|
|
|
|
||
|
Magiel nr 115 » Artykuł okładkowy
Ciemna strona studenta
Studia to dla wielu okres niczym nieskrępowanej wolności. Ucieczka spod czujnego oka rodziców, nowe towarzystwo, nocne życie, ale też stres i brak czasu podczas sesji egzaminacyjnej dają bardzo dużo argumentów oraz mozliwości do eksperymentowania z używkami. Warto jednak pamiętać, że okres ten szybko się kończy a uzależnienie od używek to choroba, która wpływa na całe nasze życie.
Pamiętacie jak starsi znajomi obiecywali wam, że studia to najpiękniejszy okres w życiu? Teraz już chyba wiecie, co mieli na myśli – carpe diem! Żyć pełnią życia, bawić się do utraty tchu i niczego nie żałować. Jak więc realizować tę łacińską maksymę? Podpowiedzią niech będzie równie stare porzekadło „student nie kaktus, pić musi”. Alkohol – trunek wyskokowy, katalizator imprez, nieodłączny towarzysz każdego melanżu. Konia z rzędem temu, kto potrafi się bawić bez alkoholu. Tu jest Polska, tu się piję. Nie wyobrażam sobie, żebym zamiast na browara miał się ustawić z kumplami na kawę lub herbatę – mówi Artur, student I roku. Pije Kuba do Jakuba Student, jako zwierz imprezowy, nie stroni od napojów wyskokowych. W społeczności studenckiej możemy wyróżnić dwa dominujące podgatunki – zwolenników podejścia ilościowego oraz jakościowego. Ci pierwsi wyznają zasadę – nieważne co piję, ważne by sponiewierało. Dla nich alkohol stanowi jeden z głównych punktów w miesięcznym budżecie. Na potwierdzenie przytaczamy wypowiedź Piotra z III roku: Piję dość rzadko. Tylko raz w tygodniu – od poniedziałku do niedzieli, a preferuję alkohol o cenach students-friendly. Ci drudzy zaś są prawdziwymi koneserami trunków, dla których liczy się przede wszystkim alkoholowy katharsis w jamie ustnej. Piję, więc jestem Nie trzeba nawet szukać powodów do alkoholizacji. Picie alkoholu jest uznawane za element naszej kultury narodowej. Słowiański duch i ułańska fantazja zobowiązują – piję, więc jestem? Każda okazja jest dobra. Pępkowe, parapetówka, domówka, wieczór kawalerski, wieczór panieński oraz standardowe uroczystości typu urodziny, imieniny, chrzciny, wesela i zjazdy rodzinne. Nawet na stypie pijemy. Studenci „tankują” przed, w trakcie i po imprezie, piją do towarzystwa albo z nudów, a czasami po prostu upijają się na smutno – po zerwaniu z życiowym partnerem lub innych niepowodzeniach. Pijemy na umór po zaliczonej sesji, kolokwiach, obronie pracy licencjackiej/magisterskiej, pierwszej pensji lub podwyżce w pracy. Niewybaczalnym błędem jest abstynencja w trakcie majowych świąt studenckich – kto nie pije w Juwenalia, ten nie student, lecz kanalia. Jak zauważyli marketingowcy Żywca, pijemy nawet „z okazji braku okazji”. Byle pretekst wiąże się z alkoholizacją. Będąc studentem ciężko nie pić. Nie mam wytłumaczenia dlaczego to robię. Po prostu drink wpada w rękę i... za chwilę jest pusty – wyjaśnia Gosia z I roku. Wiadomo, że student groszem nie śmierdzi, a ceny trunków w warszawskich pubach i klubach są wygórowane. Chociaż niektórzy korzystają z okazji i nawet na okienku między zajęciami na uczelni doświadczają dobrodziejstw „happy hours”. Dlatego studenci alkoholizują się przeważnie przed imprezami – obowiązkowy bifor stał się już pewnego rodzaju tradycją. Konsumpcja trunków w domowym zaciszu jest ekonomiczna i sprzyja wcześniejszej integracji. W trakcie imprezy klubowej spożycie napojów wyskokowych osiąga apogeum. Trzeba przecież zaspokoić pragnienie! Po co wydawać pieniądze na napoje bezprocentowe, skoro są niewiele tańsze od tych z alkoholem? W ten sposób jesteśmy w stanie wlać w siebie hektolitry złocistego piwa i zmieszać je z potężną