo przeprowadził szeroko komentowany eksperyment. Projekt badawczy miał na celu analizę zachowań więźniów oraz strażników więziennych. Całe przedsięwzięcie odbywało się w piwnicach Uniwersytetu Stanforda, gdzie zorganizowany został prowizoryczny zakład karny. Profesor szukał ochotników do swojego eksperymentu, ogłaszając nabór w lokalnej gazecie. Proponował chętnym po 15 dolarów za każdy dzień spędzony w uczelnianych piwnicach. Do właściwej części eksperymentu wytypowano 18 studentów, z których połowa już niedługo miała na własne życzenie stać się więźniami. Zatrzymanie przebiegło w sposób możliwie najbardziej zbliżony do amerykańskich standardów. Odczytanie praw, kajdanki i przewiezienie na komisariat policji z uprzednio zawiązanymi oczami. Tam spisanie danych i pobranie odbitek linii papilarnych. Później już tylko transport do piwnic uniwersytetu, odwszawianie, przydzielenie numeru identyfikacyjnego w zestawie z białą koszulą oraz łańcuchem na kostkę. Strażnicy z kolei wyposażeni zostali w pałki i okulary przeciwsłoneczne. Przebrania miały na celu spotęgowanie przepaści, jaka na czas eksperymentu dzieliła te dwie grupy. Początkowo uczestnicy nie podchodzili poważnie do odgrywanych ról, jednak z czasem wszystko zaczęło przybierać inny obrót. Już drugiego dnia w więzieniu wybuchł bunt. Znudzeni więźniowie zaczęli drwić ze strażników, którzy w konsekwencji zamknęli inicjatora buntu w karcerze, a uczestnikom odmówili posiłków i poduszek. Trzeciego dnia słynny więzień numer 8612 zaczął zachowywać się niepokojąco. Płakał, krzyczał, przeklinał. Podczas następnego odliczania rozpowszechnił plotkę, że z więzienia nie da się wyjść, a przerwanie eksperymentu jest niemożliwe. Warto nadmienić, że jeszcze przed początkiem badania profesor polecił użyć specjalnie ustalonego zwrotu w razie chęci rezygnacji, wyjście na wolność było więc jak najbardziej możliwe. Jednak po słowach więźnia numer 8612, reszta zaczęła wątpić w istnienie jakiegokolwiek badania naukowego. Piwnice Uniwersytetu Stanforda stały się dla nich prawdziwym więzieniem.
Zachowanie strażników z dnia na dzień przybierało na intensywności. Wyjście z celi do toalety zaczęło być zależne od humoru strażnika, a więźniów zmuszano do robienia pompek czy nawet do symulowania aktów homoseksualnych. Innymi słowy – strażnicy zaczęli odnajdywać się w nowej rzeczywistości. Dlaczego jednak zachowywali się tak względem więźniów, wiedząc, że ci wyłącznie odgrywają przypisane im role? Czy po prostu lubili sprawiać ból? Profesor wytłumaczył to istnieniem efektu Lucyfera. Według niego zjawisko przemiany charakteru człowieka z dobrego na zły może wystąpić jedynie z powodu środowiska, w jakim dana osoba obecnie się znajduje.
W opisanym eksperymencie strażnicy musieli przestrzegać tylko jednej zasady – zero kar cielesnych. Nie mogli tknąć więźnia nawet palcem. Mimo tego eksperyment przewidziany na 14 dni zakończył się już po upływie sześciu. Jako powód wskazano zgubny wpływ na psychikę więźniów. Narzeczona profesora Zimbardo jako pierwsza powiedziała, że symulacja jest po prostu niemoralna. Współcześnie eksperymentowi zarzucana bywa gra aktorska najbardziej agresywnych strażników czy symulacje więźniów. Nie zmienia to jednak faktu, że, jak powiedział Doug Korpi – czyli więzień nr 8612, warunki w więzieniu Stanford były o wiele łagodniejsze niż w prawdziwym, ale i tak sprawiały, że strażnicy stawali się sadystyczni. Warunki w naszym więzieniu były łagodne, a i tak wywoływały patologie prawdziwego więzienia. Pytanie więc, jakie patologie dzieją się w prawdziwych więzieniach.

