Pochwała człowieczeństwa?

Trudno o powieść, z którą codzienność ostatnich miesięcy korelowałaby bardziej, niż ma to miejsce w przypadku Kwestii ceny Zygmunta Miłoszewskiego. Choć tekst nie zawiera bezpośrednich wzmianek o lockdownie, to sam autor twierdzi, że pandemia stała się szczególnym komentarzem do jego książki. Cała akcja oscyluje bowiem wokół próby ratowania ludzkości w obliczu zagrożenia o globalnej skali i ocalenia jej przed nią samą.

Tekst: Aneta Sawicka

Profesorka Zofia Lorentz, historyczka sztuki, także bohaterka wcześniejszej powieści Miłoszewskiego (Bezcenny), traci pracę, a jej mąż zaczyna wykazywać objawy demencji. By zdobyć fundusze na opłacenie dla niego miejsca w kosztownej klinice, decyduje się przyjąć nietypowe, choć dochodowe zlecenie od nieprzeciętnego naukowca – Indiany Jonesa świata biologów – Bogdana Smugi. Ma udać się z nim na rosyjską wyspę Sachalin i wziąć udział w poszukiwaniach dorobku naukowego żyjącego tam sto lat wcześniej etnografa Benedykta Czerskiego – ponoć odkrywcy leku na długowieczność. Trop wiedzie ich od Azji, przez Paryż, aż po wybrzeża Afryki. Nie są jednak jedynymi podążającymi śladem cudownego specyfiku, ponadto w trakcie podróży na jaw wychodzą tajemnice, sprawiające, że kwestia pieniędzy zejdzie na drugi plan, a wielu bohaterów stanie przed wyborami, które zaważą na losach całego świata.

W powieści postaci przemierzają glob od jednego zakątka do drugiego, a wydarzenia następują po sobie w zawrotnym tempie, dzięki czemu książka ta, pomimo poruszania trudnej tematyki, pozostaje rewelacyjną lekturą o przygodowym i sensacyjnym charakterze. Jeśli powieści Miłoszewskiego cokolwiek można zarzucić, to czynienie z niektórych wypowiedzi moralitetów. Raz po raz w tym pięćsetstronicowym dziele pojawiają się dialogi, w których autor wkłada w usta swoich bohaterów sztywne przestrogi, aforyzmy i mało subtelne morały. Z drugiej strony jednak, podobnie jak w Imieniu Róży Umberto Eco, właśnie te wypowiedzi nadają tekstowi głębi, skłaniając do późniejszych przemyśleń, nie tracąc jednocześnie na naturalności. Niestety w wykonaniu Miłoszewskiego nie jest to zagranie przeprowadzone równie umiejętnie. Z powodu niedostatecznego wyczucia w tworzeniu relacji, nie oddziałuje na percepcję czytelnika z tą samą, co u Eco, łatwością. Także powtarzalność kilku manieryzmów słownych u wybranych postaci nie sprawdza się dobrze w owej powieści, ponieważ zarówno bohaterowie, jak i ich wypowiedzi tracą wówczas na unikalności. Jest to jednak na tyle rzadki i subtelny zabieg, że na kartach tak zręcznie napisanej historii zdaje się rozpływać jak kropla w morzu. Pomijając drobne uchybienia, Kwestia ceny wciąż pozostaje świetną lekturą, dziełem pełnym błyskotliwego humoru i celnie nakreślonych postaci – tak, jak Wyspiański potrafił za pomocą kilku kresek przedstawić modela z całą jego głębią, tak Miłoszewski w paru zdaniach kształtuje swojego bohatera. Równie umiejętnie prowadzona jest akcja książki. Autor w charakterystycznym dla siebie stylu mistrzowsko balansuje między dynamizmem, a skrupulatnym oddaniem sytuacji lirycznej.

Co do samej tematyki, pisarz z całą pewnością nie ograniczył się do wzięcia na warsztat jednego zagadnienia, związanego ze współczesnym bytem rodzaju ludzkiego – zamiast tego zaoferował pełen wachlarz dywagacji o tym co jest i co może być. Czytelnik dostał zatem barwny kolaż tematów dotyczących ekologii, religii, dyskryminacji, filozofii, przyszłości planety, korporacji, globalizacji i nie tylko, czyli dobrze znany koktajl o smaku XXI w. Jedno tylko zagadnienie zdaje się nie tyle nadrzędnym, co spajającym wszystkie pozostałe – kwestia ingerencji człowieka w życie innych i tego, czy można mówić o ludzkiej wartości. Gdzie przebiega granica dobra i zła, jeśli stawką jest przyszłość społeczeństwa? Dokąd można się posunąć, gdy wiadomo, że konieczne jest podjęcie radykalnych kroków? Czy istnieje złoty środek, humanitarne wyjście z sytuacji, która zdaje się przypominać paradoks „zjeść ciastko i mieć ciastko”? A może trzeba zaufać, że wszystko się ułoży, tak jak układało się do tej pory, przez ostatnie tysiąclecia? Tylko czy do tej pory nie układało się właśnie dlatego, że wizjonerzy, chcący zmieniać świat na lepsze, byli kontrowani przez swoich oponentów? Miłoszewski nie daje jednoznacznej odpowiedzi na te pytania, choć wyraźnie skłania się ku hasłom „nieodczłowieczającym”. Człowiekiem jestem, mówił Terencjusz, I człowiekiem pozostanę, mógłby dodać Miłoszewski. Przesłanie Kwestii ceny to zachęta do postrzegania świata nie w kategoriach ogółu ludzkości, a sprowadzonego wyłącznie do jednostki. Do zastanowienia się, czy „kwestia ceny” rzeczywiście nie ma znaczenia, jeśli ceną, jaką idzie zapłacić, jest jeden, drugi, n-ty człowiek, a wygraną – dobro n ludzi. Wreszcie, do szanowania bliźniego, bez względu na pochodzenie czy religię.

Wśród bohaterów powieści występują zwolennicy obu tych punktów widzenia, co paradoksalnie nie nadaje tekstowi dualistycznego charakteru, za co odpowiedzialność można zrzucić na umiejętne lawirowanie autora między dwiema racjami i manipulowanie sympatią czytelnika. I chociaż nietrudno się zorientować, kogo pisarz nazwałby swoim antagonistą, prawie każdy bohater mógłby się poszczycić zyskaniem przychylności czytającego. Dzięki temu dylemat „kwestii ceny” pozostaje „kwestią otwartą” na wszelkie możliwe argumenty i dyskusje.

No votes yet.
Please wait...