dawką wódki. Kto by wierzył w bajki o nie mieszaniu różnych rodzajów alkoholu? Mądry student po szkodzie, gdy przez cały następny dzień będzie boleśnie pokutował. Studencka fantazja Co studenci piją? Nie stronimy od żadnych trunków. Oczywiście niekwestionowanym numerem jeden jest piwo, spożywane w ilościach nieumiarkowanych. Ktoś kiedyś słusznie zauważył, że doba ma 24 godziny, a w skrzynce mieszczą się 24 piwa. Przypadek? Piwo jest dobre na każdą okazję – mecz w telewizji, film w kinie lub koncert w klubie. Tak więc można nawet zażyć kultury, konsumując alkohol. Na drugim miejscu plasuje się wino, którego zdecydowanym zwolennikiem jest płeć piękna. Lampka do obiadu lub w trakcie romantycznej kolacji przy świecach nie wydaje się niczym szkodliwym, a nawet jest rekomendowana przez lekarzy. W tej kategorii wypadałoby wspomnieć jeszcze o napojach winopodobnych (tanie wina, jabole), które również znajdują swoich zwolenników wśród braci studenckiej. Na trzeciej pozycji, pod względem popularności, mieszczą się wszelkie trunki wysokoprocentowe – czyli wódka i whisky. Popularność gorzałki nikogo nie dziwi, zważając na tradycje bimbrownicze w naszym kraju. Niewielki odsetek studentów lubi od czasu do czasu eksperymentować. Co roku kupuję kilka litrów spirytusu i rozrabiam go z wodą. Moją pasją jest tworzenie nalewek. Robiłem już cytrynówkę i pigwówkę. W tym roku przymierzam się do „ajsówki”, robionej na bazie orzeźwiających cukierków ICE – mówi Mateusz z III roku. Studenci Politechniki Gdańskiej stworzyli wódkę w żelu, a wśród deserów króluje wisiel (wino z kisielem) i galaretka z wódki. Studencka fantazja nie zna granic. Mimo że kultura picia wśród żaków jest zjawiskiem niszowym, to nie można im odmówić kreatywności. Absolutnym hitem imprezowym są gry alkoholowe. Alkochińczyk, którego celem jest dojście do końca spiralnej planszy, a na każdym polu znajdują się polecenia dotyczące tego, kto pije i w jakich ilościach. Zabawa tylko dla najbardziej zaprawionych zawodników. Beer Pong – gracze rzucają piłeczkami ping-pongowymi do kubków z piwem, znajdujących po drugiej stronie stołu. Najprostszą formą rozrywki są alkoholowe wyścigowe w akademikach – pijemy na każdym półpiętrze. Wszak studenci uwielbiają sport. Tupot białych mew Niemcy są sprawcami wielu kataklizmów, które dotknęły Polaków – 123 lata okupacji, II wojna światowa i… kac! Polski kac pochodzi od niemieckiego katzenjammer, czyli pisk kociaków. Wymowne, czyż nie? Syndrom dnia poprzedniego boleśnie daje się we znaki, a co gorsze towarzyszą mu przedziwne zjawiska – mrówki nieznośnie tupią, pająki bardzo głośno kaszlą, a brzęk skrzydeł muchy brzmi niczym start myśliwca. Jak reanimować organizm po imprezie? Jakie działania prewencyjne podjąć przed, w trakcie i po piciu? Przedstawiamy garść powszechnie znanych truizmów:
1. Nie mieszaj alkoholi! 2. W przerwach między drinkami spożywaj również napoje bezalkoholowe, najlepiej bezcukrowe. Cukier sprzyja fermentacji alkoholu, potęgując zjawisko kaca na drugi dzień. 3. Przed pójściem spać wypij pół litra wody oraz zażyj porcję jakiegoś preparatu na kaca lub witaminy C. 4. Rano weź zimny prysznic. 5. Zamiast kawy wypij jakiś słodki napój (woda z miodem i cytryną). 6. Zjedz coś słodkiego na śniadanie – więcej cukru w organizmie. 