Polska patologia

Nikt nie pozna prawdziwie narodu, póki nie zobaczy jego więzień. To słowa Nelsona Mandeli, zamkniętego na 27 lat w więzieniu za walkę o prawa człowieka. Zgodnie z myślą afrykańskiego laureata Nagrody Nobla, odwiedźmy najpierw typowy rodzimy zakład karny.
Każda historia związana z tym miejscem zaczyna się identycznie. Za więźniem zamykają się drzwi, potem musi on oddać wszystkie rzeczy osobiste, zostawiając za sobą resztki prywatności. W zamian otrzymuje więzienny uniform, podstawowe środki higieniczne i plastikowe naczynia. Tak przynajmniej jest w przypadku zakładu karnego typu zamkniętego w Kaliszu. Metalowych przedmiotów skazani nie mogą posiadać. Drobnym wyjątkiem pozostaje jednorazowa maszynka do golenia – główne narzędzie samookaleczeń. Jednak golić się trzeba. Co więcej – więźniowie mają nawet gdzie. Każda cela wyposażona jest w kącik sanitarny – umywalkę oraz sedes, w niektórych znajdujący się w odległości około metra od piętrowego łóżka. Brak prywatności? Owszem, więźniowie czasem na to narzekają. Minimalny standard europejski przypadający na jednego osadzonego wynosi 4 m2. W naszym kraju przeciętny więzień ma poniżej 3 m2 przestrzeni życiowej. Hanna Machińska, od 2017 r. zastępczyni Rzecznika Praw Obywatelskich, zapytana w wywiadzie o te statystyki dodała tylko: znam przykłady, gdzie 18-osobowa cela ma jedną toaletę. Albo gdy na pięć metrów kwadratowych spacerniaka naraz wychodzi 35 osób. Kontynuując wyliczanie niepokojących danych: więzień może wziąć prysznic raz w tygodniu, a jego dzienne wyżywienie to koszt około 4 zł.
Europejski Komitet ds. Zapobiegania Torturom oraz Nieludzkiemu lub Poniżającemu Traktowaniu albo Karaniu (CPT) w swoim raporcie sporządzonym po wizycie w Polsce w 2017 r., oprócz niezachowania unijnych standardów dotyczących powierzchni celi, zwrócił też uwagę na niedostateczną opiekę medyczną czy przypadki pobić w polskich więzieniach.
Odnosząc się do braku prawidłowo świadczonej opieki zdrowotnej, Hanna Machińska przytacza przykład historii z Gębarzewa: 80-letniego mężczyznę przetrzymywano w bardzo złych warunkach. Był ciężko chory, cierpiał na łuszczycę, nie dostawał antybiotyków, więc smarował nogi margaryną. A konwojenci skuwają mu nogi, ręce i mówią do niego: „Dziadek, skacz jak żabka”.
Teraz z pewnością do listy miejsc, w których nikt nie chce się znaleźć, można dodać polskie więzienia. Ale czy zasługują chociaż na podium? U nas głównie biją, a jak wiadomo, z człowiekiem można robić gorsze rzeczy.

