26 i 27 listopada Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie, Instytut Allerhanda oraz Stowarzyszenie Centrum C-Law.org zorganizowali w SGH konferencję EKONOMIA I PRAWO UPADŁOŚCI PRZEDSIĘBIORSTW POZYCJA POLSKIĘDEM MIĘDZYNARODOWYCH STANDARDÓW. Była to pierwsza w Polsce okazja, aby przedstawiciele ekonomii i prawa spotkali się w jednym miejscu, by dyskutować o tak ważnym problemie polskiej gospodarki jakim są upadłości przedsiębiorstw. Co z konfrontacji wynikło? MAGIEL był tam, by zdać wam relację z tego wydarzenia.
28 lutego 2003 roku została napisana ustawa Prawo Upadłościowe i Naprawcze, którą ujednolicono w 2009 roku. Ustawa znosiła regulacje utworzone w 1934 roku stosowane w przypadku bankructwa przedsiębiorstwa. Jest to niebywały fenomen, że przy tak ważnym aspekcie jak upadłość firmy w wolnej Polsce, stosowane były przepisy jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego. W pewien sposób wyjaśnia to fakt, że w Polsce powojennej firmy nie miały jak zbankrutować. Jednak fakt utrzymania się tych archaicznych rozporządzeń przez tak długi czas jest karygodny. O tym, jak działa polskie prawo upadłościowe, wypowiedział się jeden z prelegentów, przywołując przypowieść o dwunastu spółkach, które wchodziły w skład jednego upadłego holdingu. Sprawy tych dwunastu spółek tyczyły się w dwunastu sądach i były reprezentowane przez dwunastu syndyków. Był za to tylko jeden fundusz inwestycyjny, który chciał kupić te dwanaście spółek. Wedle polskiego prawa nie da się stworzyć jednego wspólnego dla nich dataroomu, negocjacje trzeba prowadzić ze wszystkimi dwunastoma syndykami. Taka sytuacja utrudnia zakup spółek i sieje zamęt.
Prawnicy w tym i w wielu innych przypadkach argumentowali, że prawo jest, jakie jest, ale zmiana jego zasieje większy zamęt. Pomijając to, prawo działa względnie dobrze, trzeba je jedynie nieznacznie dopracować. Oczywiście, ekonomiści byli zupełnie odmiennego zdania. Więcej o tym w poniższym komentarzu prof. Elżbiety Mączyńskiej. To, w czym obie grupy zawodowe bezapelacyjnie się zgadzały, to zacieśnienie współpracy między nimi. Konferencja była pierwszą okazją do takiego spotkania. Miejmy nadzieje, że to dopiero początek nowej współpracy.
dr hab. Elżbieta Mączyńska-Ziemacka:Konferencja powstała z naszej inspiracji, czyli Katedry Zarządzania Przedsiębiorstw, Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie. Nasza katedra od wielu lat prowadzi wywiady dotyczące upadłości przedsiębiorstw. Na ten temat ukazały się już cztery książki. W ostatniej skupiliśmy się na badaniu konkretnych firm, natomiast w poprzednich sprawa była ujęta bardziej ogólnie. Od samego początku z naszych badań wynikało, że jednym z podstawowych problemów jest prymitywne stosowanie prawa w odniesieniu do przedsiębiorstw, które ?zachorowały?. Firma postawiona w stan upadłości oznacza jakąś jej chorobę, infekcję. Prawo upadłościowe i naprawcze ma pełnić rolę katharsis, czyli oczyszczenia rynku z tych ?chorych? przedsiębiorstw. Ale nie poprzez zabijanie, ale również przez uzdrawianie. Okazuje się natomiast, że czasami prawo upadłościowe jest używane w sposób bardzo prymitywny. Firmom rzadko daje się możliwość na procesy naprawcze. A właśnie to ?i naprawcze? miało odróżniać nową ustawę od poprzedniej z 1934 roku. Formalnie w upadłościach wszystko jest w porządku, pacjent zostaje uśmiercony, bo miał na sumieniu jakiś grzech. Konsekwencją tego są zwolnieni pracownicy, którzy idą po zasiłki. Za to wszystko płacimy my. Z naszych badań wynikało jednoznacznie, iż niezbędna jest współpraca ekonomistów z prawnikami. To, co teraz robi się z upadłymi przedsiębiorstwami, to nie katharsis ale eutanazja. Potwierdza się to po rozmowie z sędziami. Ich pensja jest naliczana na podstawie tak zwanych ?fajek?. Czyli spraw ?załatwionych?. Jeśli sprawa jest prosta, to sędzia szybko ?odfajkuje? takich dziesięć, dzięki czemu ma dużą pensję. Z kolei, jeśli sprawa jest skomplikowana, taka przy której trzeba trochę pogłówkować, to po pierwsze naraża sąd na koszty, a po drugie sprawa się wydłuża, ma mniej ?fajek? czyli mniej zarabia.
Poza tym, w Polsce system stanowienia prawa jest bardzo zły, przypomina gonienie króliczka. Rzeczywistość zmienia się bardzo szybko, prawnicy próbują uregulować prawnie szczegóły i zanim to zrobią potrzeba nowych regulacji. I tak w koło Macieju. Ciągła zmienność prawa. A przecież nie ma nic gorszego dla prawa niż zmienność i zbytnia szczegółowość. Tacyt powiedział przy
największym państwa nierządzie najliczniejsze były prawa. Prawo upadłościowe trzeba więc zmienić. Uważam, że w ustawie powinno znaleźć się mniej szczegółów; powinny również zostać wprowadzone jakieś zabezpieczenia ekonomiczne. O tym, czy przedsiębiorstwo upada, czy próbuje się je naprawić, nie decydował proces sądowy czy roszczenia wierzycieli. Wierzyciele zawsze są przestraszeni. Gdy widzą, że przedsiębiorstwo bankrutuje, chcą wyszarpać wszystko to, co da się jeszcze wyszarpać z tego trupa, którym jest firma. Ważne jest to, żeby w prawie znalazło się wymuszenie, nakazanie rachunku ekonomicznego, to pozwoli zmienić podejście wierzycieli. To jak teraz wygląda prawo, to jest dobijanie pacjenta. Podstawową sprawą jest to, żeby prawo upadłościowe pełniło funkcję katharsis, czyli uzdrowienia. Żeby leczyło przedsiębiorstwa, a nie działało jak eutanazja, czyli ubijanie tej firmy.
|
Komentarze
brak jeszcze komentarzy do tego artykułu Twój może być pierwszy! |
Dodaj komentarz
|