W ostatnich tygodniach po raz kolejny byliśmy świadkami wynoszenia Leszka Balcerowicza na piedestał. Skrajnym tego przejawem był okolicznościowy film dokumentalny Balcerowicz. Gra o wszystko. Były minister finansów faktycznie wygrał, niestety kosztem przegranej polskiego społeczeństwa, bowiem zaaplikowana Polsce tzw. „terapia szokowa” była absolutnie niepotrzebna z ekonomicznego punktu widzenia.
 |
 |
|
|
Jednym z ojców transformacji w Polsce był młody profesor Uniwersytetu Harvarda i doradca Balcerowicza, Jeffrey Sachs. Ze swoimi pomysłami trafił on na podatny grunt, wykorzystując pozorną prostotę recept „szkoły chicagowskiej” i przekonując do siebie ekonomicznych dyletantów, jakimi w większości byli przywódcy „Solidarności”. Im zależało jedynie na tym, by radykalnie skończyć z systemem, postawić „grubą kreskę” na polu gospodarczym. Tak więc akceptacja „terapii szokowej” przez rząd Mazowieckiego i Sejm nie wynikała ze względów ekonomicznych. Dużą rolę za to odegrała polityka.
Nic też dziwnego, że gdy przyszło nam negocjować międzynarodową pomoc przy spłacie ogromnego długu publicznego, jaki wtedy ciążył na Polsce, stanowisko naszych negocjatorów było niezwykle miękkie. Międzynarodowy Fundusz Walutowy przygotował kilka wariantów transformacji, będących podstawą ewentualnego porozumienia. Polski rząd, ku ogromnemu zaskoczeniu Michaela Bruna, szefa ekspertów MFW, wybrał wariant najostrzejszy, będący jedynie chwytem negocjacyjnym (!) Funduszu. Szaleństwo tego posunięcia wydawało się ewidentne, biorąc pod uwagę dotkliwą krytykę, jakiej poddali wszystkie plany MFW analitycy Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Ekonomicznych. Należy pamiętać także o ogromnych kosztach społeczno-ekonomicznych wcześniejszych umów krajów Trzeciego Świata z MFW, z których każdy odpowiedzialny członek rządu powinien zdawać sobie sprawę. Problem ten został bardzo obszernie omówiony w książce Doktryna Szoku autorstwa Naomi Klein.
Zamiast szoku
Przebieg negocjacji w przypadku Polski unaocznia, że, wbrew temu, co twierdzą apologeci planu Balcerowicza, tak radykalna transformacja nie była konieczna z punktu widzenia spłaty ogromnego zagranicznego zadłużenia. Wciąż jednak pozostaje argument, że w danym momencie nikt nie był w stanie zaproponować alternatywy. Profesor Tadeusz Kowalik w książce Polska transformacja przytacza przeciwko temu szereg faktów. Z gotowymi rozwiązaniami w duchu New Deal wystąpili wtedy przedstawiciele amerykańskiej myśli socjalliberalnej, odprawieni przez Balcerowicza z kwitkiem. Były liczne propozycje sławnego spekulanta walutowego George'a Sorosa, zadziwiająco umiarkowane w zestawieniu z postulatami Jeffreya Sachsa czy przyjętym planem MFW. Był obszerny, 700-stronicowy raport grupy studyjnej Konsultacyjnej Rady Gospodarczej (organu doradczego rządu), pozytywnie oceniający możliwość wprowadzenia elementów systemu szwedzkiego w naszym kraju, w toku nadchodzącej transformacji. Były wydane w tym czasie książki wybitnych ekonomistów - Droga do wolnej gospodarki Janosa Kornaia z London School of Economics i Od Marksa do rynku Włodzimierza Brusa z Oksfordu i Kazimierza Łaskiego z Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Ekonomicznych, akcentujące wartość utrzymania pełnego zatrudnienia i ostrożności w prywatyzacji. Polscy ekonomiści proponowali nawet bezstronny sprawdzian efektywności przedsiębiorstw państwowych i prywatnych „na równej stopie”, zanim przystąpi się do wyprzedaży. Przemawiały za tym doświadczenia Wielkiej Brytanii, gdzie nie tylko odnotowano gwałtowny wzrost efektywności znacjonalizowanych gałęzi po wprowadzeniu pewnych regulacji. Warto przy tym wspomnieć o przypadku prywatyzacji kolei brytyjskich w późniejszym czasie, kiedy to mogliśmy zaobserwować spadek jakości świadczonych usług, gdy do głosu doszedł sektor prywatny. Mieliśmy wreszcie całe mnóstwo krajowych publikacji i głosów ze środowiska ekonomistów, zignorowanych przez zamknięty zespół Balcerowicza, przygotowujący pakiet reform. Według Kowalika, reformatorzy, ze względu na przyjęty przez nich specyficzny system pracy, nie mogli reagować na zwrotne sygnały, które wysyłała im polska gospodarka. Być może był to jeden z głównych powodów, dla których „terapia szokowa” nie była przystosowana do istniejącej sytuacji społeczno-ekonomicznej. Balcerowicz skupił się całkowicie na podejściu stricte teoretycznym, które, jak się okazuje, także mocno kulało.
