<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>NMS Magiel</title>
	<atom:link href="http://www.magiel.waw.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.magiel.waw.pl</link>
	<description>Niezależny Miesięcznik Studentów &#34;Magiel&#34;</description>
	<lastBuildDate>Thu, 17 May 2012 10:26:58 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=</generator>
		<item>
		<title>Konferencja film.biz 2012</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/organizacje/konferencja-film-biz-2012/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/organizacje/konferencja-film-biz-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 17 May 2012 10:22:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Informacja Prasowa</dc:creator>
				<category><![CDATA[Organizacje]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=4192</guid>
		<description><![CDATA[Już 23 maja w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie odbędzie się II edycja Konferencji film.biz, poświęconej biznesowym oraz marketingowym aspektom branży filmowej. Tematyką tegorocznej edycji będzie: kondycja i perspektywy polskiej animacji, potencjał polskiego kina za granicą oraz film reklamowy.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/header.png" rel="lightbox[4192]"><img class="size-full wp-image-4193 aligncenter" title="header" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/header.png" alt="" width="1000" height="250" /></a></p>
<p>Konferencja film.biz to odbywające się cyklicznie wydarzenie skupiające najważniejszych przedstawicieli branży filmowej, twórców kina, dziennikarzy oraz rzesze kinomanów. Podczas tego cyklu spotkań uczestnicy poznają tajniki branży filmowej oraz dowiadują się o ekonomicznych szczegółach jej funkcjonowania. Słuchacze konferencji mają szansę, wspólnie z gośćmi, uczestniczyć w żywiołowych dyskusjach dotyczących kinematografii i nie tylko.</p>
<p>W tym roku nasza konferencja rozpocznie się panelem dyskusyjnym dotyczącym polskiej animacji. Nie jest tajemnicą, że polskie wytwórnie zajmujące się produkcją filmów animowanych nie są i najprawdopodobniej nigdy nie będą konkurencją dla takich gigantów jak Pixar czy DreamWorks. Jednak rodzima animacja z pewnością ma przyszłość. Tworzą ją młodzi, zdolni reżyserzy, którzy opowiedzą o tym jak wygląda w Polsce tworzenie tego typu filmów, czym różni się nasza animacja od zachodnich produkcji oraz jakie są perspektywy ekonomiczne rozwoju i szanse na osiągnięcie sukcesu w tej branży.</p>
<p>Kolejnym punktem programu będzie dyskusja o procesie tworzenia filmu reklamowego. Niewielu zdaje sobie sprawę, że stworzenie wartościowej reklamy to jedna z najtrudniejszych sztuk reżyserskich. Potrzeba nie lada talentu, aby sprawić, żeby powtarzane w nieskończoność slogany trafiły do widza. Zaproszeni goście opowiedzą o trudnościach stojących przed twórcami filmów reklamowych, a także odpowiedzą na pytanie, czy reklama może i powinna posiadać walory artystyczne.</p>
<p>Na sam koniec uczestnicy konferencji będą mogli posłuchać o perspektywach polskiego filmu za granicą. Coraz częściej możemy pochwalić się takimi ciekawymi obrazami poruszającymi współczesną, interesującą widza tematykę. Mimo to, nagradzanych na międzynarodowych festiwalach obrazów &#8222;made in Polska&#8221; próżno potem szukać w kinach w innych krajach.<br />
Jakie powinny być działania producentów dla skutecznej promocji polskiego filmu poza granicami naszego kraju? Jak powinno się kręcić filmy nad Wisłą, by ich przekaz był uniwersalny i zrozumiały dla innych społeczeństw? A może wcale nie trzeba robić kina zaangażowanego i poważnego, lecz wziąć przykład z Francuzów, których komedie (&#8222;Jeszcze dalej niż północ&#8221;, &#8222;Nietykalni&#8221;) szturmują multipleksy? Blisko dwugodzinna dyskusja z udziałem naszych gości powinna przybliżyć nas do odpowiedzi na te i wiele innych pytań.</p>
<p>Wstęp na konferencję jest wolny. Odbędzie się ona w środę 23 kwietnia w budynku C Szkoły Głównej Handlowej, obok stacji metra Pole Mokotowskie.</p>
<p>Więcej informacji: <a href="www.konferencjafilm.biz">www.konferencjafilm.biz</a></p>
<p>Kontakt dla mediów:<br />
Adam Przedpełski, koordynator Konferencji, <a href="adam.przedpelski@magiel.waw.pl">adam.przedpelski@magiel.waw.pl</a>,<br />
tel. + 48 666 600 455</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/organizacje/konferencja-film-biz-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The OWL has landed, czyli Juwenalia SGH!</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/the-owl-has-landed-czyli-juwenalia-sgh/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/the-owl-has-landed-czyli-juwenalia-sgh/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 May 2012 19:50:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Samorząd Studentów SGH</dc:creator>
				<category><![CDATA[SGH]]></category>
		<category><![CDATA[Uczelnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=4145</guid>
		<description><![CDATA[Po raz pierwszy od bardzo długiego czasu mamy przyjemność zaprosić studentów i wszystkich sympatyków Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie do Ogrodów Rektorskich, gdzie już 12 maja odbędą się oficjalne Juwenalia SGH!]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/plakat.png" rel="lightbox[4145]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/plakat-428x600.png" alt="" title="Juwenalia SGH" width="308" height="432" class="alignleft size-large wp-image-4154" /></a>Wpisany niedawno na listę zabytków Warszawy kampus Szkoły Głównej Handlowej już dawno nie był świadkiem tak wielkiego wydarzenia jak Juwenalia SGH. Tegoroczne święto żaków spędzą studenci na tyłach Budynku Głównego SGH, otoczeni budynkami największej biblioteki ekonomicznej w Polsce (ponad milion woluminów!) i przedwojennego gmachu budynku A.</p>
<p>Juwenalia SGH to wielka studencka i muzyczna fiesta, na której oprócz zaproszonymi gwiazdami goście będą mogli delektować się pyszną strawą i piwem zapewnianym przez Grupę Żywiec. Zapraszamy do zabawy razem z nami – studentami i absolwentami Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie!</p>
<p>12 maja od godz. 15.00, w Ogrodach Rektorskich SGH wielkie studenckie święto, a na nim grill, konkursy i koncerty, na których zagrają Zabili mi Żółwia, donGURALesko, Marika oraz gwiazda wieczoru, legendarny Big Cyc!</p>
<p>&nbsp;<br />
&nbsp;</p>
<p>
<h3>Plan Imprezy Juwenalia SGH 2012</h3>
<p>12.00 &#8211; 15.00 &#8211; Piknik dla pracowników SGH<br />
15.00 &#8211; 15.15 &#8211; Konkurs I<br />
15.15 &#8211; 16.45 &#8211; Zabili mi Żółwia<br />
16.45 &#8211; 17.00 &#8211; Rozdawanie koszulek, gadżetów<br />
17.00 &#8211; 18.30 &#8211; donGuralesko<br />
18.30 &#8211; 18.45 &#8211; Konkurs II<br />
18.45 &#8211; 20.15 &#8211; Marika<br />
20.15 &#8211; 20.30 – Konkurs III<br />
20.30 &#8211; 22.00 &#8211; BigCyc</p>
<p>&nbsp;</p>
<h3>Więcej informacji o artystach</h3>
<p><strong>Marika</strong>, czyli Mariola Zarębska, umiejętnie miksuje reggae, dancehall, soul oraz funk. Występowała w Teatrze Muzycznym w Gdyni oraz w Operze Leśnej podczas Festiwalu TopTrendy. Do swoich sukcesów zalicza również support Macy Grey w Warszawie. Na swoim koncie ma dwa solowe albumy, które elektryzują zarówno fanów Boba Marley’a, jak i tych oddanych polskiej scenie hip-hopowej. O jej szerokiej publiczności i niewątpliwym sukcesie na polskiej scenie muzycznej świadczyć mogą nominacje do Fryderyków (2009r.) oraz do plebiscytu Superjedynki w kategorii Debiut Roku. W sobotnie popołudnia prowadzi program Towary Kolonialne w radiu Roxy FM.</p>
<p><strong>Zabili mi Żółwia</strong> to grupa pięciu przyjaciół z Mazańcowic, którzy tworzą razem od 15 lat. Ich znajomość trwa od podstawówki i tam też stawiali swoje pierwsze wspólne muzyczne kroki. Początkowe rotacje w składzie i sporadyczne koncerty nie wpłynęły negatywnie na ich karierę. Na swoim koncie mają dwa profesjonalne albumy: „Uczucia w promocji” oraz „Twarzą w twarz”, które wpisują się w klimaty rockowo-punkowe z elementami ska. Mocnym punktem ich utworów jest rytm, ale również teksty opisujące wesołe proste historie oraz znane każdemu problemy.</p>
<p>DGE, Dj Dziadzior, Don zachodnich stron, Zaklinacz Deszczu. Można by tak długo wymieniać, gdyż najczęściej znany, jako <strong>donGURALesko</strong> Piotr Górny ma niezliczoną ilość pseudonimów. Styl, jaki reprezentuje, ludzie z branży określają, jako braggadacio, lecz dla słuchaczy najważniejszy jest chropowaty wokal, który trudno pomylić z czymkolwiek innym. Nie sposób będzie się oprzeć mocnym bitom i nie kiwać w ich rytm.</p>
<p>Jako gwiazda wieczoru w Ogrodach Rektorskich Esgiehu wystąpi nie kto inny jak <strong>Big Cyc</strong>! Trudno wyobrazić sobie Polaka, który nie zna refrenu, choć jednej z ich piosenek. Już od powstania zespołu pod koniec lat osiemdziesiątych kontrowersyjne okładki ich albumów, tytuły piosenek i odważne teksty nie pozwalają przejść obok siebie obojętnie. Kto by pomyślał, że ekipa łódzkich studentów organizująca swój pierwszy koncert na happeningu pod nazwą &#8222;Uroczysta akademia z okazji 75-lecia wynalezienia damskiego biustonosza&#8221; stanie się ikoną polskiego rocka. Do ich najpopularniejszych utworów możemy smiało zaliczyć Makumbę, Facet to świnia i Dres.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/the-owl-has-landed-czyli-juwenalia-sgh/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Może mam szczęście?</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/moze-mam-szczescie/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/moze-mam-szczescie/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 May 2012 18:59:50 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Adam Przedpełski, Jakub Purski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Magiel 130 - kwiecień 2012]]></category>
		<category><![CDATA[SGH]]></category>
		<category><![CDATA[Uczelnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=3879</guid>
		<description><![CDATA[Czy SGH powinna zrobić rachunek sumienia? MAGIEL rozmawia z prof. Janiną Jóźwiak, byłą rektor SGH i jedną z najważniejszych kobiet w świecie polskiej nauki.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/KPRP_20111214_WG_157_BW.jpg" rel="lightbox[3879]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/KPRP_20111214_WG_157_BW-300x200.jpg" alt="" title="Wręczanie nagród, fot. Wojciech Grzędziński" width="300" height="200" class="alignleft size-medium wp-image-3882" /></a></p>
<p><strong>Magiel: Niedawno została Pani uhonorowana Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W uzasadnieniu podano “za wybitne zasługi w pracy naukowo-badawczej, dydaktycznej i społecznej oraz za popularyzowanie nauki w Polsce i na świecie”. Dlaczego to właśnie Pani przyznano to odznaczenie?</strong><br />
<strong>prof. dr hab. Janina Jóźwiak:</strong> Oczywiście Krzyż otrzymałam nie za jedno konkretne osiągnięcie, tylko za szereg działań i przedsięwzięć, w których uczestniczę od wielu lat. Od dawna byłam zaangażowana nie tylko w pracę naukową, ale również w działalność na rzecz udoskonalania szkolnictwa, zarówno wewnątrz Uczelni, jak i w środowisku krajowym i międzynarodowym. Myślę, że w tym przypadku ważniejsza była suma różnego typu działań organizacyjnych – przy założeniu, że moja pozycja naukowa też nie jest zła.</p>
<p>&nbsp;<br />
<strong>Czy istnieje zatem jakieś osiągnięcie, z którego jest Pani szczególnie dumna?</strong><br />
Ciągle największym osiągnięciem pozostaje bycie rektorem Szkoły Głównej Handlowej. Nic tego nie przebije, nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Był to mój ogromny sukces. Już wcześniej brałam udział w wielu przedsięwzięciach o charakterze naukowym, pracowałam także nad koncepcjami reformowania struktury Szkoły. Było to konsekwencją różnych towarzyskich i quasi-towarzyskich spotkań jeszcze pod koniec lat osiemdziesiątych, w ramach podziemnej Solidarności. Objęcie pozycji rektora i zarządzanie tak ogromną instytucją diametralnie różni się jednak od zwykłej pracy na Uczelni. Uznaję to za fascynujące doświadczenie, bo trafił mi się okres, kiedy wprowadzaliśmy istotne zmiany, które zaważyły na przyszłości SGH.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Czy bycie rektorem teraz jest trudniejsze niż w latach 90-tych?</strong><br />