7.Pij sok pomidorowy (potas) i kefir. Rzeczywistość jest jednak o wiele bardziej brutalna i zazwyczaj zapominamy o profilaktyce antykacowej. Wówczas poranna pobudka przekształca się w piekielną gehennę. Ciężko pogodzić się z faktem, że kac morderca jest naturalną konsekwencją imprez suto zakrapianych alkoholem. Abstynencja Jak wynika z badań, około 5% studentów w ogóle nie spożywa alkoholu. Redakcja MAGLA podziwia. Leki i kofeina Prokrastynacja – syndrom studenta. Co mam zrobić dziś, zrobię jutro. Przeciąganie w nieskończoność pewnych obowiązków, a zwłaszcza nauki, sprawia, że w trakcie sesji studenci zmieniają się w desperatów. Każda metoda, która ochroni ich przed oblaniem egzaminu, wydaje się dobra. Furorę wśród osób mało zamożnych, ale mocno zdesperowanych robią acodin i tussipect ¬− lekarstwa dostępne w aptekach bez recepty. Pieszczotliwie nazywany „tussipkiem” lek można dostać w formie tabletek lub syropu na kaszel. Tylko 7,5 zł za butelkę, a daje takiego „kopa”, że można spokojnie przesiedzieć nad książkami całą noc – twierdzi Grzesiek z II roku. Warto jednak pamiętać o skutkach ubocznych stosowania takich „dopalaczy” – nudności, brak apetytu, przyspieszone bicie serca, pobudzenie psychiczne. Tussipect zawiera efedrynę, która jest pochodną amfetaminy, natomiast acodin bazuje na pochodnej kodeiny i zażywany w dużych ilościach może wywoływać halucynacje. Czy na pewno warto ryzykować własne zdrowie i odurzać się syropkami na kaszel? Dla tych, którzy boją się eksperymentować, zawsze pozostaje tradycyjny wspomagacz – kawa. Wielu studentów nie potrafi zacząć dnia bez małej czarnej i nie zdaje sobie sprawy, że jest ona również używką. Oprócz niewątpliwych walorów smakowych, kawa to nieodłączny towarzysz długich nieprzespanych nocy w trakcie sesji. Trzeba jednak pamiętać, że podobnie jak nikotyna czy alkohol, uzależnia organizm i przyspiesza metabolizm. Dla miłośników mocniejszych wrażeń polecamy tzw. mieszankę tirowca – kawę z colą. Zaś jeśli ktoś po prostu nie lubi smaku kawy, to na pewno nie pogardzi napojem energetycznym, który przecież „dodaje skrzydeł”. Popularne energetyki służą nie tylko w sesji, ale również jako dodatek do drinków. Procenty plus tauryna z kofeiną zamieniają się w bombę, która nazywana jest trochę na wyrost „legalną kokainą”. Toksyczna miłość Papierosy to, obok kawy, jedyne używki dostępne legalnie w murach SGH i prawdopodobnie dlatego studenci palą na potęgę. Nie wszyscy jednak są fanami przysłowiowego „dymka”: Doświadczenia z paleniem umocniły moje przekonanie o tym, że to okropny nałóg. Szkodliwy nie tylko dla palącego, ale także dla jego otoczenia. Dlatego jestem przeciwniczką palenia w miejscach publicznych, jako nie tylko przejawu dbałości o zdrowie, ale również umożliwienia nie-palaczom wyboru: czy chcą przebywać z nałogowcami i stać się biernymi palaczami, czy też nie. Co więcej, nałogowy palacz jest paradoksalnie uzależniony od rzeczy niezwykle przyziemnej – suszonych liści zwykłej z pozoru rośliny, co chyba nie najlepiej świadczy o ludzkości, jako gatunku stojącym podobno na szczycie drabiny ewolucji – nie pozostawia na palaczach suchej nitki Ola, studentka I roku. Po drugiej stronie barykady stoją palacze, tworzący co półtorej godziny swoistą zasłonę dymną przed wejściem do Budynku Głównego, obklejonym zewsząd „zakazami palenia”. Dlaczego palą? Wyjaśnia to Krzysztof z III roku: Dlaczego palę? Bo jestem głupim nałogowcem. Papierosy są drogie, niezdrowe i śmierdzi po nich z ryja. Mają jednak walor socjalizacyjny. I właśnie ten walor socjalizacyjny wydaje się najmocniejszym argumentem „za”. Co prawda nie zdarza się, żeby „na papierosku” studenci załatwiali swoje uczelniane sprawy z palącymi pracownikami Dziekanatu (którzy oczywiście szanują zakaz palenia przed wejściem i oddają się nałogowi w odpowiednim miejscu), jednak wśród studentów integracja kwitnie w najlepsze. Popularność papierosów rośnie szczególnie w okresie sesji egzaminacyjnej. Ciekawe czy wiąże