|
|
|
|
||
|
Magiel nr 99 » Artykuł okładkowy
Coś z niczego, nic z czegoś. Wiara na SGH
Karierowicze, cwaniaki, materialiści. Dorzućmy jeszcze kilka określeń związanych z konformizmem i wyjdzie obraz studenta SGH. Stop! Według badań Katedry Socjologii 86% z nas deklaruje się jako katolicy, którzy niekoniecznie biegną za pieniędzmi i zapomnieli, co to duchowość. Nie tracąc oczywiście wiary we Wszechmocny Wolny Rynek.
Wynalazca ruletki, Blaise Pascal, lubił ryzyko także w innych dziedzinach. Jego słynny zakład dotyczący wiary w Boga to, sięgając po profesjonalną terminologię, gra o sumie dodatniej - żadnych strat własnych. Przypomnijmy: Pascal rozpatrzył dwa przypadki dotyczące istnienia Boga. Pierwszy zakładał, że Bóg istnieje i wynagradza wiarę życiem wiecznym. Drugi przeczył istnieniu zarówno Boga, jak i życia wiecznego. Człowiek może wierzyć lub nie. Jeśli wierzy, to "traci" życie doczesne (na rzecz modlitw oraz czynienia dobra) zyskując w nagrodę życie wieczne. Jeśli nie wierzy, to zatrzymuje życie doczesne kosztem tego wiecznego. Pascal wywnioskował, że wiara jest bardziej opłacalna - ryzykujemy tylko czas życia doczesnego, który jest zazwyczaj mocno ograniczony, a nagrodą może być życie wieczne. Brzmi kusząco, szczególnie dla studenta SGH, nieprawdaż? Jednak dysponując podstawową wiedzą z zakresu matematyki, łatwo podważyć wywody Pascala. Równie łatwo można obalić tezę, że studenci naszej Uczelni nie wierzą, jak też to, że robią to z pascalowskim wyrachowaniem.
Deklaracja a afirmacja Badania przeprowadzone przez zespół Katedry Socjologii SGH pod kierownictwem prof. Elżbiety Firlit w 2006 r. na próbie 859 studentów z II roku, wskazują jednoznacznie: wiara nie jest obojętna studentom SGH. 86% z nas określa się jako przynależący do wyznania rzymskokatolickiego, podczas gdy 9% stanowią osoby nienależące do żadnego wyznania. Niecałe 3% ogółu badanych zadeklarowało natomiast przynależność do wyznania prawosławnego. Wskazania pozostałych wyznań osiągnęły wartość poniżej 1%. Podsumowując odpowiedzi na pytanie zamknięte dotyczące ogólnego stosunku do wiary, łatwo obliczyć, że łączny odsetek wierzących i głęboko wierzących wynosi ponad 60%. Wniosek - ponad połowa respondentów wprost deklaruje pozytywny stosunek do wiary religijnej. Są to częściej kobiety niż mężczyźni - różnica wynosi 13 punktów procentowych na korzyść płci pięknej. Natomiast mężczyźni w sprawach wiary częściej deklarują niezdecydowanie, obojętność lub niewiarę.