Nie da się porównać tych okresów. Tamte czasy były z jednej strony trudniejsze, bo wchodziliśmy w zupełnie nowy system edukacji wyższej w Polsce. SGH było wówczas w awangardzie reformatorów szkół wyższych, był to okres wielu zmian i towarzyszących im napięć. Z drugiej strony był to również czas ogromnego entuzjazmu wśród ludzi. Natomiast teraz, gdy jest dużo spokojniej, uwydatniły się wyraźne podziały pomiędzy różnymi grupami interesów. Obawiam się, że Szkoła, zamiast stać się pewnym modelowym przykładem dla nowoczesnej uczelni, przekształca się w ciało powstałe w efekcie wygodnego kompromisu między różnymi zainteresowanymi stronami.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Każdy ciągnie w swoją stronę&#8230;</strong><br />
W dużym uproszczeniu tak. Nakłada się na to jeszcze pewna zachowawcza postawa w kwestii braku jasnej wizji. Duża część środowiska preferuje zachowanie status quo. Dobrze się w tym czujemy, każdy znajduje swoje miejsce i tak jest „fajnie”. W tym sensie praca władz szkoły jest utrudniona, bo musi rozbijać takie grupy interesów, zamiast dążyć w jednym, wyznaczonym kierunku. Reforma zawsze musi się wiązać z jakimś konsensusem, a znalezienie takiej zgody wśród sprzecznych interesów jest niezwykle trudne. Niełatwo jest przekonać ludzi, że takie rozwiązanie ma sens. To są nieporównywalne rzeczy i być może teraz jest trudniej, bo brakuje entuzjazmu, poczucia, że robimy coś wspólnie, dla dobra ogółu i dla przyszłości. Brakuje tamtejszego idealizmu.<br />
&nbsp;<br />
<strong>A więc nie planuje Pani Profesor powrotu?</strong><br />
Nie. Myślę, że na różnych etapach życia trzeba pełnić różne funkcje. Inaczej człowiek łatwo ulega przekonaniu, że jest najlepszy i niezastąpiony. Dla takiej instytucji jak uczelnia zawsze potrzebna jest świeża koncepcja, nawet ktoś najbardziej otwarty i kreatywny może łatwo wpaść w przekonanie, że jego pomysły są najlepsze. Jeśli chodzi o mnie to uważam, że wchodzenie do tej samej rzeki nie byłoby słusznym rozwiązaniem.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Czy studenci SGH teraz mają więcej możliwości niż 10-15 lat temu?</strong><br />
Z pewnością tak. Upowszechnienie współpracy z zagranicznymi uczelniami i łatwość wyjazdu w ramach Erasmusa oraz innych programów wymian daje studentom ogromny wybór, który kiedyś nie był dostępny. Jeśli jednak chodzi o sam program studiowania to myślę, że ze względu na większe usztywnienie programowe możliwości są mniejsze. Co prawda pojawiło się wiele nowych kierunków i specjalizacji, co z zewnątrz wygląda dobrze, ale w istocie oznacza „szatkowanie” programu i w związku z tym pewne usztywnienie. Pierwotna koncepcja była taka, że studenci nie musieli w ogóle deklarować, na jakim kierunku studiują. Był on jedynie efektem zbioru przedmiotów wybranych przez studenta. Niemniej w porównaniu z wieloma innymi uczelniami studenci SGH i tak mają dużą swobodę. I powinni to docenić.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Ostatnio wiele się mówiło o przywróceniu struktury wydziałowej, jednak projekt przepadł na głosowaniu Senatu SGH.</strong><br />
Prawdę mówiąc bardzo się z tego cieszę. Od początku byłam przeciwna temu kierunkowi zmian, bo to oznaczałoby trzy kroki wstecz. Nie tylko w stosunku do tego, jak była zorganizowana szkoła dotychczas, ale również do tego, jakie są trendy w systemie edukacji wyższej w ogóle. Dziś odchodzi się od wydziałów, tworzy się luźne struktury, nawet dużych instytucji jakimi są „klasyczne” uniwersytety. A już w tak jednorodnym środowisku jak SGH, to naprawdę można to inaczej rozwiązać.<br />
&nbsp;<br />
<strong>To oznaczałoby przyznanie się do błędu. Odwrócenie się od wcześniejszych osiągnięć.</strong><br />
Wydaje mi się, że teraz jest czas na to, żeby zrobić bardzo gruntowny rachunek sumienia z tego, jak wygląda nasz system dydaktyki i jak bardzo odbiega od koncepcji pierwotnej. Różne zmiany strukturalne spowodowały rozmontowanie tamtego systemu. Oczywiście wcale nie musi być on idealnym rozwiązaniem na aktualne czasy i istnieje potrzeba refleksji, a także zastanowienia się, co działa źle i dlaczego tak działa. Powrót do przestarzałych rozwiązań wydaje się w tym momencie pochopny. Musimy się zastanowić, czy tak funkcjonująca struktura dydaktyczna Szkoły odpowiada naszym współczesnym oczekiwaniom. Naszym obowiązkiem jest dopilnowanie tego, że użyję wyświechtanego zwrotu, aby SGH była uczelnią na miarę XXI stulecia. Tymczasem to, co wymyślono to powrót do rozwiązań sprzed trzydziestu paru lat! Dla mnie to było przerażające. Ale być może wśród decydujących o losach szkoły jest zbyt dużo 60-latków.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Czy uważa Pani, że studia powinny być płatne? W końcu studia w Stanach Zjednoczonych, gdzie obowiązują opłaty, są bardziej prestiżowe.</strong><br />
Uważam, że studia powinny być odpłatne, jednakże pod wieloma warunkami gwarantującymi wsparcie dla najlepszych czy dla najuboższych. W Stanach Zjednoczonych wiodące uniwersytety są bardzo drogie i elitarne. Można powiedzieć, może trochę na wyrost, że służą one do reprodukowania tych samych elit. To również niedobre rozwiązanie, biorąc pod uwagę rozziew między niektórymi grupami społecznymi w Ameryce. Z drugiej strony jest tam wiele korzystnych rozwiązań. Na przykład w stanowych uniwersytetach mieszkańcy stanu nie płacą czesnego, tylko są opłacani przez władze lokalne. Istnieją też <em>community colleges</em>, które są również utrzymywane przez władze stanowe. Funkcjonuje rozbudowany system redukcji czesnego i stypendiów różnego typu.<br />
&nbsp;<br />
<strong>U nas pojawia się pomysł bonu edukacyjnego.</strong><br />
I jest to dobry pomysł, ponieważ zakłada, że to właśnie człowiek decyduje, na jakiej uczelni zrealizuje swój bon. Nie jest to system algorytmiczny, który uzależnia finansowanie uczelni czy części dydaktycznej proporcjonalnie do liczby studentów, co ogranicza wpływ kryterium jakościowego. Niemniej sam fakt płacenia za studia wydaje mi się ważny. Mimo wszystko jest to inwestycja we własny rozwój, prawda? Poza tym, wbrew pozorom, jest to jakiś czynnik wyrównywania szans. Obecny system oznacza, że tak naprawdę państwo dofinansowuje tych zamożniejszych. Ludzie z małych ośrodków, z małych miejscowości, kończący słabsze szkoły, nie dostają się na studia dzienne, tylko idą na płatne niestacjonarne, gdzie edukacja jest na niższym poziomie. Ten „mechanizm bezpłatności” wcale nie gwarantuje powszechnego dostępu. Dobrze skonstruowany system odpłatności za studia mógłby prowadzić do stworzenia równych możliwości studiowania, bez względu na stopień zamożności.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Jest Pani liderem merytorycznym projektu pod nazwą „Foresight Akademickie Mazowsze 2030”. Jakie cele przyświecają tej inicjatywie?</strong><br />
Celem jest zarysowanie scenariuszy rozwoju edukacji wyższej w regionie  Warszawy i Mazowsza z uwzględnieniem roli uczelni we wspieraniu rozwoju regionu, jego innowacyjności i konkurencyjności.<br />
&nbsp;<br />
<strong>I jak wyglądają te prognozy?</strong><br />
Zaproponowaliśmy trzy scenariusze, w zależności od warunków, w jakich będzie funkcjonować polskie szkolnictwo wyższe. Jeden z nich, zdecydowanie negatywny, choć niestety realny, zakłada kiepskie uwarunkowania ekonomiczne i niestabilną sytuację gospodarczą oraz bierną postawę środowiska akademickiego. Według tego scenariusza szkolnictwo wyższe w Warszawie i na Mazowszu pozostanie na tym samym poziomie, w jakim jest w tej chwili, czyli w czwartej, piątej setce różnych rankingów. Tę prognozę nazwaliśmy scenariuszem „światła odbitego”. Oznacza to tyle, że będziemy jedynie korzystać z osiągnięć innych ośrodków. Drugi scenariusz zakłada, że sytuacja ekonomiczna będzie stabilna, państwo będzie w stanie powolnego, ale stałego rozwoju i wystąpią próby nadganiania Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Jednocześnie będzie występował opór w środowisku, co skończy się tym, że powstaną systemy edukacji dwóch prędkości.<br />
&nbsp;<br />
Z jednej strony wykształci się elitarna grupa uczelni, czy też wydziałów, z dobrą pozycją międzynarodową, ale cały system szkolnictwa pozostanie na miernym poziomie. I ostatni scenariusz – „Czerwonej Królowej”.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Skąd ta nazwa?</strong><br />
Czerwona Królowa to postać z <em>Alicji w Krainie Czarów</em>. W powieści Czerwona Królowa szachów, biegnąc bez przerwy wraz ze zmieniającym się otoczeniem, mówiła, że <em>jeśli biegniesz szybko, to pozostajesz w miejscu. Żeby biec szybciej niż inni, musisz biec z całych swoich sił, czyli dwa razy szybciej</em>. Chodzi tu o relatywizm rozwoju. Leigh Van Valen przeniósł to określenie na grunt ekologii twierdząc, że drapieżniki stają się szybsze i bardziej agresywne, bo ich ofiary stają się szybsze i sprytniejsze. Obie strony wzajemnie napędzają swoją ewolucję. Scenariusz „Czerwonej Królowej” zakłada, że potrzebne jest pchnięcie oznaczające nie tylko wzrost finansowania, ale i nowe strukturalne rozwiązania. W tym scenariuszu proponujemy, żeby na bazie najlepszych uczelni w Warszawie utworzyć jeden wspólny Uniwersytet Europy Środkowej. Posiadałby on znaczącą masę krytyczną, gwarantującą wysoki poziom badań i edukacji, a także byłby centrum współpracy z siecią innych mniejszych uczelni w regionie mazowieckim i poza nim. Taki uniwersytet byłby konkurencyjny wobec innych uczelni europejskich, stanowiłby tez pewien wzorzec współpracy edukacji wyższej z otoczeniem gospodarczym i społecznym, wspierając tym samym rozwój cywilizacyjny Polski, wzrost innowacyjności, konkurencyjności, itp. Być może jest to nieco zbyt idealistyczna wizja.<br />
&nbsp;<br />
<a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/afl_1572_31.jpg" rel="lightbox[3879]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/afl_1572_31-1024x682.jpg" alt="" title="Prof. Janina Jóźwiak przyjmuje order z rąk Prezydenta Bronisława Komorowskiego, fot. materiały prywatne" width="512" height="341" class="aligncenter size-large wp-image-3883" /></a><br />
&nbsp;<br />
<strong>Co zatem stanie się z polskimi uczelniami wyższymi? Wszyscy słyszeliśmy o nadchodzącym tsunami demograficznym. Niedługo maturzystów będzie kilkadziesiąt procent mniej, niż jeszcze parę lat temu. SGH może to nie dotyczy, ale mniej popularne szkoły wyższe mogą tego nie przetrwać.</strong><br />
Co jeśli tego nie przetrwają?<br />
&nbsp;<br />
<strong>Studenci sobie poradzą, ale co się stanie z kadrami? Profesorowie tytularni będą uczyć w liceach?</strong><br />
Nie mam zielonego pojęcia. Po pierwsze powiedzmy głośno, że nawet gdyby część kadr wypadło, to nic złego się nie stanie. Przy założeniu, że zadziałają kryteria jakościowe, to najlepsi bez problemu przetrwają. Jednak wydaje mi się, że to tsunami stosowane jest jako straszak. Oczywiście rynek stanie się trudniejszy. Gdy w bardzo krótkim czasie nastąpił skok liczby studentów z siedmiuset tysięcy do dwóch milionów, to uczelniom działo się bardzo dobrze. Niestety wiązało się to z obniżeniem jakości edukacji, przynajmniej w pewnym sektorze. Mimo wszystko całość stanowi pozytywny trend i lamentowanie, że tegoroczni absolwenci uczelni wyższych wiedzą mniej niż przedwojenni maturzyści, uważam za trochę zabawne. Na tym to właśnie polega! Czasy się po prostu zmieniły. W Stanach wskaźnik skolaryzacji wynosi 70 proc. Teraz panują inne warunki i uczelnie mają doskonałą okazję do rozwoju, by zbudować coś nowego. Jeśli mamy mniej studentów, to co stoi na przeszkodzie wprowadzeniu na przykład systemu mentorskiego? Pracownicy, mając mniej wykładów, mieliby więcej czasu na zajmowanie się studentami. W warunkach większej konkurencji uczelnie muszą dostosować swoją ofertę do rzeczywistych potrzeb.<br />