się to z koniecznością zdobycia notatek od palących znajomych, czy z mitycznym wpływem nikotyny na uwolnienie stresów związanych z egzaminami. Narkotyki - poza prawem W ostatnich miesiącach narkotyki stały się częstym przedmiotem publicznych debat. Sprawa senatora Krzysztofa Piesiewicza, legalność „dopalaczy”, zmiany prawne u naszych południowych sąsiadów czy nieśmiałe akcje rodzimych zwolenników legalizacji marihuany to tylko niektóre tematy, przy okazji których „mówi się” o narkotykach. Są one jednak coraz częściej obecne nie tylko w mediach. Palenie jointa na imprezie staje się powoli równie akceptowalne, jak picie wódki. Don’t bogart that joint, my friend! Nie ulega wątpliwości, że tzw. „miękkie” narkotyki, a w szczególności marihuana i haszysz, na stałe zagościły w „używkowym menu” polskich studentów. Dlaczego? Z powodu ich dużej dostępności i niejasnej oceny wpływu na zdrowie tychże środków. W internecie pełno jest opracowań przedstawiających sprzeczne informacje na temat możliwości fizycznego i psychicznego uzależnienia się, porównujące, raz na korzyść, a raz na niekorzyść „trawy”, jej szkodliwy wpływ na zdrowie ze szkodliwością innych popularnych używek: alkoholu i papierosów. Skutkiem tego jest bardzo często uleganie opiniom doświadczonych znajomych. Z informacyjnego szumu wybiera się wygodną dla siebie wersję, a wybór ten idzie zazwyczaj w parze z oczekiwanymi doznaniami. Istnieje jeszcze jeden powód, dla którego pochodne konopi indyjskiej są najbardziej popularnym narkotykiem wśród studentów. W opinii wielu osób nie są to bowiem narkotyki! Narkotyki – nie, ale do trawki nic nie mam – twierdzi Magda z I roku. Przy takim podejściu trudno się dziwić, że marihuana stała się akceptowaną używką. Nie ciąży na niej piętno narkotyku – słowa, które każdemu od najmłodszych lat przynosi na myśl jedynie negatywne skojarzenia. Prawo vs. Narkotyki – 0:1 Łatwość dostępu do pochodnych konopi indyjskich i jawność ich zażywania świadczą o skrajnej nieskuteczności polskiego prawa, które na mocy Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii z 2005 r., nakazuje karać posiadanie każdej ilości narkotyków, niezależnie od celu ich posiadania czy okoliczności czynu. W liście otwartym, wystosowanym po publikacji filmu, którego głównym bohaterem był senator Piesiewicz, przedstawiciele Stowarzyszenia JUMP 93, Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych oraz Polskiej Sieci ds. Polityki Narkotykowej krytykują ową ustawę i popierają rozważany przy okazji prac nad nowelizacją ustawy projekt, umożliwiający Prokuraturze bezwzględne umarzanie postępowania karnego wobec nieproblemowych konsumentów posiadających substancje psychoaktywne na własny użytek. Z opinią tą zgadza się również Krzysztof, student III roku: Uważam, że przepisy są źle skonstruowane, ponieważ po pierwsze ograniczają wolność wyboru, a po drugie wzrost wykrywalności przestępstw narkotykowych wcale nie ukrócił samego procederu. Godzi on natomiast w użytkowników których nie powinno się karać, tylko albo edukować, albo leczyć. Zmiany w polskim prawie, o ile wejdą w życie, nie będą jednak na tyle liberalne, aby mogły być porównywane do reformy polityki narkotykowej, która miała miejsce na początku roku w Republice Czeskiej. Co prawda, wbrew obiegowej opinii, Czechy nie zalegalizowały narkotyków (co więcej, nigdy nie zrobiła tego nawet Holandia). Posiadanie małej ilości używek na użytek własny nie podlega w Czechach karze więzienia już od końca lat dziewięćdziesiątych, jednak wciąż jest to nielegalne i jako wykroczenie podlega karze pieniężnej (w praktyce nie ściga się jednak tego wykroczenia). Czego