Kiedy popatrzymy na przynależność do Akademickiego Stowarzyszenia Katolickiego Soli Deo działającego przy SGH, wyraźnie widać, że to właśnie kobiety aktywniej angażują się w sprawy religijne. Na 37 członków organizacji 28 to panie. Co natomiast dziwi, to silne zróżnicowanie komórek Soli Deo pod względem liczby członków. I tak przy Politechnice Warszawskiej działa 16 osób, przy Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego - 13, a oficjalne statystyki dla Uniwersytetu Warszawskiego, Akademii Medycznej i Wojskowej Akademii Technicznej mówią o 10 członkach. I uwaga: przy Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, uczelni z założenia katolickiej, działa również tylko 10 osób. Wiara, nawet z czynną praktyką religijną to jedno, ale angażowanie się czynnie w działania organizacji religijnej przez wielu postrzegane jest jako skrajność. Liczba 37 osób w esgiehowym oddziale organizacji to dla samych członków mało, ale w porównaniu z innymi uczelniami - imponujący wynik. - SGH jest kojarzone z wyścigiem szczurów. Studenci jako tacy, którym brak etyki, a reguły chrześcijańskie znają dobrze, ale w teorii - mówi Marta Sobiecka, studentka III roku, członek Zarządu ds. Promocji i Kontaktów Zewnętrznych Soli Deo przy SGH. - Jednak na projekty organizowane przez nas przychodzi bardzo wiele osób. Chociaż większość z nich woli pozostać anonimowymi, dlatego nie wpisują się na żadne listy i nie należą do naszej organizacji. Nie wiem, być może część z nich krępuje fakt, że są wierzący - sugeruje Marta. W zorganizowanym niedawno spotkaniu z ks. Piotrem Pawlukiewiczem w ramach cyklu "Sympatia, Miłość, Małżeństwo" wzięło udział ok. 1200 osób. Na pytanie, jak reagują jej znajomi, gdy dowiadują się, że działa w Soli Deo, Marta odpowiada krótko: - Różnie. To zależy od ich podejścia do wiary. Inaczej reagują ateiści, inaczej chrześcijanie - urywa. Marta narzeka też, że oprócz osób, które były razem z Soli Deo na obozie zerowym, niewielu studentów interesuje się tą organizacją. Jednak niekoniecznie musi to wynikać z ignorancji.
Mariusz z V roku przyznaje, że do Soli Deo zniechęciło go poparcie w ostatnich wyborach na rektora kandydatury prof. Jerzego Nowakowskiego. - Ich logo na plakatach Nowakowskiego to była porażka, nie tylko ze względów czysto merytorycznych, ale i moralnych - mówi. To wiąże się też z przedstawionym w dalszej części tekstu uczuleniem studentów na mieszanie się organizacji i instytucji kościelnych w sprawy polityki. - Po wylądowaniu na esgiehu doznałem lekkiego szoku. Byłem przekonany, że religia to przeżyty koncept i rozsądni ludzie młodego pokolenia to się już w takie rzeczy nie bawią. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana - mówi Grzesiek z V roku, którego wypowiedź potraktujmy jako punkt wyjścia do dalszych rozważań. Wiara wiejska, wiara miejska Wśród badanych studentów SGH prawie 1/3 przyznaje się do systematycznej praktyki religijnej, 1/4 praktykuje niesystematycznie, a 24% czyni to okazjonalnie. Z kolei prawie co piąty badany nie uczestniczy w nich w ogóle. Atrybutem różnicującym w pewnym stopniu deklaracje intensywności praktyk religijnych jest płeć. I znów kobiety częściej niż mężczyźni biorą udział w praktykach (różnica prawie 12 punktów procentowych) oraz rzadziej niż mężczyźni deklarują zarówno sporadyczny udział w praktykach, jak i zupełny jego brak. Na potrzeby artykułu przeprowadziliśmy również własną ankietę. Zapytaliśmy 64 przypadkowo spotkanych studentów SGH o ich poglądy na temat wiary i praktyk religijnych. Większość studentów deklarowała, że ich podejście do wiary raczej nie uległo zmianie, ale przez brak czasu, kontroli rodziców i myślenia o tym, "co powiedzą sąsiedzi", praktyka religijna zeszła na dalszy plan. Po rozpoczęciu studiów stali się "wierzącymi- -niepraktykującymi". W końcu młodość to czas buntu i poszukiwań, a przymusowa i trudna w odbiorze katechizacja, źle wytłumaczone zakazy oraz mieszanie się Kościoła do polityki zniechęca wiele osób do praktyk religijnych.