&nbsp;<br />
Pamiętajmy również, że mamy w Polsce olbrzymią przestrzeń dla tego, co nazywa kształceniem ustawicznym. To są wszystkie studia podyplomowe, różnego typu kursy, treningi dla ludzi, którzy są już na rynku pracy i chcą aktualizować swoją wiedzę. Polska jest na szarym końcu, jeśli chodzi o ten tryb kształcenia. W Wielkiej Brytanii około 60 proc. ludzi pracujących uczestniczy w różnych systemach dokształcania. W nowoczesnej gospodarce  kluczową kwestią staje się tzw.  lifelong learning. Jest to nie tylko kształcenie ustawiczne, ale także metoda dostosowywania się do zmieniających się wymagań rynku pracy, który współcześnie przekształca się niezwykle dynamicznie. Nikt nie powinien liczyć na to, że całe życie zawodowe spędzi w jednym tylko miejscu pracy. Możliwość kontynuowania kształcenia w dowolnym momencie, np. według modelu „licencjat –praca – powrót na uczelnię” będzie zyskiwać na znaczeniu. Dlatego uczelnie powinny mieć obowiązek akceptowania wiedzy nabytej przez studenta podczas aktywności zawodowej. Teraz, gdy uczelnie nie będą obciążone wielką liczbą studentów, gdy zrobi się pewien luz, jeśli chodzi<br />
o czas i przestrzeń, pojawia się okazja, aby zmienić nasze podejście do szkolnictwa wyższego. A jeśli zniknie jedna czy druga słabsza uczelnia to ja nie będę płakać, bo to będzie oznaczało, że nie umiała sobie poradzić.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Co zatem powinniśmy zrobić, aby zachować jakość dyplomu SGH? Jaki jest teraz największy problem naszej Uczelni?</strong><br />
Fragmentacja programu nauczania. Zawsze mi się marzyło, żeby zamknąć cały program nauczania w SGH w dwóch obszarach – ekonomia i zarządzanie z możliwością swobodnego kształtowania zawartości. W tej chwili program Szkoły jest podzielony na małe kawałeczki – specjalności, które nie wiadomo jak się do siebie mają. Część z nich nie jest wybierana przez studentów, bo nie oferują niczego atrakcyjnego. Z drugiej strony powoduje to usztywnianie całego procesu nauczania i takie odejście od pewnej interdyscyplinarności w ramach tego, czego nauczamy w SGH. To jest problem, który pojawia się również w badaniach naukowych – wydzielanie swoich własnych kawałeczków, na których się uprawia poletko z coraz to większą starannością. Oczywiście te kwiatki rosną coraz ładniej, ale jak to się ma do reszty świata?<br />
&nbsp;<br />
Jest jakiś problem z zarządzaniem uczelnią, którego nie potrafię zdefiniować. Z perspektywy pracowników naukowych, szczególnie tych młodszych, Szkoła jest bardzo nieprzyjazna w zupełnie podstawowych administracyjno-organizacyjnych kwestiach. Uważam też, że SGH za mało wspiera i szanuje ludzi o znaczących osiągnięciach naukowych. Jeśli ktoś publikuje, ma pozycję w świecie nauki, to Szkoła się z tym nie liczy, ani w sensie finansowym, ani w ”awansowym”. To są te słabości, z których należy się wyrwać. Bez inwestowania w tych najlepszych trudno podnieść poziom kształcenia i renomę uczelni. Jeśli chodzi o strukturę to często podawałam przykład Uniwersytetu Bocconi w Mediolanie, który odszedł od struktury wydziałowej i wprowadził system podobny do tego, co my w latach 90-tych. Utworzono szkołę licencjacką, magisterską, doktorską oraz szkołę biznesu dla kadry menedżerskiej. Jest to model studiów ekonomiczno-biznesowych, które odbywają się nie na wydziałach, tylko obejmują liczne specjalności. Nie wiem na ile możliwe jest to do wprowadzenia w naszych warunkach, ale taki system promuje otwartość uczelni z jednej strony<br />
i elastyczność z drugiej.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Zostawiając jednak kwestie związane z Uczelnią i szkolnictwem wyższym chcielibyśmy się dowiedzieć, czy w gąszczu tych wszystkich obowiązków starcza Pani Profesor czasu na rozwijanie własnych zainteresowań?</strong><br />
Z tym rzeczywiście nie jest najlepiej. Czasami mam wrażenie, że robię za dużo rzeczy na raz. Foresight, kierowanie Instytutem, Narodowe Centrum Nauki, European Research Council&#8230; Lista rzeczy, w które jestem zaangażowana jest bardzo długa.<br />
&nbsp;<br />
<strong>A jak to się stało, że zainteresowała się Pani demografią?</strong><br />
Gdy zapytano prof. Tatarkiewicza dlaczego zajął się filozofią to odpowiedział, że przez przypadek (śmiech). Ze mną też tak było. Gdy kończyłam ekonometrię, bo tak nazywał się wtedy kierunek ilościowy, to tematyka demografii zupełnie mnie nie interesowała. Doktorat napisałam również z ekonometrii, konkretnie z modelowania dynamiki struktur. Wtedy okazało się, że moja praca ma bardzo fajne zastosowanie w modelowaniu struktury ludności. Do pójścia w tym kierunku namówiły mnie dwie osoby – prof. Koźniewska, mój promotor pracy doktorskiej, która zajmowała się łańcuchami Markowa i prof. Holzer, który dotknął trochę naukowego świata i wiedział, że modelowanie struktury ludnościowej ma przyszłość. Okazało się, że trafiłam w obszar, który był wówczas aktualny. Dzięki temu szybko udało mi się dotrzeć do naukowców za granicą i mieć odpowiednie towarzystwo do współpracy.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Jest Pani jedną z najwybitniejszych kobiet w polskim środowisku naukowym. Jak wygląda pozycja kobiet w świecie akademickim? Czy można tutaj mówić o pewnej asymetrii?</strong><br />
W sensie ilościowym na pewno, ale taka asymetria występuje wszędzie na świecie. Wynika to z kulturowego i historycznego pojmowania ról kobiet i mężczyzn. Trzeba pamiętać, że zaangażowanie się w karierę naukową zawsze odbywa się kosztem życia prywatnego i rodzinnego. Niemniej, nie jest to bariera nie do przekroczenia. Kariera naukowa jest o tyle gorsza, z punktu widzenia życia rodzinnego, że naukowiec nigdy nie jest na etapie „dobrze, skończyłem pracę, mam święty spokój”. Zawsze jest „coś”. Ta praca jest cały czas z człowiekiem, nie ma takiej możliwości, żeby się od niej oderwać. Stopień zaangażowania jest bardzo wysoki. Na pewno dla kobiety jest to trudniejsze. Jednak istnieje też sporo mitów. Być może jest to specyfika nauk społecznych, ale tam jest przeważający udział kobiet na wszystkich szczeblach kariery naukowej. Co prawda im wyższy szczebel, tym ta proporcja kobiet jest mniejsza. W Polsce kobiety stanowią około 17 proc. kadry profesorskiej i  ten odsetek stale wzrasta. Żeby osiągnąć sukces, niezależnie od płci, trzeba trafić na odpowiednie środowisko naukowe. Dużo mówi się o tym, że młodzi ludzie są sekowani, że starsi nie dopuszczają do niektórych projektów czy badań, albo nawet wykorzystują ich pracę. To się zdarza, szczególnie tam, gdzie praca polega na przeprowadzaniu badań w laboratorium. Potem patron dopisuje się jako autor czy współautor i w środowisku jest to zupełnie akceptowane. Oczywiście są miejsca, gdzie młodzi doktorzy mają bardzo dobre warunki. Jak zostałam rektorem, byłam drugą czy trzecią kobietą na takim stanowisku w powojennej historii Polski! Zostało to jednak przyjęte zupełnie naturalnie, zarówno przez Szkołę, jak i przez środowisko.<br />
&nbsp;<br />
Z drugiej strony słyszałam opinię rektor z jakiejś technicznej uczelni, że jest izolowana i nadmiernie krytykowana jako kobieta. Być może to sprawa środowiska i osobowości. Osobiście przez całą karierę ani przez chwilę nie odczułam różnicy w traktowaniu pomiędzy mną a kolegami przez moich szefów. No, może na początku prof. Romaniuk, gdy prosił o herbatę, zawsze trafiało na mnie (śmiech). Jednak mnie to nie raziło. Nigdy nie byłam feministką. Może mam szczęście, albo nie przywiązuję uwagi do drobiazgów.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Zatem jakie ma Pani marzenia?</strong><br />
To, co powiem, zabrzmi po prostu banalnie. Mówiliśmy o tym, że brakuje mi czasu. Chciałabym mieć spokojny miesiąc z rodziną, bez Internetu. A tak naprawdę to brakuje mi czasu na to, aby skupić się porządnie na pracy naukowej. Już wkrótce planuję zabrać się za napisanie wraz z młodzieżą podręcznika do metod analizy demograficznej. Kilka lat temu, wraz z prof. Podgórskim, udało mi się napisać książkę do statystyki od podstaw. Publikacja ta, ku mojemu zdumieniu, została ostatnio wznowiona po raz siódmy. To miłe, że trafiła do kanonu. Dlatego tym razem planuję podejście do podręcznika z demografii. Oczywiście mam jeszcze parę miejsc, które chciałabym odwiedzić.<br />
&nbsp;<br />
<strong>Na przykład?</strong><br />
Zawsze chciałam pojechać do Australii. Na szczęście udało mi się zwiedzić spory kawałek świata, również w związku z wyjazdami służbowymi. Każda konferencja poza granicami była okazją do podróży. W tej chwili nie jest to problem, ale w końcu lat 80-tych, kiedy uzyskanie pozwolenia na opuszczenie kraju było bardzo trudne, możliwość uzyskania paszportu służbowego była ogromną atrakcją. To przynajmniej trochę rozjaśniało szarą rzeczywistość PRL-u.<br />
&nbsp;<br />
&nbsp;</p>
<p style="padding-left: 30px;"><strong>Sylwetka prof. dr hab. Janiny Jóźwiak</strong><br />
Urodzona 15 lutego 1948 – polska ekonomistka, profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i jej rektor w latach 1993-1999, a obecnie dyrektor Instytutu Statystyki i Demografii. W latach 2008-20010 pełniła funkcję wiceprzewodniczącej Komitetu Polityki Naukowej i Naukowo Technicznej Rady Nauki, była także przewodniczącą Rady Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w latach 2004-2008, wiceprzewodniczącą Komitetu Badań Naukowych oraz przewodniczącą Zespołu Nauk Ekonomicznych, Społecznych i Prawnych w latach 2000-2004. Profesor Jóźwiak sprawuje również funkcje eksperckie w organizacjach międzynarodowych (np. w European Research Council oraz Komisji Europejskiej). Przedmiotem jej zainteresowań naukowych są modelowanie dynamiki ludności, ilościowe metody analizy demograficznej, analiza ekonomicznego kontekstu zachowań demograficznych, konsekwencji zmian struktur demograficznych, a także problemy systemów edukacji wyższej i zarządzania badaniami naukowymi. Do tej pory opracowała ponad 120 prac z tej dziedziny, jak również z zakresu statystyki i ekonometrii.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/moze-mam-szczescie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Start-up w 24 godziny</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 22:50:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Maciej Simm</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno na białym]]></category>
		<category><![CDATA[Magiel 130 - kwiecień 2012]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=4002</guid>
		<description><![CDATA[Gdzie się rodzą najlepsze pomysły na startupy? Często na imprezach skupiających środowisko programistów. Przykład? Tak się narodził facebookowy like button.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw01.jpg" rel="lightbox[4002]"><img class="size-large wp-image-4003 aligncenter" title="hackwaw01" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw01-800x531.jpg" alt="" width="800" height="531" /></a></p>
<p>Mateusz przysiadł się do mnie zrezygnowany zwieszając głowę nad klawiaturą swojego MacBooka. Jego zespół się poddał. Zebrali zabawki, wyłączyli serwer, poszli do domu. Ponad 15-godzinna walka z kodem źródłowym skończyła się o 5 nad ranem. Za oknem 12-piętrowego wieżowca <em>Zebra Tower</em> budzi się do życia w ten niedzielny poranek zaspana Warszawa. Czas się zregenerować. Właśnie przyjechały świeże kanapki. Wczorajsza pizza zeschła się już tak mocno, że trudno ją ugryźć.</p>
<p><strong>Hack Marathon</strong></p>
<p>Jesteśmy na Hackwaw. Hackwaw to hackathon &#8211; konkurs na wymyślenie, zaprogramowanie i przedstawienie prototypu działającej aplikacji. A to wszystko jedynie w 24 godziny. Słowo wywodzi się z połączenia czasownika hack oraz słowa marathon. Powstało około 1999 roku. To jest też data jednego z pierwszych hackathonów znanych również jako hack day, hackfest lub codefest.</p>
