W obronie dogmatyzmu

W obecnych czasach nie ma bodaj straszliwszej obrazy niż posądzenie o dogmatyzm. Co jakiś czas media donoszą o kolejnych karygodnych występkach skrajnej prawicy, niegrzecznym dzieciom opowiada się bajki o politycznych ekstremistach ze Stumilowego Lasu, do tego, jak głosi jedna z urban legends, po ciemnych uliczkach warszawskiej Pragi grasują wolnorynkowi radykałowie, napadający na Bogu ducha winnych urzędników miejscowego magistratu.

Ci niepoprawni dogmatycy

Dogmatycy są zupełnie niepoprawni. Co i rusz odwołują się do jakichś tam zasad. Zupełnie jakby nie słyszeli, że do każdej sprawy należy podchodzić indywidualnie, prawda obiektywna nie istnieje, a doktrynalne myślenie jest przejawem ciasności poglądów i daleko posuniętej impotencji umysłowej.

Poza tym z dogmatykiem nie ma ciekawej rozmowy. Nie można podzielić się z nim swoją subiektywną prawdą, opowiedzieć o swoim dochodzeniu do zwątpienia ani prześcigać go w dowodzeniu, jak bardzo niczego nie można być pewnym. Nawet wartość estetyczna dyskusji jest znikoma - nie uświadczy się w takiej rozmowie żadnych efektownych paradoksów, mglistych metafor czy choćby subtelnych niedopowiedzeń.

Wolność to prawo do twierdzenia, że 2x2=4

W dawnych czasach zdarzały się jeszcze osobniki zupełnie obłąkane. Twierdziły, że wolność to możność głoszenia prawdy, choć nie określały dokładnie jakiej. Nie dość, że miały czelność wyznawać dogmatyczne zasady, to jeszcze bywało, iż oddawały za nie życie. Cóż za niezrozumiała pycha!

Na szczęście żyjemy w chwalebnym XXI wieku, stuleciu otwartości, tolerancji i kompromisu. Polityczna poprawność wyznacza kierunek rozwoju cywilizacji, a programy publicystyczne pomagają myślom obywateli wejść na słuszne tory. Nawet Kościół Katolicki stanął po naszej stronie, głosząc hasła ekumenizmu. Powiada się, że w Watykanie trwają bardzo zaawansowane prace nad stworzeniem nowej religii, która będzie syntezą wszystkich współczesnych wyznań. Doszły mnie też słuchy, że pracujesię nad zastąpieniem wszelkich naleciałości z logiki klasycznej zwrotami z logiki rozmytej, bardziej przystającymi do wolnomyślicielskiego charakteru naszej kultury. W dalszej kolejności planuje się ostateczne rozwiązanie kwestii matematyki, która ma czelność opierać swoje istnienie na aksjomatach, nie pozostawiając miejsca na żadną dyskusję.

Dogmat jest czymś, co odróżnia człowieka od natury

Jeden z dogmatyków - niejaki Chesterton - napisał, że: drzewa nie mają dogmatów. Rzepa ma niezwykle szerokie horyzonty myślowe. I miał rację. To znaczy: możliwe, że miał rację. W każdym razie, powyższe zdanie tłumaczy, dlaczego Rousseau uważał, że dobro można znaleźć wyłącznie w naturze. Wyjaśnia ono także ukryty sens niezwykle ostatnio modnych pro-ekologicznych akcji typu posadźmy milion drzew. Aż dziw, że jeszcze nikt nie pomyślał o masowym zarzepianiu planety!

Chesterton powiedział też, że: istnieją tylko dwa rodzaje ludzi: ci, którzy przyjmują dogmaty i wiedzą o tym oraz ci, którzy je przyjmują, ale o tym nie wiedzą. Oznacza to, że każdy z nas przyjmuje coś na wiarę - niektórzy tylko czynią to mniej świadomie. Wszyscy ostatecznie wyznajemy jakiś system wartości. Ateizm też jest formą wiary, tyle że w nieistnienie Boga!

Czym jest dogmatyzm?