Luki w teorii
Naukowcy wspomnianego Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Ekonomicznych zwrócili uwagę na błędy wprowadzonych w Polsce reform. Najważniejszym z nich było „systematyczne lekceważenie krajowego popytu jako bariery wzrostu”. Jak wiadomo, ograniczenie popytu jest podstawowym elementem planów MFW i wszelkich „terapii szokowych” w duchu neoliberalnym. Dzieje się tak za sprawą celowego, radykalnego zmniejszenia siły nabywczej ludności, w wyniku czego zawsze przy wdrażaniu reform mieliśmy do czynienia z głębokimi zapaściami, których skali reformatorzy nigdy nie byli w stanie wyjaśnić. Sytuacja ta powtarzała się wszędzie, od Chile, które przez 10 lat nie mogło podnieść się z upadku po reformach Pinocheta, przez Boliwię, gdzie swoje pierwsze szlify jako doradca gospodarczy zdobył Jeffrey Sachs, aż po Rosję, która swoją katastrofę, w wyniku siły argumentów MFW, przeżyła w chwilę po nas.
Kowalik zwraca uwagę, że inflacja, którą rzekomo Balcerowicz miał skutecznie zwalczać, została dodatkowo napędzona przez sztucznie wywołany wzrost kosztów produkcji. Chodziło tu o gwałtowne podniesienie cen usług ustalanych przez rząd, takich jak czynsze, ogrzewanie, energia elektryczna, transport, które w połączeniu z wysoką stopą procentową i wzrostem cen importowanych składników na skutek dewaluacji wywołało inflację „kosztową”. Kolejnym błędem miały być próby redukcji deficytu budżetowego przez obcięcie wydatków państwa, co zaowocowało zwiększeniem się tegoż deficytu w 1991 i 1992 r. Ostatnim i być może jednym z boleśniejszych błędów, była skrajnie nierozsądna liberalizacja handlu, co poczyniło nadmierne zniszczenia w naszym i tak zdruzgotanym sektorze produkcji. Najbardziej jednak w rywalizacji z dotowaną zachodnią produkcją ucierpiało polskie rolnictwo. W warunkach leseferystycznej polityki handlowej i szalejącego kryzysu, próba jego restrukturyzacji musiała zakończyć się katastrofą.
Opłakane skutki
Efekty Planu Balcerowicza nie kazały na siebie długo czekać. Skumulowanie często niewłaściwych reform, które powinny zostać przeprowadzone w o wiele dłuższym przedziale czasowym, miało swoje konsekwencje. Już w miesiącu wejścia planu w życie, tj. w styczniu 1990 r., produkcja spadła o 30 proc., głównie za sprawą zduszenia popytu wewnętrznego. Popyt zewnętrzny miał się jeszcze dobrze. Jak podaje Joanna Strzelczyk w książce Ucieczka ze Wschodu, załamanie współpracy handlowej z ZSRR nastąpiło dopiero w 1991 r. Nieprawdziwy jest więc często przytaczany argument, że przyczyną zapaści było silne uzależnienie gospodarcze od eksportu do wschodniego sąsiada. Bezrobocie zaczęło rosnąć niezależnie od niego i to w sposób gwałtowny, zatrzymując się na jednym z najwyższych poziomów w Europie. Kowalik przytacza dane Mieczysława Kabaja, wg których w latach 1990-2005 zlikwidowano blisko 5 mln miejsc pracy, podczas gdy ludność w wieku produkcyjnym zwiększyła się o ponad 2 mln osób. Zatrudnienie spadło z 80 do 54 proc. Katastrofą społeczno-ekonomiczną był zbyt nagły upadek PGR-ów, który spowodował bezrobocie strukturalne na poziomie pół miliona osób. Prywatyzacja, która została przeprowadzona nieprzemyślanie i gwałtownie, przyniosła oddanie kluczowych sektorów w ręce obcego kapitału. Mowa tu przede wszystkim o sektorze bankowym, w którym udział zagranicy przekroczył 75 proc., co jest zjawiskiem niespotykanym nigdzie indziej. Co gorsza, Polska w międzynarodowych kanałach dystrybucji została sprowadzona do roli poddostawcy, co wynikało z zupełnego braku kontroli nad napływającym strumieniem inwestycji.
Niepotrzebne cierpienia
Wszystko to zaowocowało systemem gospodarczym akceptującym długotrwałe wykluczenie milionów ludzi, utrzymujące się pomimo szybkiego wzrostu, którego Polska przecież doświadczyła. Aż do ostatniego kryzysu byliśmy pod względem wskaźnika bezrobocia liderem w skali Europy, czego owoce będziemy zbierać jeszcze długo. Zepchnięcie na margines takiej ilości osób powoduje patologie społeczne, które trudno wyplenić nawet w czasie dynamicznego wzrostu. Można było tego uniknąć, wcale nie rezygnując z zerwania ze zgubnym systemem realnego socjalizmu. W roku 1989 otwierały się przed nami różne możliwości, z których nie skorzystaliśmy. Nie poszliśmy drogą Słowenii, która w czasie swojej transformacji w ogóle uniknęła recesji. Dodatkowo, powszechna prywatyzacja w tym kraju nastąpiła później niż w innych państwach postkomunistycznych, co umożliwiło tymczasowe utrzymanie wielu miejsc pracy. Dlatego też potrzebna jest rzetelna debata ekonomiczna, przede wszystkim na naszej Uczelni, pozwalająca zweryfikować mity, którymi obrósł plan Balcerowicza. Być może przyczyni się to do uniknięcia przez polskie społeczeństwo kolejnych niepotrzebnych cierpień w przyszłości.
Zachęcam do przesyłania polemiki na adres bartek.olesinski@gmail.com
|
Komentarze
| ~anonim |
03.03.2010, 14:48:42 |
| http://korwin-mikke.pl/blog/wpis/balcerowicz__terapia_szokowa/448 |
|
Dodaj komentarz
|