<p>Zaczyna się od prezentacji. Zazwyczaj jest kilku uczestników, którzy przychodzą z gotową wizją projektu nad którym chcieliby pracować. Prezentacja musi być krótka i treściwa. Najważniejsze jest KISS &#8211; <em>Keep it simple! Stupid!</em> Trzeba ująć główną potrzebę, sposób wdrożenia, sposób zarabiania na projekcie.</p>
<p><strong>Teamwork</strong></p>
<p>Autorzy najciekawszych pomysłów zaczynają formowanie zespołu. Kogo będziemy potrzebować? Po pierwsze kogoś od back-end’u, czyli programistycznej strony naszego projektu. Potrzebny będzie też front-end’owiec &#8211; ktoś kto stworzy i zakoduje szablony graficzne dla użytkownika. Jeśli ma to być coś naprawdę dobrego, powinien mu pomagać grafik. Ale zaraz. Front-end nie jedno ma imię. Przeglądarka internetowa, tablet czy telefon &#8211; przydałby się też ktoś kto stworzy aplikację na iOS’a i Androida. Podczas rekrutowania teamu trzeba być szybkim i przekonującym.</p>
<p>Mamy już swój zespół. Pierwsza godzina walki to przede wszystkim podział pracy. Tu nie ma czasu na proces grupowy. Role są znane już po kilkunastu minutach. Z sąsiedniego pokoju ktoś krzyczy <em>czy jest na sali jakiś Javowiec</em>?!</p>
<p><strong>Zalew aplikacji</strong></p>
<p>Dla środowiska programistów i startupowiczów maratony stały się bardzo interesującymi wydarzeniami. Tworzenie aplikacji w dzisiejszych czasach jest może nie tyle łatwe, co niespotykanie szybkie. Technicznie rzecz biorąc większość projektów tworzy się w oparciu o gotowe frameworki, wśród których najpopularniejszymi są Django i Ruby on Rails. Stąd już prosta droga by stworzyć różne wersje produktu wspierające różne platformy.</p>
<p>Czy liczy się pomysł? Owszem. Ale patrząc na zalew programów w Apple Store można się pokusić o stwierdzenie, że o sukcesie decyduje często szczęście. Czas i budżet, które są potrzebne do stworzenia aplikacji spadły praktycznie do zera. Kod źródłowy jest dziś tworzony w dużej mierze metodą <em>copy-paste</em>. Dodawanie nowych funkcji sprowadza się do dodania kilku linijek kodu. Innymi słowy &#8211; większość granic technologicznych przestała istnieć. Wystarczy siąść i pisać. A że developerów na całym świecie jest sporo, to i liczba aplikacji rośnie w tempie geometrycznym. Pomysły rodzą się szybko, szybko wypadają z głowy. Hackathony są świetnymi imprezami, które pozwalają niektórym z nich zaistnieć.</p>
<p><strong>Moda zza oceanu</strong></p>
<p>Hackathony stały się bardzo popularne w Stanach Zjednoczonych. Facebook organizuje swoją serię takich eventów. Zwycięzcy mają okazję odwiedzić siedzibę firmy i pokazać się samemu Markowi Zuckerbergowi. Zazwyczaj lądują na stażu w firmie z Palo Alto.</p>
<p>Swego rodzaju siłą hackathonów jest świeżość pomysłów, które się na nich pojawiają. Jeśli pozwolić doświadczonym inżynierom współpracować z marketingowcami zazwyczaj stworzą produkt w stylu istniejącego lidera na rynku. Na hackathonie ważny jest pomysł w surowej postaci. Rzucany na ścianę jest pozbawiony zimnej kalkulacji, czy w ogóle ma szansę przynieść zysk?</p>
<p>Jednym z przykładów hackathonowych startupów jest GroupMe. Steve Martocci pracował w Glit Group (internetowy sprzedawca odzieży i sprzętów domowych w USA), gdzie podczas jednego z wewnętrznych hackathonów stworzył aplikację, która w czasie rzeczywistym śledziła transakcje dokonywane na stronie jednego z konkurentów firmy. Martocci wygrał konkurs, ale jego firma obawiając się złych konsekwencji i utraty reputacji za śledzenie konkurencji nie wprowadziła jego pomysłu.</p>
<p>Do występu na nowojorskim Disrupt NYC 2010 podłamanego Martocciego namówił jego przyjaciel Jared Hecht. Nie był programistą, obaj chcieli jednak założyć własną firmę. Ich pomysł miał być remedium na komunikację grupy znajomych podczas koncertów. Ciężko się wtedy porozumiewać, natomiast SMSy wysyłane są tylko do pojedynczych odbiorców. Chcieli stworzyć coś a’la prywatny feed wiadomości. Ku ich zdziwieniu nie było podobnej aplikacji.</p>
<p>W sali konferencyjnej usłyszeli o projekcie <em>Twillo</em>, platformie cloudowej służącej do wysyłania wiadomości głosowych i tekstowych. Przez następne 12 godzin rozwijali aplikację którą oryginalnie nazwali<br />
<em>Groop.ly</em>. Hecht zarejestrował domenę, zaprojektował logo, wydrukował 1000 sztuk wizytówek.</p>
<p>72 godziny później Martocci demonstrował projekt przed 300 osobami. Miał na to 2 minuty. Zakończył puentą &#8211; <em>Rozwiążemy problem grupowej komunikacji!</em> Za chwilę ustawiła się kolejka ludzi którzy chcieli z nim porozmawiać. W następny poniedziałek zgłosił się do nich pierwszy inwestor. W marcu 2011 użytkownicy wysłali przez usługę ponad 2 miliony wiadomości. 5 miesięcy później kupił ją Skype za około 85 milionów dolarów. Całkiem nieźle jak na 12-godzinny projekt.</p>
<p><strong>Polish story</strong></p>
<p>Popularność eventów takich jak Hackwaw w Polsce rośnie. Tego samego dnia w Poznaniu i Bielsku Białej odbywał się Hackfest &#8211; 48-godzinny hackathon. Uczestnicy Hackwaw mieli bardzo różne pomysły &#8211; od mocno specjalistycznych aplikacji kierowanych głównie dla programistów (analizator logów systemowych z mobilnym dostępem, czy dodatek do Linuxowego menadżera grafiki), poprzez gry naśladujące trend stworzony przez <em>Angry Birds</em>, aż po aplikacje przydatne w codziennym życiu (prywatny trener i asystent na siłowni, aplikacja do wyszukiwania połączeń między miastami). Część z tych projektów prawdopodobnie zostanie dokończona i opublikowana jako działające serwisy.</p>
<p>Środowisko polskich programistów jest bardzo silne. Mamy kilka renomowanych na świecie typowo start-up’owych firm programistycznych wśród których można wymienić chociażby krakowskie <em>Applicake</em>. Dominującym problemem z którym zmagają się polscy developerzy jest polski rynek. Pomimo ogromnego rozmiaru (Polska jest w końcu 38-milionowym krajem), polski Internet jest ciągle na niskim poziomie. Użytkownicy są przyzwyczajeni do darmowego contentu, niechętnie korzystają z kart kredytowych i innych systemów mikropłatności. Dlatego też większość developerów przygotowuje swoje produktów z myślą o rynku zachodnim.</p>
<p>Łyk soku ze świeżo wyciśniętych pomarańczy pozwala spędzić sen z powiek. W pogotowiu czeka też bateria energy drinków. Atmosfera na hackathonie około piątej nad ranem robi się dziwna. Niektórzy śpią gdzieś w kącie. Inni chodzą wokoło jak zombie. <em>And not a single nap was given taht day.</em></p>

<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw01/' title='hackwaw01'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw01-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw01" title="hackwaw01" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw02/' title='hackwaw02'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw02-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw02" title="hackwaw02" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw03/' title='hackwaw03'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw03-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw03" title="hackwaw03" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw04/' title='hackwaw04'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw04-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw04" title="hackwaw04" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw05/' title='hackwaw05'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw05-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw05" title="hackwaw05" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw06/' title='hackwaw06'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw06-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw06" title="hackwaw06" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw07/' title='hackwaw07'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw07-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw07" title="hackwaw07" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw08/' title='hackwaw08'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw08-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw08" title="hackwaw08" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw09/' title='hackwaw09'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw09-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw09" title="hackwaw09" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw10/' title='hackwaw10'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw10-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw10" title="hackwaw10" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw11/' title='hackwaw11'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw11-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw11" title="hackwaw11" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/attachment/hackwaw12/' title='hackwaw12'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/hackwaw12-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="hackwaw12" title="hackwaw12" /></a>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/varia/czarno-na-bialym/start-up-w-24-godziny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Studia po studiach</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/temat-numeru/studia-po-studiach/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/temat-numeru/studia-po-studiach/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 17:57:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ewa Stempniowska, Adam Przedpełski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Magiel 130 - kwiecień 2012]]></category>
		<category><![CDATA[Temat Numeru]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=3900</guid>
		<description><![CDATA[Wacław Mejbaum, wieloletni dyrektor Instytutu Filozofii Uniwersytetu Szczecińskiego, powiedział kiedyś, że <em>doktorat to w 10 proc. zdolności, inteligencja, błyskotliwość, a w 90 proc. twarda wola siedzenia na pewnej części ciała i praca</em>. A jak w praktyce wyglądają studia doktoranckie?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/doktorant.jpg" rel="lightbox[3900]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/doktorant.jpg" alt="" width="800" height="400" class="aligncenter size-full wp-image-3925" /></a></p>
<h6>Ilustracje: Wojciech kuczek</h6>
<p>&nbsp;<br />
Studia III stopnia z pozoru przypominają każdy inny poziom edukacji wyższej. Do wyboru mamy zarówno tryb stacjonarny, jak i zaoczny. Uczęszcza się na wykłady, często do profesorów znanych jeszcze z poprzednich lat studiów, a odbyte studia wieńczy się obroną napisanej przez siebie pracy dyplomowej. Niektórzy doktoranci mieszkają nawet w akademikach, chociaż trudno spotkać ich na imprezach organizowanych przez beztroskich licencjatów i magistrów. Zasadnicza różnica polega na motywacji, która kieruje młodymi naukowcami oraz etapem życia na którym się znajdują. Wraz z obroną pracy magisterskiej ostatecznie kończy się okres, w którym przygotowujemy się do <em>dorosłego</em> życia. Podjęcie następnego etapu wiąże się ze wstąpieniem na pewną ścieżkę, z której trudno zboczyć. Decyzja rozpoczęcia kolejnego stopnia studiów, oprócz wielu wyrzeczeń, oznacza również wyrażenie chęci dołączenia do intelektualnej elity kraju. Zbioru ludzi, którzy przynajmniej część życia przeznaczają na opracowywanie swojego wkładu w światową naukę. To właśnie oni mają być gwarantem rozwoju kraju i postępu, a także źródłem innowacji. Jednak prawda jest taka, że każdy ma swój powód dla którego zdecydował się na ten krok. – <em>Zawsze chciałem zrobić doktorat. Lubię się uczyć i jestem w tym dobry. Poza tym martwiła mnie deprecjacja tytułu magistra. Pomyślałem sobie, że fajnie byłoby być ten poziom wyżej</em> – mówi Artur, doktorant w Kolegium Gospodarki Światowej SGH. Wątek masowości i zmniejszonego znaczenia tytułu magistra, jako bezpośrednia przyczyna podjęcia studiów doktoranckich, często pojawia się w wypowiedziach naszych rozmówców. Podobnie swoją decyzję uzasadnia dr Piotr Pomianowski z Wydziału Prawa i Administracji UW. – <em>Zdałem sobie sprawę z tego, że doktorat będzie w moim pokoleniu tym, czym w pokoleniu moich rodziców było magisterium</em>. Dla niektórych ważna jest też możliwość pozostania na uczelni. Marta, doktorantka na jednym z wydziałów filologicznych UW, mówi szczerze – <em>Kariera naukowa zupełnie mnie nie interesuje. Doktorat jest mi potrzebny tylko i wyłącznie po to, aby zostać na uczelni i móc uczyć</em>. Nie oznacza to, że nie ma już ludzi, którzy wybierają tę drogę z powodów czysto naukowych. – <em>Mam wrażenie, że na studiach magisterskich nie zgłębiłam wystarczająco tematów, które mnie interesują, dlatego chcę kontynuować studia</em>. – twierdzi Ania, studentka II roku studiów magisterskich w SGH.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Kwalifikantor</h3>