Dogmatyzm nie polega na braku refleksji nad przedmiotem wiary, ale na posiadaniu spójnego, zamkniętego światopoglądu, który nie pozostawia miejsca na dyskusję. Dogmatycy nie analizują każdego problemu z osobna jako indywidualnego przypadku, lecz rozpatrują je zawsze pod kątem wyznawanych przez nich zasad. W ten sposób unikają wikłania się w sprzeczności. Przykładowo, wielu ludzi, mimo że opowiada się za wolnością słowa, jest skłonna zaakceptować pewną formę cenzury w internecie - powiedzmy w imię walki z pornografią dziecięcą. Tymczasem osoba dogmatycznie uważająca wolność za największą wartość, opowie się przeciwko jakiejkolwiek formie ograniczania swobody komunikacji, bez względu na szczytne cele pomysłodawców.

Każdy kompromis jest zgniły!

Zasadniczo cała nasza rzeczywistość jest dogmatyczna. Żyrafa jest żyrafą i ten fakt nie uwzględnia możliwości zawarcia kompromisu. Istota bytu nie pozostawia miejsca na żadne dyskusje. Gdyby żyrafa pragnęła otworzyć się na inne formy życia, przestałaby być żyrafą. Cytując raz jeszcze Chestertona: jeśli trójkąt wyrwie się z więzienia trójboczności, jego żywot dobiegnie żałosnego kresu. Dogmatycy owszem, wywyższają swoje poglądy, ale właśnie to oznacza wiara w coś - jest ona wywyższaniem danego światopoglądu ponad wszystkie inne. Jeśli wierzę, że świat jest niebieski, oznacza to, że nie uważam, aby był jakiegokolwiek innego koloru, prawda? Jeśli wierzę, że to chrześcijaństwo prawidłowo wyjaśnia świat, nie mogę uważać, że inne wyznania robią to równie dobrze - przestałbym być wtedy chrześcijaninem! Wiara w X oznacza niewiarę w nie-X. Dogmatyzm polega więc na samoograniczeniu myśli, tak samo jak egzystencja polega na samoograniczeniu formy życia. Zawsze wydawało mi się to logiczne. No tak, zapomniałem, że logika jest ponurym wymysłem dogmatyków.

 