- Wydaje mi się, że mój stosunek do wiary zasadniczo się nie zmienił. Dalej wierzę, że nie ma przypadków, a Bóg ma poczucie humoru. Inaczej nie stworzyłby dziobaka. Jednak samemu Kościołowi na Ziemi brak dystansu i trochę się go boję - mówi Szymek z III roku. Ciężko również o podejście przez Kościół do w iary w sposób docierający do młodych ludzi. Szczególnie w małych miejscowościach. - U mnie w domu ksiądz ciągle uważany jest za najmądrzejszego człowieka we wsi, a przez to za przewodnika, który indoktrynuje ludzi, co powinni myśleć i jak czuć - tłumaczy Krysia z IV roku. Złe doświadczenia z rodzinnych miejscowości mogą przynieść jednak też odwrotny do zniechęcenia skutek. - Dla mnie osobiście wyjazd z dotychczasowego światka, gdzie połowa ludzi chodzi do kościoła z przyzwyczajenia, połączony z tak wartościową "ofertą" różnych stołecznych miejsc, dało świadome wzięcie sprawy w swoje ręce. Ale przede wszystkim odkrycie,\ że za zestawem formułek i przykazań jest wielka radocha, sens i siła napędowa - przekonuje wspomniany już Mariusz z V roku. Nie mniej jednak, jak wynika z badań Katedry Socjologii, prawie 19% studentów to osoby niewierzące lub obojętne na sprawy wiary. Do tej grupy należy Piotrek z III roku. - Wiarę uważam za konformizm. To patrzenie na drugiego człowieka przez zbiór przykazań i zakazów wziętych z encyklik, tradycji, Biblii itd. Mówiąc inaczej, zamiast patrzeć na człowieka, patrzy się na wartość "funkcji wiary", którą on zadaje. To jak badanie użyteczności zjedzenia jogurtu - przyznaje. Bruno z I roku, który jest agnostykiem, dostrzega jednak pozytywny wpływ wiary na życie społeczne. W końcu zasady i prawa życia "świeckiego" oparte są na zasadach chrześcijańskich. Pojawiają się też wśród studentów wręcz życzenia posiadania wiary. Jeszcze inny Piotrek z III roku mówi, że to zapewne bardzo pomaga i pozwala nie myśleć o pewnych sprawach, bo ktoś już wcześniej ustalił, że jest tak, a nie inaczej. - Poza tym wiadomo, że zrobiło się źle, zgrzeszyło. To jest fajna sprawa, bo wie się na czym się stoi, można mieć wtedy wyrzuty sumienia albo prawdziwą satysfakcję, jeśli postąpiło się tak celowo - mówi. Nawiązując do tej wypowiedzi, warto zastanowić się dalej, czy faktycznie esgiehowcy bez wyrzutów sumienia dążą po trupach do celu. Religijny CSR a złote cielce Płatne notatki, pisanie żółtym długopisem, odmowa pomocy przy nauce, bo "zaniżysz moją średnią ważoną" - o przykładach tych praktyk na naszej Uczelni słyszał pewnie każdy z nas. No właśnie, słyszał. Czy faktycznie jest na SGH dużo takich osób? Tomek Wszeborowski z I roku, który jest członkiem Soli Deo, mówi o realizacji idei "ekonomii komunii". Zgodnie z nią, najważniejszy na rynku jest człowiek. Przedsiębiorcy i pracownicy winni działać szanując godność bliźnich (szef szanuje podwładnych i vice versa, zero korupcji itp.), wspierać rozwój lokalny, pomagać biednym, co wbrew pozorom pozbawione jest potencjalnej "naiwności" wiary. Brzmi znajomo? Przecież o tym samym słyszymy na zajęciach z etyki biznesu czy zarządzania. Corporate Social Responsibility w czystej, tylko bardziej religijnej formie. I tak samo jak CSR wzbudza u niektórych wątpliwości, łączenie kariery z religią wzbudza dużo kontrowersji. - Jak będziemy razem ze współmałżonkiem zarabiać te 6 tysięcy na rękę, to może utrzymamy rodzinę na rozsądnym poziomie. Jak coś zostanie, odłożymy na konto. Jak więcej zarobimy, to zamienimy mieszkanie M-2 na M-4 w lepszej dzielnicy. A może częścią trzeba by się podzielić z chorymi, biednymi, potrzebującymi? W ramach pomocy dycha na