19,900812°N 75,099835°W

Współrzędne geograficzne miejsca na pewien czas wyłączonego spod obowiązywania art. 3. Konwencji Genewskich. Więzienia, do którego nie odnosi się zakaz stosowania tortur oraz poniżającego i upokarzającego traktowania. Zakładu, w którym więźniom nie jest gwarantowane żadne prawo do uczciwego procesu. Współrzędne obozu w Guantanamo, do którego trafić można nawet z ulicy. Wystarczy podejrzenie o terroryzm.
W dzierżawionej przez Amerykanów bazie wojskowej przetrzymywano co najmniej 773 osoby, głównie obywateli krajów arabskich. Do dziś więźniów jest ponad 40, spośród których większość spędziła tam już ponad dekadę. Dziesięć lat, w trakcie których Amerykanie prowadzący wojnę z terroryzmem stosowali wobec nich tak zwane wzmocnione techniki przesłuchań, zawierające m.in. podduszanie, elektrowstrząsy czy popularny waterboarding – symulację uczucia topienia się. Skrępowanego więźnia przywiązuje się do ławki przechylonej pod kątem 10–20 stopni. Jego głowę umieszcza się poniżej poziomu stóp, twarz przykrywa szmatą, którą następnie przesłuchujący polewa wodą. Więzień zaczyna się dławić i kopać. Poddany tej torturze odnosi wrażenie, że tonie i dusi się. Utonięcie jednak nie następuje. Przechylona ławka gwarantuje, że woda pozostaje cały czas w gardle, ustach i zatokach, nie dostając się do płuc. Rekordzistę poddano tej praktyce 83 razy. Dokładnie tyle razy wydawało mu się, że umiera. Ale nadal był, według przesłuchujących – gotowy na kolejne próby wody.
W 2009 r. amerykański dziennikarz Mancow Muller, kwestionujący jakoby waterboarding był torturą, postanowił sprawdzić na własnej skórze jej działanie. Wytrzymał zaledwie kilka sekund. Później opisywał tę metodę jako prawdziwą torturę. Innym śmiałkiem był Christopher Hitchens, brytyjski pisarz, który zwrócił się do SERE (Survival Evasion Resistance and Escape, amerykańskiego programu szkoleniowego mającego hartować żołnierzy i przygotowywać ich do znoszenia tortur) o przeprowadzenie na nim słynnego waterboarding’u. Całość trwała bardzo krótko, ponieważ Hitchens użył ustalonego wcześniej gestu, oznaczającego, że nie może już wytrzymać. On mógł gestem zakończyć eksperyment, więźniowie w Guantanamo – nie. Waterboarding miał skłonić aresztantów do wydania sekretów Al-Ka’idy i innych organizacji terrorystycznych. Warto mieć jednak na uwadze to, że informacje wyjawiane przez przeżywających własną śmierć więźniów są zazwyczaj bezużyteczne.

Rosyjska edukacja

Większość naukowców zgadza się, że tortury nie są skuteczne. Mózg ludzki reaguje na ból w bardzo specyficzny sposób – zamazuje wspomnienia. Lawrence Hinkle, neurolog, który współpracował z CIA, powiedział, że pamięć pod wpływem bólu staje się mniej dokładna. Co więcej tortury mogą też zintensyfikować opór więźnia – wszystko dlatego, że człowiek zaczyna przyzwyczajać się do bólu, a gdy tortury stają się nie do zniesienia, organizm po prostu się wyłącza – torturowany traci przytomność albo umiera. Warto wspomnieć, że śmierć torturowanego jest dla przesłuchującego porażką zawodową.
Mimo swojej nieskuteczności tortury nadal są stosowane w niektórych zakątkach globu. Po wpisaniu tej frazy w Google, oprócz hasła w Wikipedii, znajdziemy również mnóstwo artykułów i filmików z rankingami najbardziej drastycznych metod torturowania ludzi. Mało komu z łatwością przychodzi oglądanie, jak człowiek traktowany jest gorzej od zwierzęcia. Pomimo tego czasami warto zdjąć różowe okulary i spojrzeć na świat, który niestety rzeczywiście nas otacza.
W 2018 r. do sieci wyciekł dziesięciominutowy filmik z rosyjskiej kolonii karnej. Oglądając go, można odnieść wrażenie, że zawędrowało się w odległe odmęty dark webu. Tymczasem to tylko „cela edukacyjna” w rosyjskim Jarosławiu. A w niej Jewgienij Makarow – leżący na stole, przytrzymywany solidnie przez strażników za nogi i ręce tak, żeby reszta obecnych mogła bez problemu trafiać pałkami w jego nagie kostki. Dlaczego akurat w stopy? Z uwagi na małą ilość późniejszych śladów. A przecież wszystkim zależy na dyskrecji. Gdyby nie nagranie opublikowane przez rosyjską gazetę, nikt nie usłyszałby, jak bardzo strażników dziwi, a zarazem śmieszy, fakt puchnięcia nóg katowanego więźnia. Albo tego, jak narzekają, że nie mają siły dalej bić, bo bolą ich ręce. Świat nie ujrzałby również, jak oblewają jego głowę zimną wodą tylko po to, żeby odzyskał przytomność. Bicie nieświadomego w ich mniemaniu nie spełnia swojej funkcji. Zastanawiać może tylko kwestia tego, jaką właściwie funkcję spełnia bicie człowieka aż do utraty przytomności.