Komentarze
Arkadiusz Sieroń 17.06.2010, 02:58:13
Szanowna Pani, Dziękuje za obszerny komentarz i krytyczne uwagi. Nie mogę się jednak z nimi zgodzić. Uważa Pani, że "krytyka subiektywizmu wcale nie przemawia na korzyść dogmatyzmu". Oczywiście, że nie, ponieważ przeciwieństwem subiektywizmu jest obiektywizm. Subiektywizm może być równie dogmatyczny. W pierwszej części artykułu krytykuję raczej relatywizm, polilogizm i poprawność polityczną. Pisze Pani dalej, iż "właśnie dzięki niekonsekwencji świat jeszcze istnieje". Otóż, nie zgadzam się. Cywilizacja istnieje, ponieważ ludzie - posługując się rozumem - dostrzegają korzyści płynące z takiej organizacji społecznego porządku. Świat nie może być pełen sprzeczności, gdyż sprzeczność jest pojęciem logicznym, a więc niejako odnoszącym się jedynie do bytów zdolnych do komunikacji. To ludzie są niedoskonali i różnią się poglądami na Prawdę - to wszystko. Autor wyśmiewa jednostki, które nie wierzą w żadną Prawdę, sądzę, że nie można jej odkryć, albo uważają, że tych prawd jest nieskończenie wiele. Będąc pod wpływem tradycji tomistycznej, uważam przeto, że jednostki zostały obdarzone rozumem, dzięki któremu są w stanie stopniowo zbliżać się do pełnego poznania. W żadnym miejscu swego artykułu nie wyraziłem myśli, że trzeba bezwarunkowo umierać za poglądy. To prywatna sprawa jednostek. [Nawiasem pisząc, osoby, które nie chcą umierać za swoje zasady też dają wyraz pewnej zasadzie (poglądowi) - iż (dla tych jednostek) najważniejsze jest własne życie.] Nie bardzo rozumiem więc utożsamienia dogmatyków z terrorystami - dogmatyzm nie zakłada chęć wymierzania fizycznej przemocy osobom o odmiennych poglądach. Dogmatyzm zakłada jedynie trzymanie się swojego punktu widzenia, oznacza tym samym uznawanie innych poglądów za nieprawdziwe. Pisze Pani dalej, iż "rzeczywistość, w której żyją ludzie wcale nie jest dogmatyczna." W artykule wyjaśniałem, dlaczego uważam, że jest właśnie odwrotnie. Rzeczywistość nie może nie być dogmatyczna, ponieważ toczy się ściśle według rządzących nią praw. W grawitacji nie ma miejsca na dysputy i wieloznaczności. Jabłko spada i już. Podaje Panie również przykład "niekonsekwencji w działaniu" - owszem, zdarzają się, ponieważ - jak już pisałem - ludzie są niedoskonali. Nie zmienia to jednak faktu, iż warto próbować, nieprawdaż? Poza tym ojciec-kapitalista może nie wydziedziczać syna, nie rezygnując ze swoich poglądów, prawda? To są zupełnie dwie różne sprawy. I na sam koniec jeszcze raz muszę zaprotestować - pisze bowiem Pani, że człowiek jest sam w sobie sprzeczny, ponieważ jest zdolny do dobrego i złego. Otóż - jak już pisałem - sprzeczność jest kategorią logiczną i odnosi się do zdań, nie do bytów jako takich. Człowiek nie jest ani sprzeczny, ani niesprzeczny. Człowiek jest - to prawda - zdolny zarówno do złego, jak i do złego - taka jest właśnie jego natura. Sprzeczność moglibyśmy ewentualnie określić sytuację, kiedy człowiek zachowywałby się niezgodnie ze SWOJĄ naturą, na przykład jak wspominana w artykule żyrafa. Na szczęście nie jest to możliwe, ponieważ człowiek jest człowiekiem i musi zachowywać się jak człowiek - inaczej przestałby nim być. :)
Elzbieta Bargiel 14.06.2010, 16:27:37
Polemika W obronie dogmatyzmu Nie mogę się zgodzić z Autorem felietonu W obronie dogmatyzmu. Pan Arkadiusz Sieroń formułuje tezę, że „cała nasza rzeczywistość jest dogmatyczna” oraz podaje główną zaletę dogmatyzmu polegającą na unikaniu wikłania się w sprzeczności. Myślę, że posunął się tu o krok za daleko i postaram się wyjaśnić dlaczego. Autor próbuje wyjaśnić czym jest dogmatyzm oraz, jak sądzę, przekonać doń czytelnika. Niestety, nie podaje zbyt wielu argumentów za dogmatyzmem. Pozwolę sobie je wynotować: 1) Byt jest dogmatyczny (żyrafa jest żyrafą) 2) Matematyka jest dogmatyczna (trójkąt zawsze jest trójkątem) 3) Logika jest dogmatyczna („wiara w X oznacza niewiarę w nie-X”) Autor formułuje definicję: dogmatyzm jest samoograniczeniem myśli i