<p>Struktura studiów doktoranckich regulowana jest zarówno przez ustawę, jak i przez wewnętrzne regulaminy poszczególnych uczelni. Wyróżniamy studia w trybie stacjonarnym, których studenci zazwyczaj planują związać swoją przyszłość z karierą akademicką oraz płatne studia niestacjonarne, które z kolei są najczęściej jedynie dodatkiem do pracy zawodowej. Zarys ogólny procesu rekrutacji prezentują przepisy ustawowe, jednak poszczególne uczelnie i wydziały wydają swoje własne uchwały rekrutacyjne. Powszechnym wymogiem stawianym przed kandydatami jest przedstawienie projektu badawczego, którym chciałby się zajmować. Dodatkowo pod uwagę brana jest również średnia ocen, dotychczasowa działalność naukowa, wartość zaproponowanego przez kandydata projektu badawczego, znajomość języków obcych, a w niektórych jednostkach większą szansę mają także kandydaci, których zainteresowania badawcze odpowiadają zapotrzebowaniom na prowadzenie określonych zajęć. Kluczowa jest rozmowa kwalifikacyjna, która właściwie decyduje o przyjęciu kandydata na studia doktoranckie, przy jednoczesnym uwzględnieniu i wcześniejszej analizie wymaganych dokumentów.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Inflacja stopnia wyższego</h3>
<p>Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w zeszłym roku rekrutację na studia doktoranckie w Polsce przeszło pomyślnie 37,492 tys. osób. Jednak te same dane każą sądzić, ze z sukcesem przewód doktorski zakończy zaledwie ułamek z nich. W tym samym roku jednostki akademickie nadały jedynie 4449 stopni doktora. Dlaczego tak niewielu się to udaje? Wydaje się, że największą winę za ten stan rzeczy ponosi łatwość z jaką można wstąpić w szeregi doktorantów. Choć istnieją wydziały, jak na przykład Wydział Prawa i Administracji UW, gdzie niektórzy chętni próbują się dostać po kilka razy, to zazwyczaj selekcja nie jest zbyt rygorystyczna. – <em>Rekrutacja polega na kilkuminutowej rozmowie. Wystarczy odpowiedzieć na kilka pytań, złożyć papiery i tyle. Dostaje się prawie każdy chętny</em> – tak o sytuacji na swoim wydziale opowiada Marta. Być może niski nakład pracy, jaki trzeba włożyć na samym początku drogi sprawia, że wiele osób szybko traci motywację. Tym bardziej, że przed doktorantami poprzeczka jest postawiona dosyć wysoko. Według prof. Jerzego Menkesa z Katedry Prawa Międzynarodowego SGH najważniejszym czynnikiem wpływającym na ewentualny sukces jest gigantyczna samodyscyplina bez której trudno wytrwać te 4 lata. – <em>Doktorat to sytuacja, w której nie wychodzi się rano do biura na te 8 godzin. Nie ma karty zegarowej, które zwiastowałaby koniec dnia roboczego. W tej sytuacji trudno zmierzyć efekty wykonanej pracy</em>.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Od lata do lata</h3>
<p>W myśl znowelizowanej ustawy doktorat trwa cztery lata, choć w uzasadnionych przypadkach istnieje możliwość przedłużenia tego okresu. Struktura studiów doktoranckich bywa bardzo zróżnicowana, biorąc pod uwagę konkretne uczelnie, a nawet ich poszczególne jednostki. Przykładem może być tutaj Uniwersytet Warszawski, gdzie różnice dostrzegalne są niemal w każdym aspekcie. – <em>O ile studia niższego stopnia są do siebie dosyć podobne, to studia doktoranckie różnią się od siebie niesamowicie. I to dotyczy wszystkiego, począwszy od sposobu rekrutacji, przez sposób funkcjonowania, sytuację finansową doktorantów, jak i możliwości dalszej pracy naukowej</em> – podkreśla Przewodniczący Samorządu Doktorantów UW, Nikodem Rycko. W Szkole Głównej Handlowej, w związku z nowymi przepisami, studia doktoranckie również trwać będą 4 lata, choć do tej pory były o rok krótsze. Z tej okazji wprowadzono całkiem nowy regulamin studiów doktoranckich. – <em>W tym regulaminie zrealizowaliśmy wszystko, aby zapewnić właściwe warunki kształcenia. Wszystko to, co wiąże się ze studiowaniem – urlopy, stypendia, wybór egzaminatorów, przedmiotów, zostało teraz uregulowane. Doktorat został upodmiotowiony w ramach prawnych, które dają mu bezpieczeństwo studiowania!</em> – podkreśla prof. Menkes, który był przewodniczącym komisji zajmującej się implementacją nowych przepisów prawnych w organizacji studiów III stopnia w SGH.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Trzy w jednym</h3>
<p>Jeśli chodzi o sam tryb studiowania, to możemy wyróżnić trzy obszary. Po pierwsze studenci studiów doktoranckich sami chodzą na zajęcia, otrzymują zaliczenia i mają obowiązek zdawania egzaminów. W niektórych jednostkach, np. w Instytucie Filozofii UW, doktoranci uczęszczają nawet na zajęcia, które przeznaczone są dla studentów studiów pierwszego i drugiego stopnia. Mogą to być dowolnie wybrane zajęcia, konwersatoria lub seminaria. Na wydziałach „eksperymentalnych” (np. Fizyki czy Chemii) przygotowywane są specjalne zajęcia dla doktorantów, a zaliczenia i egzaminy mają charakter bardziej praktyczny.<br />
&nbsp;<br />
Drugim obszarem jest dydaktyka, bowiem doktoranci nie tylko mają obowiązek uczęszczania na zajęcia, ale także je prowadzą. Do tej pory nie wszyscy doktoranci mieli ten obowiązek, zwłaszcza ci ze studiów niestacjonarnych. Poza tym na niektórych wydziałach słuchacze studiów doktoranckich nie zawsze mają możliwość prowadzenia zajęć, bowiem nie ma dla nich odpowiednich wykładów i ćwiczeń, które mogliby prowadzić. Jednak zgodnie z ministerialnym rozporządzeniem, które wejdzie w życie jeszcze w tym roku, wszyscy studenci będą mieli obowiązek prowadzenia zajęć w określonym wymiarze godzinowym.<br />
&nbsp;<br />
Trzecią sferą, którą zajmuje się student w trakcie doktoratu, jest prowadzenie badań. Zależnie od wydziału i tematu pracy badawczej, student opracowuje problem sam lub w zespole, co ma miejsce przeważnie na kierunkach eksperymentalnych – biologii, chemii, fizyce. – <em>Doktorant jest po trochu studentem, dydaktykiem i naukowcem.</em> – podsumowuje Nikodem Rycko.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Mistrz i czeladnik</h3>
<p>Sama praca przy ubieganiu się o tytuł doktora jest na tyle specyficzna, że kluczowa okazuje się współpraca doktoranta i jego promotora. Może nim być każdy samodzielny pracownik naukowy, tj. osoba ze stopniem co najmniej doktora habilitowanego. To on staje się pierwszą instancją, do której zwraca się student z prośbą o pomoc. Często zdarza się również, że to właśnie za sprawą przyszłego promotora decydujemy się na doktorat. – <em>Zachęciła mnie moja pani profesor. Pisałam u niej poprzednie dwie prace dyplomowe i dobrze nam się współpracowało</em> – mówi Marta, która jest zdania, że dobry promotor to połowa udanego doktoratu. – <em>Wciąż podrzuca mi propozycje grantów, walczy o pieniądze na badania, tu mnie pcha, tam mnie pcha. Bez niej byłoby mi dużo trudniej.</em> O tym jak ważny jest związek promotora i jego podopiecznego opowiada również prof. Menkes. – <em>Gdy student nie zdaje egzaminu, to jest to jego wina. Ale jeśli doktorant otrzymuje negatywną ocenę pracy, to jest to przede wszystkim porażka promotora.</em> Profesor, który opiekuje się swoimi podopiecznymi, trzyma w swoich rękach klucz do ich sukcesu. To właśnie on pełni zwierzchnią rolę nad pracą, którą wykonuje doktorant, ma możliwość wciągania go w orbitę wykonywanych przez siebie badań i udzielania odpowiedniej pomocy merytorycznej. Nie ma nic gorszego niż czekanie razem z innymi studentami w kolejce do swojego promotora w czasie oficjalnych konsultacji. Jednak skala lekceważenia doktorantów przez starszą kadrę profesorską wydaje się być jednym z mitów. – <em>W moim kolegium atmosfera jest bardzo dobra. Jesteśmy traktowani jako następcy, ci którzy za 10 lat przejmą schedę po odchodzących na emeryturę profesorach.</em> – tłumaczy Artur.  Nikt jednak nie ukrywa, że wraz z likwidacją stanowiska asystenta, na doktorantów spadło wiele obowiązków nie związanych w żaden sposób z pracą naukową. –<em> To są takie prace typu „przynieś, podaj, pozamiataj”. Trzeba zajmować się zakupami wyposażenia biurowego jednostki, pisać podania etc. Nie jest to specjalnie obciążające, ale nikt inny nie chce tego robić.</em> – opowiada Marta.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Głodno i chłodno</h3>
<p>Jeśli chodzi o przywileje naukowe, to teoretycznie doktoranci mają ich nawet więcej niż studenci. Do ich dyspozycji pozostaje cała gama różnych rodzajów dofinansowań, w tym najbardziej lukratywne stypendia badawcze. Także możliwości wyjazdów i wymian zagranicznych są znacznie większe Funkcjonuje również kilka typów stypendiów uczelnianych, w tym stypendia naukowe dla najlepszych studentów, stypendia rektorskie i te z dotacji projakościowej. Jednak większość naszych rozmówców za największy problem studiów III stopnia stawia ich olbrzymie niedofinansowanie. – <em>Doktoranci postawieni są w sytuacji „masz tu łopatę i buduj fundamenty polskiej nauki”.</em> – komentuje Marek, doktorant w Kolegium Analiz Ekonomicznych SGH. Z danych GUS-u wynika, że jedynie co trzeci student może liczyć na stypendium naukowe lub socjalne. W niektórych miejscach sytuacja jest wręcz dramatyczna. – <em>Stypendium naukowe na moim wydziale wynosi ok. 1100 zł, jednak z całej jednostki otrzymują je jedynie 4 osoby. W praktyce sprowadza się do tego, że jeśli któryś profesor cię nie lubi, to nie masz szans na pomoc finansową</em> – opowiada Marta. Wszystko to sprawia, że wielu doktorantów swoje studia musi łączyć z pracą zarobkową. Statystyki informują, że sytuacja ta dotyczy aż 56 proc. słuchaczy studiów doktoranckich. Nikt jednak nie liczy tych, którzy pracują w ramach umowy zlecenia i na czarno. – <em>Rzetelne podejście do doktoratu, w połączeniu z prowadzeniem zajęć i pracą na uczelni, kosztuje kilka godzin dziennie. Do tego chodzisz na wykłady i pracujesz. Trudno to wszystko połączyć</em> – uważa Marek. Wielu studentów nie jest w stanie uzyskać dochodów pozwalających na godne życie. Przewodniczący samorządu doktorantów UW, Nikodem Rycko, zwraca uwagę na ważny problem związany z niskimi dochodami wśród przyszłych doktorów. – <em>Bardzo często pozostają oni na utrzymaniu rodziców lub partnerów, co często powoduje duże rozgoryczenie.</em> Nie oznacza to jednak, że każdy przyszły doktor <em>nie dojada</em>. Jest też wielu takich, którzy radzą sobie lepiej niż na przeciętnym etacie. Z praktyki wynika, że najlepszym sposobem na odciążenie studenckiego budżetu jest postaranie się o jedno z licznych stypendiów oferowanych przez przeróżne instytucje państwowe i europejskie. Przeciętne stypendium z europejskiego Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki wynosi 3 tys. zł. – <em>Istnieje szereg możliwości ubiegania się o fundusze z dodatkowych stypendiów, z grantów promotorskich, z pieniędzy na badania i wielu innych źródeł. Paradoksalnie zdarzają się przypadki, że sytuacja doktoranta, który ma i stypendium, i grant, jest lepsza niż adiunkta</em> – twierdzi prof. Menkes.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Dezorganizacja</h3>
