Dział: Felieton

Lubię poniedziałki

Budzik – 6 rano, poranki są ciężkie. Czarna kawa i kromka czarnego chleba, jeśli żołądek nie zdąży się przewrócić ze szczęścia na drugą stronę. Zmęczenie i to do list na zbliżający się tydzień przygniatają tak bardzo, że mogą przyprawić o mdłości lub zawroty głowy. Najważniejsze, żeby wstać i zacząć coś robić. Żeby przetrwać poranek, trzeba przerwać myślenie i postawić się do pionu. Żadnych pięciu minut, żadnej drzemki. Myślenie nie zawsze wychodzi na dobre.

Déjà vu

Kolejny dzień zaczyna swój bieg. Kończysz śniadanie, zakładasz płaszcz i ruszasz w drogę. Czeka na ciebie autobus, metro lub tramwaj. Jeszcze kilka kroków i jesteś na miejscu. Mija godzina albo dwie i nagle pojawia się w twojej głowie myśl: „Przecież to już się stało”. Może nawet zastanawiasz się nad tym chwilę, jednak ostatecznie stwierdzasz, że to mózg znów cię oszukuje.

Spirala przemocy

Premiera Wołynia Wojciecha Smarzowskiego jest prawdopodobnie jednym z najważniejszych wydarzeń w polskim kinie historycznym po 1989 r. Reżyserowi należy oddać to, że nakręcił film historycznie uczciwy – wbrew zachwytom oczekującej skrajnej prawicy idącej w sukurs rosyjskiej propagandzie, że oto powstał antyukraiński film, który objawia „brutalną prawdę” o ukraińskich mordach na Polakach.

Szkoda Zachodu

Stało się. Zamachy terrorystyczne w Paryżu i Nicei wystarczyły, by wywołać we Francji kryzys, jakiego nie było od lat 50. Zdążyłem wyjechać na Erasmusa do Tuluzy, a znajomi już szykują mi pogrzeb. „Bombowe” żarty przeplata szczera troska o moje życie w kraju tylu „kebabów”.

Więź

Zaczyna się od tego, że wygrywasz wyścig. Nie masz sobie równych. Genetycznych braci bliźniaków pozostawiasz daleko w tyle, łącząc się z komórką jajową swojej rodzicielki. Następnie tworzysz pierwszą bazę w życiu i stacjonujesz w niej przez dziewięć długich miesięcy.

Każdy głupi

Wielu z nas słyszało je wielokrotnie, a jeszcze częściej wypowiadało. Tyle razy i w tak różnych sytuacjach padało słowo „głupota”, że utraciło konkretne znaczenie. Zamieniło się w uniwersalny homonim, różnie interpretowany w zależności od przeżytych doświadczeń i kontekstu sytuacji, w której zostało użyte.

Stacja Warszawa

Do końca września pozostało kilka dni. Promienie wczesnojesiennego słońca przedzierają się przez okno przedziału z taką intensywnością, jakby lato chciało udowodnić nowej porze roku, że nie wypowiedziało jeszcze ostatniego słowa.

Studia – a po co to komu?

Gdy piszę ten tekst, dogasają powoli zgliszcza kolejnej już sesji. Drugie terminy za nami, pozostaje czekać na wyrok cezarów akademickiego Koloseum. Czy dadzą nam żyć i przepuszczą, byśmy za pół roku znowu mogli zawalczyć o przetrwanie, mierząc się z kartami egzaminacyjnymi?

Sen o Budapeszcie?

W ostatnich miesiącach w polskiej debacie publicznej pojawiło się dziwne uwielbienie Viktora Orbana, sprawującego od 2010 urząd premiera Węgier. Polscy sympatycy regularnie porównują jego patriotyczne i prowadzące do narodowego odrodzenia rządy z rzekomo nieudolnymi władzami naszego kraju – pozostawiona przez nie Polska w ruinie bywa kontrastowana z wizjami Budapesztu w Warszawie. Porównajmy więc oba kraje i zobaczmy, czy obraz ten jest prawdziwy.

Upadek rodziny

Świat tworzą ludzie, nie idee, nie przedmioty, nie pieniądze. Świat każdego człowieka tworzy nie on sam, lecz jego relacje z innymi. Człowiek jest istotą społeczną – funkcjonuje w grupie i również żyje dla innych, nie tylko dla samego siebie i nie dla idei.