Współczesne średniowiecze

Prawo karne w swoich najbardziej podstawowych założeniach wymienia trzy główne funkcje, które powinny być spełnione, aby mówić o jego skuteczności. W tym katalogu można wyróżnić funkcję ochronną, mającą na celu ochronę dóbr prawnych, które tworzą pewien społeczny porządek. Dodatkowo zakłada też element prewencji – zarówno indywidualnej, jak i generalnej. Widząc, jak przestępca zostaje skazany na jakąkolwiek karę, innym, kolokwialnie mówiąc, odechce się popełniania jego błędów. Ponadto sam skazany, przynajmniej w założeniu, więcej tego błędu nie popełni. Żeby uniknąć niepewności i niejasności definicji błędu – czyli popełnienia tego, co zakazane – prawo karne pełni też funkcję gwarancyjną. To znaczy wyraźnie określa, co stanowi przestępstwo, a co nie, zgodnie z zasadą nullum crimen sine lege. Jednak historycznie pierwotną jest funkcja sprawiedliwościowa, zaspokajająca poczucie sprawiedliwości osoby pokrzywdzonej przestępstwem, jej rodziny i bliskich. Jak to sformułował Juliusz Makarewicz, kara pojawiła się w społeczeństwach pierwotnych jako instynktowna reakcja na przestępstwo. Odpłata za czyn, zemsta, prymitywny odwet – jak zwał, tak zwał. Chodzi o to, żeby zniwelować poczucie pokrzywdzenia i frustracji występujące u reszty społeczeństwa. Dawniej pożądany stan psychicznego spokoju osiągany był w myśl prawa talionu – oko za oko, ząb za ząb albo – śmierć za śmierć. Ewentualnie za bycie czarownicą, osobą o innym kolorze skóry, innego wyznania, popieranie niewłaściwej opcji politycznej… Powody skazywania ludzi na karę śmierci można by mnożyć zapewne w nieskończoność, jednak w XVIII w. myśliciele oświecenia zaczęli postulować przestrzeganie zasad humanitaryzmu w prawie karnym. Doszli do wniosku, że jako ludzie nie mamy kompetencji do decydowania o cudzej śmierci. Słuszna uwaga, jednak co z decydowaniem o cudzym życiu?
Jak pisał Cesare Beccaria, autor książki O przestępstwach i karach z 1764 r., najbardziej znaczącego dzieła z zakresu humanitaryzacji prawa karnego, należy dobierać tylko takie kary i takie metody ich stosowania, które wywierałyby najskuteczniejsze i najbardziej trwałe na dusze ludzkie wrażenie, a zarazem najmniej udręczałyby ciało przestępcy.
Od napisania tych słów minęło ponad 250 lat. W tym czasie świat doświadczył kilkudziesięciu rewolucji, kilku wojen oraz kilku milionów ofiar nazistowskich zbrodni. Pomimo tego nadal nie wszyscy rozumieją sens humanitaryzmu. Żyjemy w XXI w. Wieku, o którym ludzie mieli niesamowite wyobrażenia. Jawił im się on jako obietnica nowego, lepszego świata. Tymczasem na ulicach wciąż brak latających samochodów, a w zakładach karnych przestrzegania praw człowieka. Mając świadomość praktyk w więzieniach, może jednak to kara śmierci byłaby bardziej humanitarna?

TEKST: Zuzanna Łubińska   ZDJĘCIA: Aleksander Jura

Rating: 4.8. From 8 votes.
Please wait...

  • lilo12

    Pracujesz w fabryce? Chcesz odmiany? Więc posłuchaj mnie! Dopóki twoja żona nie przeszła ostatniego bicza w twojej głowie! Odwiedź stronę internetową https://bookofdead-zadarmo.com/! Przejdź do linku, regestuj i odbierz swoją wygraną dzisiaj znajomemu!

    No votes yet.
    Please wait...