w takim razie dotyczy ta głośno komentowana w polskich mediach reforma? Otóż za naszą południową granicą od 1 stycznia 2010 roku m. in. zniesiono sankcje kryminalne za uprawę dokładnie pięciu roślin konopi, czterdziestu grzybów halucynogennych, a także krzewu koki i kaktusa, i sprecyzowano tzw. „limity bezkarności” dla konkretnych używek (na przykład limit ten dla marihuany wynosi 15g, dla kokainy 1g, a dla heroiny 1,5g). Reforma ta nie czyni bynajmniej z Czech kraju o nadzwyczajnie liberalnym podejściu do narkotyków. Świadczy jednak o tym, że Polska, wraz ze Słowacją, Bułgarią i Białorusią (której prawo, pod względem restrykcyjności jest najbardziej zbliżone do polskiego), ma wyjątkowo konserwatywne podejście do polityki narkotykowej. Być może najwyższy czas to zmienić? Sam premier Tusk palił przecież marihuanę, a nie jest to bynajmniej jedyny argument „za”. Zwolennicy bardziej liberalnego podejścia wskazują przede wszystkim na korzyści wynikające z ograniczenia narkotykowego czarnego rynku. Kolejną zaletą takiego rozwiązania mogłoby być przesunięcie środków marnowanych na skazaną na niepowodzenie (i bardzo uciążliwą, zarówno dla osób uzależnionych, jak i osób okazjonalnie korzystających z narkotyków) walkę z konsumentami używek. Działania poszerzające wiedzę społeczeństwa na temat narkotyków z pewnością wymagają finansowego zastrzyku. Przy okazji reformy polityki narkotykowej w Czechach zwracano uwagę, że złagodzenie polityki może być efektem porażki dotychczasowych metod stosowanych przez państwo i chęcią uregulowania chociaż części tego olbrzymiego rynku (wg badań Czesi wypalają rocznie 11,5 tony marihuany, a przyznaje się do tego już co trzeci młody Czech). Czy nasi decydenci również przyznają się do porażki i zdecydują się na bardziej liberalne podejście? W najbliższym czasie, z powodu kampanii prezydenckiej, trudno spodziewać się jakichś zdecydowanych ruchów. Tym bardziej, że polityczny dyskurs nt. narkotyków nie jest poparty odpowiednią wiedzą - Na pewno trzeba walczyć z marihuaną, ale czy marihuana jest z konopi? Chyba nie? Paradoks dopalaczy Optymizmem nie napawają również wydarzenia, których przyczyną było pojawienie się w 2008 roku na polskim rynku tzw. dopalaczy, czyli dostępnych w specjalnych sklepach środków, których działanie zbliżone jest do tego oferowanego przez klasyczne narkotyki. Ich sprzedaż w naszym kraju jest możliwa, ponieważ substancje, z których produkuje się dopalacze (m.in. benzylopiperazyna – substytut amfetaminy czy mefedron – tzw. izraelska kokaina) nie są zakazane, a próby ich zdelegalizowania nie mają, zdaniem zwolenników dopalaczy, realnych szans powodzenia, ponieważ na miejsce każdej zakazanej substancji pojawią się inne, o podobnym działaniu. Już w 2008 roku Ministerstwo Zdrowia zapowiadało delegalizację dopalaczy, jednak funshopy, czyli miejsca sprzedaży tych środków, są wciąż pełne klientów, a największy polski sprzedawca dopalaczy w marcu otwiera kolejne trzy punkty. Miłe złego początki Używki od zawsze towarzyszyły studentom - czy to na imprezach, czy w życiu codziennym. Niektórzy je stosują, żeby sobie ulżyć w sesji, inni tylko w celach rozrywkowych, bo przecież studia to czas beztroskich swawoli. Często w kontekście używek przytacza się słynną frazę - wszystko dla ludzi. Warto jednak dodać, że odnosi się to do ludzi znających umiar. Trzeba umieć się bawić, w dodatku w zgodzie z własnym sumieniem.
*Informujemy, że autorzy okładkowego nie byli pod wpływem środków odurzających w trakcie pisania artykułu. Redakcja MAGLA nie zachęca do zażywania żadnych środków zagrażających zdrowiu i życiu.
|
|
|||||||||