<p>Obok problemów finansowych młodzi naukowcy często narzekają na organizację zajęć, mimo że ta różni się w zależności od wydziału. Największe zgrzyty powoduje blok przedmiotów kształcenia kierunkowego, typowy dla odpowiedniego kierunku studiów. – <em>Studia doktoranckie, przynajmniej w SGH, mają ten sam problem, co studia magisterskie. Przychodzą na nie ludzie z różną przeszłością naukową i dlatego często dochodzi do zaniżania poziomu zajęć, tak aby były one zrozumiałe dla wszystkich</em> – mówi Artur. Częściowo zgadza się z nim dr Pomianowski – <em>Nie łatwo przygotować wykład dla kilkuset doktorantów mających bardzo różne zainteresowania naukowe i doświadczenie zawodowe, zwłaszcza tak, by z jednej strony ich zainteresować, a z drugiej nie mówić rzeczy banalnych.</em> Właśnie dlatego wielu studentów uważa zajęcia na studiach doktoranckich za stratę czasu. – <em>Nauczyłem się dużo o metodologii, prowadzeniu badań, czy recenzowaniu prac badawczych. Konkretnej wiedzy nie wyniosłem prawie wcale.</em> – komentuje Artur. Marta uważa, że dużo więcej można się dowiedzieć po prostu pisząc pracę doktorską. – <em>Dziedzina, którą się zajmuję, jest na tyle wąska, że w Polsce mało kto ma o tym pojęcie. Dlatego najwięcej wiedzy zdobywam dzięki badaniom, które przeprowadzam w kontekście mojego doktoratu.</em><br />
&nbsp;</p>
<h3>Dysertacja na pięć</h3>
<p>Obrona pracy doktorskiej następuje przed komisją, która najpierw musi podjąć decyzję, czy w ogóle dopuścić doktoranta do obrony. W przeciwieństwie do prac magisterskich i licencjackich, obrona pracy doktorskiej jest jawna i każdy może na taką obronę przyjść i zadać pytanie. Dlatego często zdarza się, że doktoranci zapraszają z tej okazji swoje rodziny, przyjaciół i inne osoby, które pomogły im w trakcie studiów doktoranckich. Na obronach pojawiają się także inni doktoranci, ponieważ chcą zobaczyć jak wygląda taka obrona. – <em>Sam byłem na kilku obronach z czystej ciekawości. Chciałem zobaczyć z czym to się je i czego można się spodziewać.</em> – mówi Nikodem Rycko.<br />
&nbsp;<br />
Aby otrzymać stopień naukowy doktora, nie wystarczy jednak tylko uczęszczać na zajęcia i zdawać egzaminy. Do skończenia studiów konieczne jest otwarcie przewodu doktorskiego, czyli procedury dopuszczającej do obrony. W celu otwarcia przewodu, oprócz napisania pracy, należy opublikować przynajmniej jeden artykuł w czasopiśmie naukowym o zasięgu minimum ogólnopolskim lub samodzielną książkę. Sama rozprawa doktorska ma być rzetelnym opracowaniem danego problemu badawczego. Kiedy jest już gotowa, powoływani są dwaj recenzenci zewnętrzni ze stopniem naukowym co najmniej doktora habilitowanego. Ich zadaniem jest ocena merytorycznej wartości dysertacji doktorskiej. Nowa ustawa tworzy także obowiązek, aby pracę recenzowali profesorowie zewnętrzni. Studenci mają możliwość pisania pracy w języku obcym, ale zgodnie z ustawą, bez względu na język pracy, obrona i tak musi odbywać się w języku polskim. Z tego powodu bardzo rzadko spotykana jest u nas praktyka powoływania recenzentów zagranicznych. Powodowałoby to problemy komunikacyjne podczas samej obrony oraz wiązało się z dodatkowymi kosztami. – <em>Na pewno nie jesteśmy w standardzie wielu krajów świata, w których praktyka recenzentów zagranicznych jest bardziej upowszechniona. W Polsce jest ona wciąż stosunkowo rzadka. Wynika to stąd, że w niektórych krajach możliwe jest, aby recenzent po zaopiniowaniu pracy nie był obecny podczas obrony. W Polsce jest to jednak konieczne</em> – informuje prof. Menkes.<br />
&nbsp;</p>
<h3>Doktor doktorowi nie równy</h3>
<p>Mimo wszystkich problemów związanych z tym trybem, popularność studiów III stopnia wcale nie słabnie. Wręcz przeciwnie. W ciągu ostatnich 20 lat liczba uczestniczących w studiach doktoranckich zwiększyła się ponad trzynastokrotnie. W roku akademickim 1990/91 uczestniczyło w nich 2695 osób, a w roku 2009/2010 liczba ta wyniosła już 35671. Według badań przeprowadzonych przez Biuro Jakości Kształcenia Uniwersytetu Warszawskiego, większość doktorantów odczuwa również dużą satysfakcję z działalności na uniwersytecie. – <em>Cenię możliwość prowadzenia zajęć oraz posiadania realnego wpływu na to, jak wyglądają niektóre przedmioty. Bardzo ważny jest dla mnie kontakt z innymi badaczami. Naprawdę mam wrażenie, że się rozwijam.</em> – mówi Bogna, doktorantka w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW.<br />
&nbsp;<br />
Co sprawia, że jedni odnajdują się na studiach doktoranckich, a inni nie? Według prof. Menkesa bardzo ważna jest świadomość tego na co się ta osoba decyduje. – <em>To musi być ktoś, kto będzie gotowy poświęcić parę lat na bardzo specyficzną działalność zawodową.</em> Kluczowa jest również pewna wizja swojej przyszłości. Umiejętność krytycznego myślenia, technika badań – tego wszystkiego da się nauczyć. Jednak bez niezachwianej wiary w siebie i w sensowność własnych działań trudno wytrwać w swoim postanowieniu. O tym czy się udało, wiadomo ostatecznie dopiero pięć minut po obronie pracy doktorskiej. Wcześniej nie sposób ocenić komu się uda, a komu nie. Zdaniem prof. Menkesa trudno jest sprecyzować zespół cech osoby predysponowanej do przebrnięcia przez studia doktoranckie. – <em>Znałem ludzi, którzy byli zdolni i pracowici, ale nigdy nie otrzymali stopnia doktora. Zabrakło im jednego rozdziału, którego nigdy nie napisali.</em> Z kolei Marek powątpiewa w słuszność decyzji wielu doktorantów. – <em>Niektórzy idą na studia doktoranckie tylko po to, żeby mieć dr przed nazwiskiem. Może za mało popularne są studia MBA?</em><br />
&nbsp;</p>
<h3>Pomysł na życie?</h3>
<p>Być może większa selekcja wśród kandydatów na studia zmieniłaby niekorzystną reputację, którą cieszą się w społeczeńśtwie słuchacze studiów III stopnia. Wielu jest zdania, że doktorat to jedynie droga ucieczki dla osób, które nie mają swojego pomysłu na życie i potrzebują usprawiedliwienia. Prawda jest taka, że mało kto żałuje swojej decyzji. Doktorat, oprócz potwierdzonego, wysokiego wykształcenia, może okazać się doświadczeniem, które całkowicie odmieni życie. Pisanie pracy uczy systematyczności, poczucia obowiązku, sprytu, efektywnego planowania czasu, kreatywności, braku tremy podczas wystąpień publicznych, a przede wszystkim umiejętności przetrwania. Doktorat, umiejętnie wykorzystany, nie musi być końcem kariery, a zaledwie jej początkiem. Pytanie brzmi: czy warto? – <em>Ja nie żałuję. Starałem się twórczo wykorzystać ten czas. Dowiedziałem się dużo o metodologii, byłem na stypendium w Chinach. Myślę, że jak wpiszę sobie to wszystko do CV to nie będzie to wyglądało na stracone 3 lata.</em> – mówi Artur. Marta uważa, że skoro dzięki doktoratowi będzie mogła pozostać na uczelni, to osiągnie zamierzony cel.  W podobnym tonie wypowiadają się też  inni. Wniosek z tego taki, że studia doktoranckie to świetny pomysł dla ludzi, którzy wiedzą jak je wykorzystać. W większości są to pasjonaci, którzy z brawurą i poświęceniem walczą z problemami trapiącymi ten typ studiów. Pozostaje jeszcze kwestia odpowiedniego docenienia ich pracy przez instytucje państwowe. Bo skoro to od młodych naukowców zależy jakość szkolnictwa i siła polskiej gospodarki, to okazuje się, że gra toczy się o najwyższą stawkę.<br />
&nbsp;</p>
<h6>* imiona niektórych bohaterów zostały zmienione</h6>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/temat-numeru/studia-po-studiach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wybory Rektorskie 2012</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/wybory-rektorskie-2012/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/wybory-rektorskie-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 04 May 2012 15:29:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Robert Bańburski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Magiel 130 - kwiecień 2012]]></category>
		<category><![CDATA[SGH]]></category>
		<category><![CDATA[Uczelnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=3872</guid>
		<description><![CDATA[Wielkimi krokami zbliżają się wybory rektora Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Kim są kandydaci? Jaka jest ich wizja zmian naszej Alma Mater? Jak wyobrażają sobie współpracę ze studentami?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/fotsy-4.jpg" rel="lightbox[3872]"><img class="alignleft size-medium wp-image-3875" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/fotsy-4-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>dr hab. prof. nadzw. SGH Stanisław Ryszard Domański<br />
Katedra Polityki Pieniężnej</h3>
<p><strong>Jak wyobraża sobie Pan współpracę z organizacjami studenckimi?</strong><br />
Współpraca z organizacjami studenckimi może przybierać wiele form i nie jest pewne, czy można je z góry zadekretować. Pewne jest jedynie, że nie można sobie w ogóle wyobrazić braku współpracy z organizacjami studenckimi, a także że rektor musi mieć ZAWSZE fundusze na wspieranie działalności organizacji studenckich.</p>
<p><strong>Jaka jest pierwsza sprawa, którą zajmie się Pan jeśli zostanie Pan wybrany na Rektora SGH?</strong><br />
Jeśli potraktować to pytanie dosłownie, to trudno powiedzieć, czy pierwszą sprawą nie będzie jakaś kalendarzowo pozostawiona przez mojego poprzednika. Mogę sobie na przykład wyobrazić, że będzie czekał stos dyplomów licencjackich i magisterskich do podpisu. Jeśli jednak uznać , że „pierwsza” znaczy „najważniejsza” to tą będzie podpisanie dokumentów powołujących „Trójjedyną SGH” – a więc powołujących trzy Wydziały – czy jak ja mówię Szkoły – Wydział Ekonomii, (Graduate School of Economics), Wydział Biznesu (Graduate School of Business), Wydział Polityki Publicznej i Prawa (Graduate School of Public Policy and Law). Zaznaczam, że obudowę prawną pod takie posunięcie mamy „prawie, że gotową”, gdyż była przygotowywana z myślą o pięciu wydziałach. Idei pięciu wydziałów z wielkim zaangażowaniem oddawał się mój konkurent do stanowiska rektora prof. Janusz Ostaszewski. Ponieważ w lutym Senat te koncepcje utrącił – pozostała na wokandzie moja, po raz pierwszy wyartykułowana i opublikowana w roku 2001!</p>
<p><strong>Co sądzi Pan o pomyśle wprowadzenia wydziałów na Uczelni?</strong><br />
Jak widać z drugiego pytania, traktuję to jako „pierwszą” sprawę do załatwienia i w sposób zamarkowany w odpowiedzi na to pytanie. Rozbudowane uzasadnienie koncepcji „Trzech Szkół” znajdujemy w „Gazecie SGH” nr 11/2011 – 02/2012.</p>
<p><strong>Jeśli wygra Pan wybory na Rektora SGH, kogo widziałby Pan jako kandydata na prorektora ds. studenckich?</strong><br />
Każdą osobę, którą wskażą studenci – i zaręczam, że z każdą będzie mi się wspaniale współpracowało.</p>
<p><strong>Co według Pana stanowi największą wartość Szkoły Głównej Handlowej?</strong><br />
Największym bogactwem i wartością Szkoły Głównej Handlowej są ludzie – KAPITAŁ LUDZKI, w całej swej różnorodności stanowiący o jej zdolności do przedstawiania różnorodnej oferty dydaktycznej i naukowo-badawczej. Nie w pełni wykorzystany, często MARNOWANY, albowiem bywa, że władzę sprawują osoby, które są gotowe poświęcić kapitał dla tzw. „polityki personalnej”. Dla dobra SGH i jej rozwoju trzeba „ cumować” do koleżeństwa, entuzjazmu, jawności, autentyczności . To nasze twarde nabrzeże „Trójjedynego” Korabia-SGH, gotującego się na podróże i podbój światowych oceanów wiedzy.</p>
<h3><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/fotsy-2.jpg" rel="lightbox[3872]"><img class="alignleft size-medium wp-image-3873" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/fotsy-2-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>prof. dr hab. Marek Bryx<br />
Prorektor ds. Rozwoju</h3>
<p><strong>Jak wyobraża sobie Pan współpracę z organizacjami studenckimi?</strong><br />
