Kamienice, autostrady i niewysłuchane postulaty

W dziejach Warszawy miało miejsce wiele zmieniających historię wydarzeń, od rozbiorów po Okrągły Stół. Jednak najnowszym zdarzeniem, którego reperkusje odczuwane są przez mieszkańców stolicy do dziś, była dzika reprywatyzacja, a potem odkrycie machinacji z nią związanych.

W niedzielę 1 marca na placu Wszystkich Świętych na Starym Mieście w Krakowie odbyła się demonstracja zorganizowana przez Organizację Młodzieżową Polskiej Partii Socjalistycznej. Miała ona na celu upamiętnienie rocznicy śmierci Jolanty Brzeskiej, znanej warszawskiej działaczki na rzecz praw lokatorskich w dobie reprywatyzacji stołecznego mienia. Tego dnia, w 2011 r., kobieta wyszła ze swojego mieszkania, którego cena najmu została podwyższona przez nowego właściciela kamienicy powyżej jej możliwości. Spalone ciało Brzeskiej zostało później znalezione w Lesie Kabackim, a sekcja zwłok wykazała, że w momencie podpalenia ofiara żyła. W następnych latach stała się ona symbolem walki lokatorów z nadużyciami nowych/starych właścicieli ich budynków. Graffiti z jej podobizną widnieje na wielu ścianach w Warszawie i innych miastach.

https://www.facebook.com/PolskaPartiaSocjalistyczna/

Protestujący zwrócili uwagę na to, że podobne zdarzenia, jak te, które doprowadziły do śmierci Jolanty Brzeskiej, wciąż mają miejsce. Co więcej, dzieją się już nie tylko w Warszawie, gdzie część kamienic zwracana jest prawowitym, przedwojennym właścicielom, którzy chcą je wynająć po rynkowej cenie. Problemy występują również u mieszkańców osiedli, które zostały zwyczajnie wykupione, a czynsze i opłaty drastycznie wzrosły. Inną kategorią nadużyć są działania tzw. mafii reprywatyzacyjnych, które, nie mając nic wspólnego z prawowitymi właścicielami, prawdopodobnie odzyskiwały od miasta za łapówki odebrane po wojnie kamienice.

Inne postulaty

Mówcy zwracali także uwagę na problem przekształcania obiektów rozrywkowo-usługowych, służących całej lokalnej społeczności, w kompleksy mające przynosić zysk jedynie właścicielowi. Jako przykład podali ulicę Dolne Młyny w Krakowie, gdzie siatka knajpek, second-handów oraz jadło- i ciuchodzielni – tętniące centrum kultury i życia społecznego –ma zostać zamieniona w zamknięty kompleks biurowo-hotelowy

PPS, wspierana podczas wydarzenia przez posłankę Partii Razem, Darię Gosek-Popiołek, wytyka rządcom miast również niegospodarne zarządzanie terenami miejskimi. Jednym z jego przejawów jest systematyczne zabudowywanie tak zwanych klinów napowietrzających – zielonych terenów, mających w założeniu powojennych urbanistów ochładzać centrum miasta poprzez doprowadzanie do niego chłodniejszego powietrza z przedmieść (zjawisko miejskiej bryzy). Koronnym przykładem jest tu osiedle Marina na warszawskim Mokotowie, zawierające luksusowe apartamentowce dla celebrytów i bogaczy, a blokujące przepływ powietrza przez klin Pola Mokotowskiego. Rządowi całego kraju demonstranci wypomnieli z kolei zarzucenie programu Mieszkanie+, mającego polepszyć warunki życiowe biedniejszej części społeczeństwa i zatrzymać (lub chociaż zwolnić) wzrost cen nieruchomości i wynajmu w dużych miastach.

Organizator pikiety, działający pod pseudonimem Michał Sieniawa, mówi: Celem tego rodzaju wydarzeń jest pokazanie, że Lewicy (w tym PPS) zależy na godnych warunkach życia ludzi, których podstawą są godne warunki zamieszkania.

Pamięć

 

Mikołaj Paja, reprezentujący warszawskie stowarzyszenie Miasto Jest Nasze, opisuje Brzeską jako samouka w dziedzinie prawa mieszkaniowego. Twierdzi, że kobieta nie była przypadkową ofiarą zwykłych bandytów, jej morderstwo było karą wymierzoną w jedną z czołowych działaczek organizacji lokatorskich. Przed tą tragedią, a także długo po niej, w mediach panowała antylokatorska narracja. Trwało to aż do śledztwa wznowionego latem 2016 r., dzięki wybuchowi afery reprywatyzacyjnej. Nawet redaktorki „Gazety Stołecznej”, Małgorzata Zubik i Iwona Szpara, które w późniejszym czasie zmieniły narrację o 180 stopni, wypowiadały się na temat Brzeskiej i jej dziedzictwa w sposób negatywny.

