|
|
|
|
||
|
Magiel nr 111 » Felieton
Logika życia
Świat pełen jest tych, którzy przestali wierzyć naukowym dowodom. I wcale się temu nie dziwię. Jeśli są jeszcze tacy, którzy potrzebują na wszystko niezbitych dowodów, to zważywszy na dotychczasowe rezultaty, dawno już powinni się rozczarować i zwątpić. Wszystkim innym powinna wystarczyć wiara. Głupcy jedynie są nadal święcie przekonani o słuszności dowodzenia wszystkiego.
Czy nie zbyt pochopnie ośmielam się nazywać ich głupcami? Niech więc, posługując się ich narzędziem, pokażę, co miałam na myśli. Problem: życie. Czym ono właściwie jest? Co to znaczy żyć, istnieć? A nie istnieć? Tysiące pytań, na każde z nich jeszcze więcej odpowiedzi, wśród których próżno szukać tej właściwej. Dlaczego? To proste, nie da się przecież zbadać, czy żyjemy. Bo jeśli to rzeczywiście jest życie, to jak zbadać nie-życie? Jeśli więc ktoś, kto według nas żyje, utrzymuje, że tak naprawdę nie żyje, to jak mu udowodnić, że się myli? Przecież żyjąc, nie wiemy, jak to jest nie żyć. A jeśli nie żyjemy, to jak to jest w takim razie żyć? Oczywiście niektórzy mają kontakt z tymi, co, w przeciwieństwie do nich samych, nie żyją (albo żyją – zależy od perspektywy), ale w naszym społeczeństwie przyjęło się zamykać ich w zakładach – nazwijmy je po imieniu – dla czubków. A co, jeśli to nie oni powinni być tam zamknięci, a cała reszta niezdolna do kontaktu z – tak zwanymi – nieżyjącymi? Upośledzona metafizycznie, sceptyczna większość, która swoje kalectwo zwykła nazywać normalnością. Załóżmy, że jednak żyjemy. Nadal jest to tylko wątła hipoteza. Ktoś kiedyś nazwał to życiem i tak już zostało. Może w jednym z pierwotnych języków słowo żyć brzmiało wyjątkowo pięknie. Tak pięknie, że zdecydowano się nim określić ten wyjątkowy stan, w jakim znajdował się ówczesny człowiek. Vita…zdaje się, tak to było po łacinie? Czy ładnie – rzecz gustu. Swoją drogą, ciekawe jak Zaświaty określają naszych żyjących. Może jest im wszystko jedno? Wierzę, że nie. Smutnym byłoby, gdyby po śmierci nic już nie miało się wydarzyć. Wolę wyobrażać sobie, że post mortem nie wszystko jest bez znaczenia. Myślę wtedy, że to nawet dobrze, że nie wiemy na pewno, bo możemy wierzyć w jeszcze jedną szansę. I możemy czasem, spoglądając ukradkiem na wędrowca, któremu kończy się ziemska podróż, pomyśleć, że otwierają się przed nim nowe, zamknięte dotąd bramy. Ten moment niepewności, kiedy, uchylając drzwi, nie wiemy, czego się spodziewać, bywa przecież całkiem ekscytujący. Zresztą już w starożytności wierzono, że człowiek przechodzi z (tak zwanego) życia do życia. Gdyby było inaczej, to jaki sens miałby Charonowy obol w ustach nieboszczyków? Ba, cały Charon nie miałby prawa istnieć, bo jego rola kończyłaby się, zanim zdążyłaby się rozpocząć. Negować cały mityczny świat nieśmiertelnych bogów, to z kolei ryzykowne: Hades mógłby się pogniewać, a z nim lepiej nie zadzierać. Prawdę mówiąc, świetną jest zabawą zastanawiać się, na czym właściwie opiera się to święte przekonanie, że żyjemy. I choć z każdym kolejnym założeniem łatwiej jest zapewne otrzymać postawioną tezę, to jaką ma to wartość, gdy większość założeń jest fałszywa? To śmieszne, jak bardzo człowiek skłonny jest brnąć w skomplikowane dowody, mając z góry fałszywe założenia.
|
|
|||||||||