Wielką Orkiestrę? Może ktoś mi wytłumaczy, jak połączyć pieniądze z wiarą, bo ja nie wiem - pyta Monika, studentka V roku. Czy da się zrobić karierę "po chrześcijańsku"? Zapytaliśmy o to studentów. Zdecydowana większość odpowiedzi to "głęboko w to wierzę", "nie widzę sprzeczności", "mam nadzieję, że tak". Padła też ironiczna odpowiedź, że "najlepszy przykład stanowią duchowni". To samo pytanie otrzymał od nas wspomniany wcześniej ks. Piotr Pawlukiewicz. Jego odpowiedź jest optymistyczna. - Zarabianie dużo nie podlega ocenie moralnej. Ważne jest jednak, jak się zarabia na życie i czy ten zawód, te pieniądze czy wreszcie chęć posiadania nie zniewalają człowieka. To jest kluczem, a nie to, ile się zarabia - przekonuje. W ogólnej, stereotypowej świadomości, student SGH jest całkowicie zniewolony przez chęć pięcia się po drabinie sukcesu, a błysk w oku wywołuje u niego najczęściej zwiększanie liczby zer na koncie. Dla niektórych szokiem więc będzie opinia pani psycholog z uczelnianego Centrum Karier, która mówi o studentach naszej Uczelni całkiem inaczej. - Po kilkuletniej współpracy ze studentami SGH mogę stwierdzić, że nie są to ludzie bezwzględni, egocentrycy, ale idealiści mający pozytywny stosunek do ludzi i wartości. Czy przez pęd do kariery i pieniędzy studenci SGH tracą szybciej wiarę w Boga? Ależ oni wcale nie dążą do kariery i pieniędzy! Dla bardzo wielu osób celem jest połączenie pracy zawodowej z założeniem rodziny! I to powoduje wiele dylematów wewnętrznych nie tylko wśród studentek, ale również studentów - mówi Iwona Bernaciak, która doradza studentom przy wyborze drogi zawodowej. Jednak zaraz zastrzega, że rozmawia z osobami, które same się do niej zgłaszają na konsultacje psychologiczno-zawodowe, więc jej wnioski mogą nie opierać się na współpracy z reprezentatywną próbą. Bo we mnie jest seks Nasze babcie byłyby zbulwersowane. Więcej osób przyznaje, że łatwiej rozmawia im się o seksie niż o swoim życiu duchowym. Podejście Kościoła do seksu, antykoncepcji i wspólnego życia przed ślubem zniechęca młodych do tej instytucji. Zgodnie z tym trendem łatwiej rozmawia się nam o tym, czego chcemy bronić. Ciężko stwierdzić, czy wiara to temat tabu, ale na pewno nie należy do tematów codziennych. - Z osobami żyjącymi dość ściśle według zasad wiary można bez problemu pomówić o Bogu, a z osobami, które uznają siebie za ateistów - o seksie. Rozmowy w przeciwną stronę powodują albo zgorszenie, albo awanturę - zauważa Piotr z I roku. Przywołany już wcześniej niewierzący Bruno mówi, że rozmowa na temat wiary to bardzo osobista i delikatna materia, w której nikt nie powinien kierować się opiniami zewnętrznymi. - Kiedyś robiłem takie błędy, próbując ludziom przedstawiać moje argumenty. Przynosiły więcej szkody niż pożytku - dodaje. Część z nas nie chce rozmawiać, bo uważa, że wiara to zbyt osobisty temat. Z kolei niektórzy "wierzący-wahający się" często po prostu się wstydzą. Są też tacy, którzy nie potrafią znaleźć odpowiednich słów. - Rozmowa o wierze to zupełnie inny ciężar gatunkowy niż o seksie. W seksie wszystko jest nazwane, nie ma takich momentów, że szukam w głowie, jak coś ująć tak, żeby mnie zrozumiano. Dużo bardziej mąci mi w głowie fakt, że ktoś bliski twierdzi, że nie wierzy, niż że np. lubi seks analny - przyznaje Magda z V roku. Nie można naturalnie stwierdzić, czy brak rozmów na temat wiary to zjawisko pozytywne czy negatywne. Można jedynie zauważyć, że temat staje się coraz bardziej trudny w czasach, gdy seks stał się "dobrym tematem na powierzchowny small-talk" (Ania, V rok) lub "tematem lajtowym, często w kontekście żartów" (Michał, IV rok). Dr Katarzyna Górak-Sosnowska z Katedry Socjologii, która prowadziła zajęcia przybliżające kulturę islamu, twierdzi jednak, że studenci SGH są otwarci na sprawy kultury i wyznania, również innych. - Na pytania dość kontrowersyjne, a dotyczące islamu, nigdy nie spotkałam się z niepoprawną politycznie odpowiedzią czy też jej zupełnym brakiem - mówi. Mateusz z IV roku, który wyznaje prawosławie, stwierdza, że reakcje na wiadomość o jego wyznaniu są jak najbardziej normalne i nigdy nie odczuł dyskryminacji. To samo zauważyli pewnie indoktrynujący często przed budynkiem Uczelni mormoni, buddyści czy wyznawcy Hare Krishna. Pokolenie e-bóg W 1998 r. Marcin Meller na łamach "Polityki" nazwał młodych "Pokoleniem Frugo". To tacy, którzy są bezkształtnym tworem, który można lepić jak plastelinę. Tacy, którzy stawiają kasę przed wiedzą, styl przed treścią, konsumpcję przed demokracją czy odpowiedź przed pytaniem. Często nadużywają kciuka do pisania sms-ów, klikając tak samo, jak robi to nakrętka od kolorowego napoju. Dziś Meller napisałby pewnie, że młodzi zamiast Boga szukają najmodniejszego bloga i wierzą, że to internet stworzył świat. Cztery lata po "Pokoleniu Frugo" Kuba Wandachowicz, Założyciel zespołu Cool Kids of Death, Nazwał współczesnych 20-latków w artykule w Gazecie Wyborczej "Generacją NIC". Schemat był podobny - duchowa pustka, brak ideałów i pełny konformizm. Świat, w którym największą świętością jest etat. A później nadszedł rok 2005 i kwiecień, kiedy media zaczęły używać określenia "Pokolenie JPII" w stosunku do osób wcześniej ochrzczonych "Pokoleniem Frugo" i "Generacją NIC". - To był chyba pierwszy raz od początku moich studiów, kiedy zdjęto wszystkie banery i na Auli Spadochronowej zrobiło się tak pusto i surowo. Na środku umieszczono mały, biało-żółty ołtarzyk. Codziennie o godz. 15 gromadziło się wokół niego naprawdę dużo osób, żeby się pomodlić. Ta ilość zdumiewała, a ciche przejęcie potęgowało niecodzienność tamtych chwil - wspomina Maciek, student IV roku, który pojechał do Rzymu na pogrzeb Jana Pawła II jednym z dwóch przygotowanych do tego autokarów. - Noc mieliśmy spędzić gdzieś na ulicy. Pamiętam, że już rozkładałem śpiwór, kiedy osoba leżąca obok podniosła kapelusz z twarzy i mnie przywitała. To był kolega z Uczelni, który przyjechał na własną rękę. A takich osób było więcej, co może świadczyć o tym, że wydarzenia tamtych dni rzeczywiście mocno nas poruszyły - opowiada. Artur z V roku mówi jednak wprost, że irytowały go pewne zachowania po śmierci papieża. - Była to bardziej ostentacja niż obrazoburcze komentarze - przyznaje. Krytycy z kolei twierdzą, że "Pokolenie JPII" jest tworem medialnym, który nie ma związku z rzeczywistością społeczną. Wersję tę potwierdzają socjolodzy i teolodzy. - Ludzie z SGH to ogromna grupa indywidualistów. Dlatego nie sądzę, aby poddali się w tamtym czasie jakiemuś bliżej nieokreślonemu, zewnętrznemu wpływowi, który "na siłę" zaklasyfikował ich jako JPII. Kto czuł żal, okazywał to na swój sposób. Kto nie czuł, ten pozostał bierny - przekonuje jednak Maciek. Nazewnictwo nie jest tu właściwie ważne, szczególnie, że terminy "pokolenie X" czy "generacja Y" są najczęściej podawane na wyrost. Tak naprawdę to, co nas łączy, to przynależność do pierwszej generacji, dla której wolność decyzji i wolność wyboru jest dana raz na zawsze i traktowana jako najbardziej naturalny stan rzeczy. Ten wybór dotyczy też wiary, choć czy jest ona kwestią wyboru, podlega też dyskusji. Richard Dawkins w