Mimo lat prowadzenia takiej narracji, Jolanta Brzeska pozostaje symbolem walki o prawa lokatorskie i godne warunki mieszkaniowe. Jej imieniem zostało nazwane Warszawskie Stowarzyszenie Lokatorów. Na Mokotowie znajduje się skwer jej imienia, na którym stoi upamiętniający działaczkę kamień, z wyrytymi hasłami ruchu lokatorskiego. Dzięki pracy Brzeskiej zaczęto poważnie rozważać propozycję wprowadzenia kontroli czynszów na wzór nowojorski (według prawa przyjętego w tym mieście, właściciel mieszkania nie może podnieść opłat tak długo, jak mieszka w nim jedna i ta sama osoba). Również środowisko artystyczne wzięło sobie do serca symbolikę Jolanty Brzeskiej, organizując w ramach festiwalu Warszawa w Budowie wystawę zestawiającą tematy powojennej odbudowy stolicy i afery reprywatyzacyjnej. Jednym z prezentowanych dzieł była oświetlona neonami podobizna twarzy działaczki, skonstruowana z metalu.

Miasta są nasze

Stowarzyszenia broniące lokatorów nie walczą jednak tylko z nadużyciami mającymi miejsce przy zgodnej z prawem reprywatyzacji. Jak twierdzi Paja, wszystkie roszczenia dotyczące odebranych po wojnie nieruchomości są nieuzasadnione: Przez te 75 lat wartość tych nieruchomości wzrosła kilkudziesięciokrotnie wysiłkiem całego społeczeństwa. Występuje nieproporcjonalna różnica między wartością dzisiejszych roszczeń a szkodami wyrządzonymi przez błędne stosowanie dekretu Bieruta. Stwierdza również, że w przypadku działek, na których w pierwszych latach PRL-u budowano całkowicie nowe budowle, a które to działki zostały odebrane przedwojennym, często żydowskim właścicielom, żądania zwrotu są przejawem nadużyć, gdyż praktycznie żadne wnioski nie są wysuwane przez spadkobierców w linii prostej, częściej przez dalszą rodzinę, np. wnuki rodzeństwa prawowitych właścicieli. Narracja ta zdaje się nieuzasadniona w obliczu polskiego prawa, w którego zawiłościach można odnaleźć przypadki dziedziczenia nawet przez kuzynów drugiego stopnia za pośrednictwem dziadków, a co dopiero przez rodzeństwo i jego spadkobierców.

Protesty odniosły częściowy skutek.   Urząd Miasta zaczął przeciągać w nieskończoność postępowania roszczeniowe,  nie dopuszczając do przejmowania budynków zamieszkanych.

Ingerencja w krwioobieg

Aktywiści miejscy walczą nie tylko o niewyrzucanie mieszkańców na bruk. Wiele z ich postulatów odnosi się do harmonijnego projektowania przestrzeni miejskiej. Z przedstawicielem MJN rozmawiam w kawiarni przy placu Narutowicza na warszawskiej Ochocie. Niedawno środowiska aktywistów przedstawiły propozycję gruntownej przebudowy tego węzła komunikacyjnego tak, by ruch samochodowy został puszczony pod ziemią, a cały plac służył tylko ruchowi pieszemu i tramwajowemu, zamieniając się w coś na kształt odwrotnego Ronda Mogilskiego w Krakowie. Inne postulaty wysuwane przez środowiska aktywistów to skorzystanie z przebudowy kolejowej linii średnicowej między PKP Ochota a PKP Powiśle, by zmienić wygląd Alei Jerozolimskich na bardziej zielony, a także zamiana ulicy Marszałkowskiej na prawdziwą śródmiejską aleję, gdzie przestrzeń dla aut ograniczona jest do minimum, a tramwaje oddzielone są od obu jezdni szpalerami drzew. Mikołaj Paja studzi jednak entuzjazm: Z wizualizacjami przestrzeni miejskiej jest taki problem, że się regularnie pojawiają, a potem nic się w ich temacie nie dzieje, a Marszałkowska i Jerozolimskie, jak były „miejskimi autostradami”, tak nimi pozostaną.

MJN wypowiada się negatywnie również na temat decyzji prezydenta Trzaskowskiego dotyczących zmian w komunikacji, a związanych z rozbudową drugiej linii metra na Wolę i Bemowo. Już dziś wiadomo, jakie linie autobusowe będą wygaszone, gdy otwarty zostanie kolejny odcinek metra. Często nie mają nawet związku z Bemowem i Wolą. Prezydent Trzaskowski łamie własne obietnice wyborcze, w których zapowiadał, że oszczędności w budżecie miasta nigdy nie będą dokonywane kosztem komunikacji miejskiej.

Nie od razu Rzym…

Jak widać, rozwój miast, oprócz widocznych,  pozytywnych przejawów, ma też ukryte ciemne strony. Wielu z nich nie da się zlikwidować w ciągu ośmiu dekad, a co dopiero jednej kadencji Ratusza. Jednak każdy mieszkaniec tych skupisk ludności, idei i przedsiębiorczości ma powody cieszyć się, że zasiedla jedno z nich – również dzięki działalności aktywistów miejskich, zarówno powojennych urbanistów, starających się uczynić z Warszawy „najlepsze miasto świata”, jak i dzisiejszych działaczy, takich jak Jolanta Brzeska czy ludzie z MJN. Ci ostatni walczą, by utrzymać dzieło tych pierwszych, by każdemu w mieście żyło się lepiej, niezależnie od statusu majątkowego czy odległości od centrum.

 

Autor: Maciej Cierniak

No votes yet.
Please wait...