podaje argument przeważający: zawsze wydawało mi się to logiczne. Dla mnie wciąż brzmi mało przekonująco. Rozumiem zjawisko, które drażni Autora, a które próbuje opisać w pierwszej połowie artykułu. Zgadzam się, że subiektywizm, bo o niego chodzi, jest groźny a na co dzień bywa męczący. Niestety, krytyka jednego światopoglądu nie może być dowodem na wyższość innego. Dlatego krytyka subiektywizmu wcale nie przemawia na korzyść dogmatyzmu. (Jeśli zwrócić uwagę na strukturę tekstu, to 1/4 zajmuje wyśmianie krytyki dogmatyzmu, 1/5 krytyka relatywizmu, 1/5 to opis inspiracji, która jak mniemam skłoniła autora do napisania tekstu, czyli poglądów Chestertona a dopiero potem, mniej niż połowę felietonu zajmuje definiowanie i argumentacja za dogmatyzmem.) Uważam, że posiadanie i wyznawanie zasad jest słuszne i potrzebne, ale rozumiem ludzi, którzy nie chcą oddawać za nie życia. Autor podaje przykład osobo opowiadającej się za wolnością słowa, ale akceptującej cenzurę w Internecie. To prawda, że jest to niekonsekwencja, ale, za Leszkiem Kołakowskim, śmiem twierdzić, że właśnie dzięki niekonsekwencji świat jeszcze istnieje. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy każdy człowiek jest skłonny umierać za własne poglądy, w które wierzy bezgranicznie… Widzę świat złożony z terrorystów, którzy zabijają się nawzajem. Świat ludzki jest pełen sprzeczności, a rzeczywistość, w której żyją ludzie wcale nie jest dogmatyczna.. Większość z nas postępuje niekonsekwentnie dla własnej wygody. Logiczne uzasadnienie tego faktu można znaleźć w eseju polskiego filozofa Pochwała niekonsekwencji, obecnie dostępny w nowowydanej „Naszej wesołej apokalipsie”. Leszek Kołakowski udowadnia, dlaczego człowiek postępujący niekonsekwentnie, działa w gruncie rzeczy logicznie. Esej mogę przeskanować. Wydaje się, że niekonsekwencja jest lepszym sposobem na zaakceptowanie chaotycznego świata niż wiara w dogmatyzm. Tym bardziej, że – i tu zgodzę się z autorem – ludzie skrajnie konsekwentni, czyli w terminologii Autora dogmatyczni, wystawiają się na śmieszność. Dlaczego? Dlatego że i oni nie potrafią uniknąć niekonsekwencji! Pozostali, którzy podświadomie zdają się to wiedzieć tylko czyhają na „wpadki” konsekwentnych. Taka wpadka zdarzyła się ostatnio mojemu teściowi. Mój teść zawsze powtarza, że najgorsze w życiu jest kłamstwo i tej zasady stara się trzymać. Ostatnio, podczas ważnego przyjęcia rodzinnego, rozmawialiśmy o chorobach nieuleczalnych. I nagle, nie wierzę w to co słyszę, bo z ust mojego teścia pada: „spokojnie, czasem kłamstwo jest lepsze”. Kupa śmiechu, bo wszyscy znają konsekwentne poglądy taty, a tu taka wpadka. Mówimy, tylko krowa nie zmienia zdania jeśli chcemy usprawiedliwić swoją niekonsekwencję. Bo człowiek jest ciekawym stworzeniem, zdolnym do zaakceptować sprzeczności. Sytuacji, które nas do tego zmuszają jest wiele. Co ma zrobić dogmatyczny komunista gdy jego syn zostaje się kapitalistą? W imię konsekwencji (jako dogmatyk) wydziedziczyć syna czy w imię miłości zaakceptować życie w sprzeczności? Co powinien zrobić wierny fan, gdy okazuje się, że jego Bożysz i autorytet spada z piedestału? Zaakceptować, że jak każdy człowiek miał wady, czy przekreślić? Pojmowanie ludzi w kategoriach dobrzy-źli jest wszakże infantylne. Człowiek, jako istota i byt jest sam w sobie sprzeczny, bo zarówno zdolny do dobrego jak i złego, bywa mały i wielki. I nie chodzi kompromis, ani o złoty środek. Coś takiego nie istnieje. U podstawy zaakceptowania zasady niekonsekwencji tzn. jej założeniem jest stwierdzenie, że ludzkie sprzeczności są nie do pogodzenia. Pojmowanie rzeczywistości dogmatycznie jest tak samo niebezpieczne jak subiektywizm. Grozi zboczeniem w kierunku myślenia „kto nie jest z nami, ten przeciwko nam”.
Dodaj komentarz
Imię/nick:
Email:
nie pokazuj mojego adresu e-mail innym użytkownikom
Treść:
Kod z obrazka:



Najnowszy numer
Strona główna | Kontakt | About us
© 2007-2010 Stowarzyszenie Akademickie MagPress