książce "Bóg urojony", bestsellerze ostatnich miesięcy, podważa nie tylko sens wiary, ale i to, że jest ona przedmiotem wyboru. Jego zdaniem człowiek, jeśli nie wierzy, nie jest w stanie sam podjąć świadomej decyzji o uwierzeniu w Boga. Wątpliwym jest, że wierzący (niezależnie pod dachem jakiego kościoła), jak też ateiści czy agnostycy, wybiorą książkę Dawkinsa jako prezent gwiazdkowy. W końcu świąteczna atmosfera udziela się wszystkim. Statystyki Centrum Badania Opinii Społecznej pokazują, że ponad 80% młodych nie ufa sobie nawzajem. Zatrważające. W związku z nadchodzącymi Świętami Bożego Narodzenia życzmy sobie zatem niezachwianej wiary właśnie w czynnik ludzki. A przy okazji mówienia o wierze w SGH nie zapominajmy, że niepotrzebnie tracimy często wiarę właśnie w naszą Uczelnię. Wykresy: Wybrane wskaźniki religijności studentów SGH w świetle wyników badań „Postawy i wartości studentów SGH” zrealizowanych w 2006 r. na próbie celowej 859 studentów drugiego roku. Badania zostały zaprojektowane i zrealizowane przez zespól w składzie: prof. Elżbieta Firlit (kierownik zespołu), dr Izabela Książkiewicz, mgr Anna Kulpa, mgr Arkadiusz Łankowski, dr Katarzyna Górak-Sosnowska. Czas na miłość
Z Rektorem Kościoła Akademickiego św. Anny ks. Bogdanem Bartołdem rozmawiał Maciek Lisiecki.
MAGIEL: Jak to jest z wiarą wśród studentów? ks. Bogdan Bartołd: Róźnie… Różni są studenci, pochodzą z różnych środowisk, a zatem prezentują różne podejście do spraw wiary i religii. Z jednej strony mamy młodzież głęboko wierzącą, która przeżywa swoją wiarę w sposób świadomy i odpowiedzialny. Ta grupa studentów szuka w duszpasterstwie akademickim wsparcia i umocnienia. Potem mamy młodzież "niedzielną", która pamięta o mszy świętej, uczestniczy w rekolekcjach i od czasu do czasu przystępuje do sakramentów świętych. Na drugim końcu mamy natomiast ludzi młodych, dla których wiara nie ma w życiu większego znaczenia. To nie jest odrzucenie religii, ale pewien proces zobojętnienia, z którego przebudzenie przychodzi na ogół dopiero wraz z potrzebą uregulowania pewnych spraw w związku z chęcią przystąpienia do sakramentu małżeństwa. W moim odczuciu to ludzie, którzy w młodzieńczym buncie zagubili drogę wiary, przestali uczęszczać na katechezę. Ale mamy też wielu młodych, którzy określają się mianem pokolenia JPII. Oni odnaleźli swoją drogę do Kościoła po śmierci Jana Pawła II. To grupa osób, która w sposób świadomy, odpowiedzialny i aktywny chce przeżywać swoją wiarę i dawać o niej świadectwo. Jak liczna jest grupa studentów aktywnych i praktykujących? Osób, które systematycznie i regularnie korzystają z duszpasterstwa akademickiego jest w Warszawie może 5-6 proc. Natomiast odsetek osób wierzących i praktykujących (przystępują do komunii św., biorą udział w rekolekcjach), które starają się przeżywać obecność Boga w swoim życiu, wynosi ok. 25 proc. Posłużę się przykładem. Średnio 4,5 tys. młodych ludzi uczestniczy w mszy świętej w kościele św. Anny, ponad 5 tys. ludzi bierze udział w dorocznej pielgrzymce akademickiej, a to przecież raptem jeden ośrodek akademicki w mieście. Ta grupa aktywnych studentów nie stanowi problemu. Ten sprawia zdaje się grupa owych "zobojętniałych". Gdzie należy szukać przyczyn ich odejścia od wiary? Myślę, że przyczyny są różne. Na pierwszym miejscu wskazałbym jednak rodzinę, kwestię przekazywania wartości religijnych wśród najbliższych. Do tego dochodzi kwestia przeżywania osobistych wątpliwości związanych z wiarą, nieotrzymania w odpowiednim momencie odpowiedzi na nurtujące wiele osób pytania. Wielu