Piotr Filip Micuła

Spirala przemocy

Premiera Wołynia Wojciecha Smarzowskiego jest prawdopodobnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskim kinie historycznym po 1989 r. Reżyserowi należy oddać to, że nakręcił film historycznie uczciwy – wbrew zachwytom oczekującej skrajnej prawicy idącej w sukurs rosyjskiej propagandzie, że oto powstał antyukraiński film, który objawia „brutalną prawdę” o ukraińskich mordach na Polakach.

Kanapka z psychofanem

Przed przeczytaniem niniejszej recenzji miej na uwadze, czytelniku, dwie istotne informacje – po pierwsze, Kaczmarskiego można tylko szanować, ale można też być jego psychofanem. Po drugie – niżej podpisany należy do tej drugiej kategorii słuchaczy.

Aż poleje się krew

Miało być bez większych zmian. Cena za przejazd marszrutką z Przemyśla do Medyki wynosiła dwa złote, czyli dokładnie tyle, ile rok temu, cztery lata temu i osiem lat temu. Trochę jak u Ziemowita Szczerka – chwyciliśmy plecaki i przekroczyliśmy bramę Mordoru, elektryzowani myślą o doświadczeniu na własnej skórze rewolucyjnych nastrojów w Kijowie. Zbliżał się nowy rok i nikt nie spodziewał się, że już za kilka miesięcy Ukraina utraci Półwysep Krymski na rzecz Moskwy, a snajperzy zbroczą bruk na Majdanie krwią demonstrantów. Bo przecież miało być bez większych zmian.

Jak talent pokonał wtórność

Spektakl Klara oparto chyba na najgorszym materiale, jaki można sobie wyobrazić do adaptacji teatralnej – przeciętnie ocenianym debiucie prozatorskim Izabeli Kuny, aspirującym do swego miejsca w gatunku szeroko pojętej powieści „obyczajowej”.

Tyrmand wraca do kraju

Powrócił po 48 latach. Nie mówi po polsku, trochę odmłodniał i nie nosi już kolorowych skarpetek oraz okularów w grubej oprawce. Oczy też ma jakieś inne, większe – zdradzają go wciąż tylko semickie rysy twarzy, wysokie czoło i kruczoczarne włosy. Połamał zęby na Wall Street i nie uratował Ameryki przed nią samą, więc wraca inspirować Polaków do ratowania ich własnego kraju. Miał mieć na imię Mieczysław, po dziadku, ale ostatecznie stanęło na Matthew, bo Mieczysławów ze świecą szukać na nowojorskim Brooklynie. Warszawa odzyskała Tyrmanda – Matthew Tyrmanda, syna Leopolda.

Napisy końcowe

Seans dobiega końca. W tej chwili, Drodzy Czytelnicy, oglądacie epilog tego filmu. Wkrótce nadejdzie czas pozbierać porozrzucany po sali popcorn i wyprosić widzów drzemiących w tylnych rzędach. Na ekran leniwie wkradają się napisy końcowe. Oklasków nie będzie, bo nie przyszliśmy tutaj na festiwal filmowy. To nie Cannes, nie Berlin i nie Gdynia. Po co wobec tego te napisy końcowe? Przecież ludzie tylko czekają, aż na sali kinowej zapalą się […]

Autorytety, o rety!

W dobrym, choć nie porywającym filmie Mistrz reżyser Paul Thomas Anderson uchylił rąbka tajemnicy przemiany człowieka pod wpływem silnego autorytetu. Zdeprawowany Freddie odnajduje swojego „mentora”, który ma zadanie doprowadzić do porządku duszę zszarganą doświadczeniem miłosnego zawodu, tragedii rodzinnej i okrutnej wojny. Między bohaterami powstaje zależność mistrz-uczeń, urastająca niemal do siły związku miłosnego. Każdy autorytet ma przecież jedno, ale kluczowe zadanie – przekazywać innym […]

My, spadkobiercy Kanta i Humboldta.

Instytucja uniwersytetu w naszym dzisiejszym rozumieniu jest tym, co u zarania XIX wieku powstało w Prusach z inicjatywy ówczesnego Ministra Wyznań i Oświecenia Wilhelma von Humboldta. Tym samym myśl Kanta i Oświecenie pozostawiły nam po sobie spadek, którego lepsze lub gorsze aspekty widoczne są do dzisiaj. Jest więc nowoczesny uniwersytet przez tę ideę ukształtowany, ale też obarczony bagażem wszelkich doświadczeń XX wieku i wypaczony wszystkimi konsekwencjami egalitaryzmu i masowości […]

Gdy ruszą tramwaje…

W swoim eseju z cyklu Listy z Warszawy (Tygodnik Powszechny rok 1951) Leopold Tyrmand tak opisał zjawiska społeczne zachodzące w warszawskich powojennych tramwajach…

Jak kochać Warszawę.

A właściwie, jak ją pokochać? Stereotypowe myślenie na temat Warszawiaków dzieli ich na dwie grupy: rodowitych oraz przyjezdnych z innych miejscowości.