Jako normalną współpracę. Wymianę myśli i poglądów oraz odrębne, ale wspierające się działania na rzecz wspólnych celów. Jako stały, nieskrępowany proceduralnie kontakt, partnerstwo na każdym szczeblu podejmowanych decyzji, mających bezpośrednie znaczenie dla studentów. Dlatego na posiedzenia kolegium rektorskiego będzie stale zapraszany przedstawiciel studentów.<br />
Chciałbym, aby studenci czuli we mnie sojusznika podejmowanych inicjatyw, wspólnie wdrażanych zmian. Będę jednocześnie bronić ich prawa do uczestnictwa w zajęciach na najwyższym poziomie, merytorycznym i dydaktycznym, realizowanych w odpowiednich warunkach. Chciałbym, aby studenci Szkoły Głównej Handlowej, również i ci niezrzeszeni w żadnej organizacji studenckiej, byli zawsze wysłuchani, mogli zgłaszać uwagi lub rozwiązania. Z tego powodu mój adres e-mail będzie dla nich dostępny. Chciałbym, aby każdy student SGH czuł się ważnym ogniwem uczelni, dla którego i dzięki któremu uczelnia istnieje.</p>
<p><strong>Jaka jest pierwsza sprawa, którą zajmie się Pan, kiedy zostanie Pan wybrany na Rektora SGH?</strong><br />
Pierwszą sprawą będzie usprawnienie współpracy z biznesem i jej rozwój oraz przeprowadzenie reorganizacji Działu Zarządzania Nieruchomościami. Jednocześnie podejmę rozmowy ze studentami w obszarach najpilniejszych, m.in. na temat sposobu rekrutacji na studia magisterskie, potrzeby utrzymania pracy licencjackiej w jej dzisiejszej formule oraz pozostałych dotyczących zmian systemu studiowania w SGH.</p>
<p><strong>Co sądzi Pan o pomyśle wprowadzenia wydziałów na Uczelni?</strong><br />
Na posiedzeniu Senatu wypowiedziałem się i głosowałem przeciwko powrotowi wydziałów. Powrót do wydziałów cofałby nas w rozwoju i zabierał czas potrzebny na modyfikację systemu nauczania, i utrzymania przewagi konkurencyjnej. Uważam jednak, że nadzór merytoryczny Rad Naukowych Kolegiów nad kierunkami studiów jest niezbędny.</p>
<p><strong>Kiedy wygra Pan wybory na Rektora SGH, kogo widziałby Pan, jako kandydata na prorektora ds. studenckich?</strong><br />
Według mnie najlepszym kandydatem, którego najsilniejszą stroną są znakomite relacje ze studentami, jest Pan Profesor Tomasz Szapiro. Na pewno złożę mu taką propozycję!</p>
<p><strong>Co według Pana stanowi największą wartość Szkoły Głównej Handlowej?</strong><br />
Potencjał ludzki – pracownicy i studenci! Niestety nie jest obecnie w pełni wykorzystywany.<br />
W odniesieniu do pracowników chcę wdrożyć mechanizm obiektywnej i wszechstronnej oceny zaangażowania pracownika w rozwój Uczelni, a zlikwidować uznaniowość tych ocen. To powinno wyzwolić tkwiące w nich możliwości.<br />
Studentom proponuję wprowadzenie rankingu na każdym roku i kierunku studiów, co pozwoli na realizację zasady: „lepszy ma prawo, jako pierwszy, do wyboru zajęć, praktyk, staży, udziału w badaniach i ekspertyzach”.</p>
<h3><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/fotsy-3.jpg" rel="lightbox[3872]"><img class="alignleft size-medium wp-image-3874" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/fotsy-3-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>prof. dr hab. Janusz Ostaszewski<br />
Dziekan Kolegium Zarządzania i Finansów</h3>
<p><strong>Jak wyobraża sobie Pan współpracę z organizacjami studenckimi?</strong><br />
Współpraca, jak samo słowo wskazuje, oznacza pracę na zasadach partnerskich. Nie tylko umiem mówić, ale również słuchać. Stąd też postulaty zgłaszane przez organizacje studenckie będą zawsze rozważane przeze mnie, a decyzje w sprawach studenckich będą konsultowane. Chcę zwiększyć obecność studentów w gremiach kolegialnych, gdzie dyskutowane są sprawy strategiczne dla Uczelni i studentów. Nie widzę przeszkód, aby np. w kolegium rektorsko-dziekańskim był przedstawiciel studentów. Również przy opracowywaniu programów nowych kierunków należy zwiększyć udział studentów. Przecież oferta dydaktyczna jest przygotowywana dla Was!</p>
<p><strong>Jaka jest pierwsza sprawa, którą zajmie się Pan jeśli zostanie Pan wybrany na Rektora SGH?</strong><br />
Jeśli wygram wybory i dostąpię godności Rektora-elekta, to pojadę na tydzień na ryby, żeby odpocząć po ciężkiej i długiej kampanii wyborczej. Nad jeziorami, w zaciszu pięknych lasów, będę myślał i pisał receptę na uzdrowienie finansów naszej uczelni. Będę szczegółowo przygotowywał się do reformy organizacji dydaktyki, do reformy organizacyjno-strukturalnej SGH i jej odbiurokratyzowania oraz do przywrócenia SGH właściwej rangi w europejskim obszarze kształcenia.<br />
Po przyjeździe spotkam się z kilkoma osobami, które mają wpływ na zwiększenie strumieni finansowych potrzebnych do realizacji niezbędnych inwestycji.<br />
Kiedy obejmę urząd Rektora, to pierwsze spotkanie odbędzie się z prorektorami, na którym wręczę im zakres ich obowiązków, później odbędzie się długa, merytoryczna rozmowa z Kanclerzem, a następnie zaproszę przedstawicieli studentów.</p>
<p><strong>Co sądzi Pan o pomyśle wprowadzenia wydziałów na Uczelni?</strong><br />
Jestem zdecydowanie za. Należy połączyć dydaktykę z nauką, uczynić transparentne zasady zarządzania dydaktyką. Trzeba wprowadzić jasne zasady odpowiedzialności za jakość pracy w sferze naukowo-dydaktycznej oraz rozpocząć budżetowanie w podziale na podstawowe jednostki organizacyjne. Wydziały powinny mieć dużą autonomię programową, naukową, kadrową, finansową.<br />
Jestem przekonany, że dzięki połączeniu dydaktyki z nauką, dzięki zdecentralizowaniu zarządzania procesami w SGH, przy jasno określonych zakresach odpowiedzialności poszczególnych pracowników, osiągniemy wiele celów, w tym również równowagę finansową.</p>
<p><strong>Jeśli wygra Pan wybory na Rektora SGH, kogo widziałby Pan jako kandydata na prorektora ds. studenckich?</strong><br />
Czekam na propozycje od studentów, to przecież jest „Wasz” prorektor.</p>
<p><strong>Co według Pana stanowi największą wartość Szkoły Głównej Handlowej?</strong><br />
Kapitał intelektualny, któremu trzeba stwarzać podstawy do dalszego rozwoju.</p>
<h3><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1515-1.jpg" rel="lightbox[3872]"><img class="alignleft size-medium wp-image-3876" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/IMG_1515-1-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>prof. dr hab. Tomasz Szapiro<br />
Kierownik Zakładu Wspomagania i Analizy Decyzji</h3>
<p><strong>Jak wyobraża sobie Pan współpracę z organizacjami studenckimi?</strong><br />
Tak jak dotąd – bardzo dobrze. A dobra przeszłość jest ważniejsza od deklaracji. Nie miałem nigdy problemów z docenieniem tej współpracy. Jako dziekan Studium Dyplomowego SGH, obiektu zazdrości konkurencji, nie osiągnąłbym żadnego efektu bez partnerskiej relacji ze studentami. Będę sprzyjał ich inicjatywom, które tworzą kapitał – materialny i społeczny. Nowa szansa dla naszych studentów i dla Uczelni to osobowość prawna Parlamentu Studentów RP. To umocnienie pozycji studentów jako partnera. Pozwala im też pozyskiwać fundusze na projekty i zarządzać nimi. Będę sprzyjał takim projektom i inicjatywom. Podobnie jak tworzeniu więzi międzyludzkich – od działalności kół naukowych, przez budowę sieci kontaktów z wychowankami-praktykami, po aktywność kulturalną i sportową w zespołach z udziałem pracowników i studentów. Studia to nie tylko studiowanie – to okres niezmiernie ważny dla spraw osobistych i zawodowych. Organizacje, co nie każdy dostrzega, pomagają lepiej i piękniej ten okres przeżyć,<br />
i trzeba je w tym wspierać.</p>
<p><strong>Jaka jest pierwsza sprawa, którą zajmie się Pan jeśli zostanie Pan wybrany na Rektora SGH?</strong><br />
Jest lista spraw do pilnego, równoległego załatwienia – część z nich poruszona została przez Raport Think Tanku. Lista ta rozrasta się w wyniku rozmów prowadzonych w trakcie wyborów. Sprawy te traktuję jako zobowiązania – od nich zacznę w pierwszej kolejności. Kolejna seria pilnych spraw wynika z konieczności zapewnienia ciągłości funkcjonowania Uczelni w sytuacji zmiany władz. Wreszcie trzeba zbudować zespoły, które przygotują zmianę struktury szkoły i zadania dla tych zespołów, tryby konsultacji i kalendarz prac, tak by zacząć od razu. Nie szykuję się na długie wakacje…</p>
<p><strong>Co sądzi Pan o pomyśle wprowadzenia wydziałów na Uczelni?</strong><br />
Za drogo, wbrew nowoczesności, bez wizji i planu działania. Taki jest też wyrok Senatu SGH, choć nie był jednogłośny. Jestem za profesjonalnym przejściem od stanu obecnego (i jego doraźnych korekt) do struktury złożonej z trzech dużych jednostek. Trzech, bo to taniej, bo wtedy łatwiej o wyrazistość w otoczeniu krajowym<br />
i międzynarodowym, bo to pozwoli szybciej skonstruować i przejść ścieżkę do docelowej struktury. Struktura Uczelni ma wspierać jakość efektów naszej pracy oraz nie utrudniać tworzenia interdyscyplinarnych zespołów badawczych i dydaktycznych. Struktura ma też sprzyjać konsumpcji efektów pracy – nie powinna blokować możliowści korzystania z wykładów i zajęć przez wszystkich studentów, lecz usprawnić obsługę procesów i dostęp do praktyki.</p>
<p><strong>Jeśli wygra Pan wybory na Rektora SGH, kogo widziałby Pan jako kandydata na prorektora ds. studenckich?</strong><br />
Ustawa stwierdza, że osoba kandydująca na prorektora do spraw studenckich musi uzyskać zgodę większości przedstawicieli studentów i doktorantów w organie dokonującym wyboru […] i stwarza Rektorowi Elektowi i studentom partnerską pozycję wyjściową do przygotowania kandydatury dla zgromadzenia elektorów. Wszystko toczy się sprawnie, gdy po konsultacjach z elektorami studenckimi i doktorantami jest ona przedstawiana pod głosowanie jako wspólna. Jestem otwarty na taką właśnie procedurę. Niemała grupa profesorów, w różnym wieku, spełnia moje kryteria: cieszą się oni dobrą opinią studentów, udowodnili postawą, że rozumieją partnerstwo ze studentami w sposób profesjonalny, znają procesy zmian w edukacji, wreszcie cieszą się moim szacunkiem efekcie związanym z doświadczeniami ze współpracy. Nie są to trudne kryteria do spełnienia, więc uzgodnienie kandydata na prorektora nie będzie problemem. Oczywiście podawanie nazwisk uważam za przedwczesne.</p>
<p><strong>Co według Pana stanowi największą wartość Szkoły Głównej Handlowej?</strong><br />
Największą wartością naszej Uczelni, obecną od zawsze w jej rozwoju jest unikalna proporcja trzech składników: po pierwsze, niekwestionowanego w kraju poziomu merytorycznego, po wtóre – w chwilach krytycznych – zdolności do korekty systemu z zachowaniem respektu dla swojej dobrej tradycji, wreszcie – elastycznego dopasowania programów nauczania do potrzeb studenta i rozwoju wiedzy. Tego zazdrości nam konkurencja na równi z legendarnym patriotyzmem naszych wychowanków. To są punkty odniesienia, o których trzeba pamiętać pokonując problemy – zarówno wewnętrzne, jak i te w otoczeniu lokalnym i globalnym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/05/aktualnosci/uczelnia/wybory-rektorskie-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Konferencja „Marketing w sporcie – mamy EURO!”</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/04/aktualnosci/uczelnia/skn-marketingu-sgh-zaprasza-na-konferencje-%e2%80%9emarketing-w-sporcie-mamy-euro/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/04/aktualnosci/uczelnia/skn-marketingu-sgh-zaprasza-na-konferencje-%e2%80%9emarketing-w-sporcie-mamy-euro/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 15 Apr 2012 01:58:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Zespół SKN Marketingu SGH</dc:creator>
				<category><![CDATA[Patronujemy]]></category>
		<category><![CDATA[Uczelnia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=3687</guid>