młodych ludzi buntuje się też przeciw Kościołowi rozumianemu jako instytucji - Bóg tak, Kościół nie. Bardzo istotne są też globalne tendencje - świat lansuje model życia bez Boga, model nastawiony na konsumpcję, szybki sukces materialny. Młody człowiek jest nastawiony na to, by mieć, nie by być. Dlatego młodzi wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu lepszego bytu materialnego, bo ten wymiar życia jest ich zdaniem najważniejszy. Ale przecież ta fala zarobkowej emigracji w znacznym stopniu zasiliła opustoszałe kościoły choćby na Wyspach. Bo emigranci przekonali się, że nie tylko czynnik materialny ma w życiu znacznie. Moim zdaniem, wiele z tych osób zdało sobie sprawę z istoty "strawy duchowej" dopiero tam, gdzie o kontakt z polskim księdzem było znacznie trudniej niż w Polsce. Kwestia popytu i podaży? W jakimś sensie tak. A może po prostu odkrywają w sobie potrzebę posiadania, jak to ktoś pięknie ujął, zaplecza duchowego, bez którego nie da się funkcjonować w codziennym życiu. Można jednak odnieść wrażenie, że dopiero osiągnięcie wyższego statusu majątkowego skłoniło ich do zwrócenia się ku Bogu. To zbytnie uproszczenie. Tego nie da się tak jednoznacznie przełożyć. Świadomie upraszczam. Czy można zatem połączyć karierę zawodową z aktywną wiarą? Czy jest jakiś model dochodzenia do majątku z zachowaniem wierności nakazom religijnym, który można zaproponować studentowi? Wszystko zależy od sposobu, w jaki człowiek ustawi sobie hierarchię wartości. Jeżeli Bóg będzie na pierwszym miejscu, to jak to powiedział św. Augustyn, wszystko będzie na swoim właściwym miejscu. Sztuką jest ustawienie spraw materialnych w życiu w taki sposób, aby nie kolidowały one ze sprawami duchowymi. Wtedy nic nie stoi na przeszkodzie, aby chrześcijanin był człowiekiem bogatym. Również po to, żeby mógł dzielić się tym, co udało mu się zgromadzić. Moim zdaniem bardziej należy obawiać się zbytniego poświęcania się młodych ludzi w zdobywaniu środków materialnych. To dochodzenie do majątku jest dla nich zbyt absorbujące. Dają się wciągnąć w wir pracy, często rezygnują z założenia rodziny, bo nie mają dla drugiego człowieka czasu. Dochodzimy do problemu ofiary, umiejętności poświęcania się dla innych. Czy młodzi ludzie są nieskorzy do poświęceń? Powiedziałbym raczej, że wiele osób jest na to obojętnych, bo straciło pewną wrażliwość na drugiego człowieka. Z drugiej strony jednak młody człowiek jest pełen pięknych przymiotów jak otwartość, życzliwość, które wymagają tylko oszlifowania… Czyli jakie działania by ksiądz proponował? Działanie musi być jednoznaczne. Jako chrześcijanie mamy być świadkami, mamy ukazywać drogę życia, która ma sens, na której nie gubi się przyjaciół, rodziny, czy wiary w pogoni za pieniędzmi. Wartość życia duchowego to życie dla innych. Za niesamowite uznaję doświadczenia w pracy z młodymi wolontariuszami w fundacji Pro Bono, którą prowadzę. Młodzi ludzie poświęcający własny czas na opiekę nad dziećmi na letnich koloniach udowadniają, że można pracować dla innych bezinteresownie. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest łatwe, że potrzeba chęci, woli, wysiłku, a często i umiejętności rezygnacji z samego siebie, z własnych potrzeb. To nie jest nieosiągalne. Małżeństwo też jest przecież formą poświęcania się dla drugiej osoby. Jak pytam młodych ludzi, czy znajdą czas dla męża, żony, to słyszę pełne wiary zapewnienia, że jak się naprawdę kocha, to czas się znajdzie. Bo posiadają ukryte gdzieś głęboko w sobie motto, że "czas to nie pieniądz, ale czas to miłość"!
|
|
|||||||||||||