		<description><![CDATA[Wielkie odliczanie narodowe do piłkarskich Mistrzostw Europy 2012 trwa. W niemal wszystkich blokach reklamowych można zobaczyć produkty sponsorów mistrzostw, raz po raz natykamy się na gadżety z logotypem EURO 2012. Rodzi się więc pytanie, jakie wymierne korzyści osiągają wielkie korporacje na sponsorowaniu tak dużych imprez sportowych? I czy sponsoring to jedyna droga, aby mieć udział w zyskach?]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/04/SKN-Marketingu-SGH-Marketing-w-sporcie-plakat.jpg" rel="lightbox[3687]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/04/SKN-Marketingu-SGH-Marketing-w-sporcie-plakat-212x300.jpg" alt=""  width="212" height="300" class="alignleft size-medium wp-image-3691" /></a>Odpowiedzi na te i inne pytania oczekujcie <strong>19 kwietnia</strong> w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie w czasie <strong>konferencji „Marketing w sporcie – mamy EURO!”</strong> organizowanej przez Studenckie Koło Naukowe Marketingu SGH.<br />
&nbsp;<br />
W czasie serii wykładów oraz panelu dyskusyjnego poruszone zostaną m.in. tematy budowania wizerunku marki w oparciu o sponsoring wydarzeń sportowych, organizacji mistrzostw „od kuchni” czy ambush marketingu. Wśród prelegentów znajdą się przedstawiciele firm-sponsorów: Carlsberg, Orange oraz Adidas, a także agencji reklamowych Communication Unlimited i K2 Internet S.A. Gościem specjalnym panelu dyskusyjnego będzie satyryk Krzysztof Materna, znany z programu &#8222;Strefy EURO&#8221; emitowanego w Canal Plus.<br />
&nbsp;<br />
Uczestnicy wydarzenia będą mieli wiele szans na wygranie nagród – na zagorzałych fanów czeka m.in. oficjalna piłka nadchodzących Mistrzostw &#8211; Tango 12, iPod Nano oraz Amazon Kindle Touch.<br />
&nbsp;<br />
„Marketing w sporcie – mamy EURO!” już 19 kwietnia w Szkole Głównej Handlowej. Szczegółowy plan wydarzenia oraz informacje o zapisach na wykłady i panel dyskusyjny można znaleźć na oficjalnej stronie wydarzenia: <a href="http://www.marketingwsporcie.eu/">www.marketingwsporcie.eu</a> lub na profilu na portalu Facebook: <a href="https://www.facebook.com/sknmarketingusgh">www.facebook.com/sknmarketingusgh</a><br />
&nbsp;<br />
Uwaga! Liczba miejsc ograniczona!<br />
&nbsp;<br />
Do zobaczenia!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/04/aktualnosci/uczelnia/skn-marketingu-sgh-zaprasza-na-konferencje-%e2%80%9emarketing-w-sporcie-mamy-euro/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>World Press Photo 2012</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 12 Apr 2012 15:52:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Wojciech Borkowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czarno na białym]]></category>
		<category><![CDATA[Magiel 129 - marzec 2012]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=4091</guid>
		<description><![CDATA[Gdyby kosmici zdecydowali się odwiedzić planetę Ziemię 10 lutego 2012 roku, szybko by stąd uciekli. Tego dnia opublikowano wyniki World Press Photo, najważniejszego konkursu fotografii prasowej.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h6>FOTOGRAFIE DZIĘKI UPRZEJMOŚCI WORLD PRESS PHOTO FOUNDATION</h6>
<p>&nbsp;</p>
<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/06_Damir-Sagolj.jpg" rel="lightbox[4091]"><img class="size-medium wp-image-4097 alignleft" title="06_Damir Sagolj" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/06_Damir-Sagolj-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>Gdyby kosmici zdecydowali się odwiedzić planetę Ziemię 10 lutego 2012 roku, szybko by stąd uciekli. Tego dnia opublikowano wyniki World Press Photo, najważniejszego konkursu fotografii prasowej. Obraz naszego świata, jaki wyłania się ze zwycięskich fotografii, jest przerażający i mało optymistyczny.</p>
<p><strong>Pomarańczowy sok na śniadanie</strong></p>
<p>Jury tegorocznej edycji WPP, składające się z fotoedytorów i fotografów z całego świata obejrzało ponad 100.000 fotografii przesłanych przez autorów z ponad 120 krajów. Wśród nagrodzonych prac przeważały dwa tematy: arabska wiosna oraz tsunami i katastrofa atomowa w Japonii. Już tradycyjnie po ogłoszeniu wyników konkursu można było usłyszeć wiele głosów krytyki: że znowu krew i cierpienie, że epatowanie nieszczęściem i że ile jeszcze można w kółko to samo. Otóż można, a nawet powinno się pokazywać, to, co często dzieje się wcale nie tak daleko od nas. Jedną z idei WPP jest sprawienie, aby sok pomarańczowy, który pijemy na śniadanie w naszych wygodnych mieszkaniach, przestał nam smakować. Żebyśmy zobaczyli twarze tych, którzy w na co dzień są tylko liczbami w statystykach ofiar. Spośród milionów ludzi na całym świecie dotkniętych nieszczęściem zobaczyć kilka osobistych historii, kilkoro ludzi takich jak my, na miejscu których wolelibyśmy się nie znaleźć.</p>
<p><img class="size-medium wp-image-4092 alignright" title="01_Samuel Aranda" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/01_Samuel-Aranda-300x199.jpg" alt="" width="300" height="199" /></p>
<p><strong>Współczesna pietà</strong></p>
<p>Takimi osobami byli Fatima al-Qaws i jej syn Zayed, bohaterowie fotografii Samuela Arandy. To właśnie ta fotografia otrzymała grand prix konkursu i tytuł zdjęcia roku. Ponieważ jury zastrzega sobie prawo do nagrodzenia pojedynczej fotografii, która oryginalnie była częścią dłuższego fotoreportażu, spoczywa na nim ogromna odpowiedzialność. Nie wolno takiej fotografii pozbawić kontekstu, bardzo często natomiast takie zdjęcie, poprzez masową prezentację w mediach, automatycznie staje się symbolem, czymś więcej, niż zdjęciem. W ten sposób obraz zaczyna funkcjonować w nowym kontekście. Tegoroczna zwycięska fotografia została zrobiona w Jemenie. Przedstawia matkę, z zakrytą twarzą, trzymającą w ramionach swojego rannego syna. Współczesna pietà (co za pomysł: symbolem chrześcijańskim opisać świat arabski!), tajemniczy klimat zdjęcia (co prawda trąci orientalizmem, XVIII-wieczną fascynacją Wschodem jako światem mało znanym i mistycznym). Ta wspaniała fotografia, oprócz przekazania nam przejmującej historii matki i syna, jest metaforą tegorocznych wydarzeń w świecie arabskim. Są na niej zwykli ludzie, których twarzy nie znamy i nigdy nie poznamy, walczący o swoją przyszłość. Kobieta bez twarzy, w pierwszym momencie nie wiadomo, czy jest ona wybawicielką czy oprawcą. Zdjecię budzi niepokój. Anonimowy mężczyzna, arabski everyman, bez którego arabska wiosna nigdy nie nabrałaby takie rozpędu. Wielka fotografia, która w metaforyczny podsumowuje ten rok. I która, mam nadzieję, na trwałe zapisze się w historii fotografii.</p>
<p><strong><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/12_Tomasz-Lazar.jpg" rel="lightbox[4091]"><img class="size-medium wp-image-4103 alignleft" title="12_Tomasz Lazar" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/12_Tomasz-Lazar-300x200.jpg" alt="" width="300" height="200" /></a>Polscy laureaci</strong></p>
<p>Na trwałe zapiszą się też dwaj Polacy nagrodzeni w tegorocznej edycji. Tomasz Gudzowaty, wielokrotny laureat WPP i innych prestiżowych nagród, światowa supergwiazda fotografii, często nie doceniany w Polsce. Gudzowaty zdobył już swoją kolejną nagrodę fotografując nie cierpienie, a sport. Fotograf pracuje nad wieloletnim, epickim projektem o mało znanych dyscyplinach sportowych pod roboczym tytułem Sports Features. O ile zwycięstwo Gudzowatego nikogo już nie dziwi, to nagroda dla drugiego Polaka była sporym zaskoczeniem. Tomasz Lazar, 26-latek ze Szczecina, ma na koncie wiele prestiżowych nagród, ale WPP to fotograficzny Oscar. Jego czarno-biała fotografia z protestu na nowojroskim  Harlemie zdobyła mu 2-gie miejsce w kategorii Ludzie i Wydarzenia. Na zdjęciu jest niemal tylko czerń i biel. Sfotografowana z fleszem, twarz kobiety niczym z „Krzyku” Muncha. Anonimowi policjanci, ich twarze poza kadrem, pozwalają skupić się przerażającym krzyku bohaterki, aresztowanej za udział w demonstracji przeciwko nieuzasadnionym aresztowaniom. Fotograficzny majstersztyk, mocno naznaczony indywidualnym stylem fotografa. Lazar, na długo przed ogłoszeniem wyników konkursu, wysłał to zdjęcie do kilku polskich redakcji. Niestety żadna nie odpisała. Po ogłoszeniu wyników w sprawie współpracy zgłosił się jedynie… New York Times.</p>
<p><strong><br />
Bezcenne ujęcia</strong></p>
<p>Także w New York Times publikował Rémi Ochlik, dwudziestoośmioletni Francuz, wschodząca gwiazda fotografii wojennej. Jego fotoreportaż z Libii nagrodzono 1szym miejscem w kategorii Wydarzenia. Jury argumentowało swój wybór tym, że fotografie Francuza w najpełniejszy sposób przedstawiają całość wydarzeń w Libii. Ochlik zginął niespełna miesiąc po otrzymaniu nagrody, podczas ostrzału w syryjskim mieści Homs. Ludzie tacy jak on codziennie ryzykują życie dla tych kilku zdjęć. Wszystkie fotografie nagrodzone w 55ej edycji konkursu World Press Photo można zobaczyć na stronie <a href="http://www.worldpressphoto.org/gallery/2012-world-press-photo">http://www.worldpressphoto.org/gallery/2012-world-press-photo</a>.</p>

<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/01_samuel-aranda/' title='01_Samuel Aranda'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/01_Samuel-Aranda-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="01_Samuel Aranda" title="01_Samuel Aranda" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/02_vincent-boisot/' title='02_Vincent Boisot'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/02_Vincent-Boisot-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="02_Vincent Boisot" title="02_Vincent Boisot" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/03_rob-hornstra/' title='03_Rob Hornstra'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/03_Rob-Hornstra-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="03_Rob Hornstra" title="03_Rob Hornstra" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/04_brent-stirton/' title='04_Brent Stirton'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/04_Brent-Stirton-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="04_Brent Stirton" title="04_Brent Stirton" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/05_stephanie-sinclair/' title='05_Stephanie Sinclair'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/05_Stephanie-Sinclair-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="05_Stephanie Sinclair" title="05_Stephanie Sinclair" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/06_damir-sagolj/' title='06_Damir Sagolj'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/06_Damir-Sagolj-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="06_Damir Sagolj" title="06_Damir Sagolj" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/07_alejandro-kirchuk/' title='07_Alejandro Kirchuk'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/07_Alejandro-Kirchuk-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="07_Alejandro Kirchuk" title="07_Alejandro Kirchuk" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/08_alex-majoli/' title='08_Alex Majoli'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/08_Alex-Majoli-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="08_Alex Majoli" title="08_Alex Majoli" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/09_paolo-pellegrin/' title='09_Paolo Pellegrin'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/09_Paolo-Pellegrin-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="09_Paolo Pellegrin" title="09_Paolo Pellegrin" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/10_jenny-e-ross/' title='10_Jenny E. Ross'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/10_Jenny-E.-Ross-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="10_Jenny E. Ross" title="10_Jenny E. Ross" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/11_brent-stirton/' title='11_Brent Stirton'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/11_Brent-Stirton-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="11_Brent Stirton" title="11_Brent Stirton" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/12_tomasz-lazar/' title='12_Tomasz Lazar'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/12_Tomasz-Lazar-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="12_Tomasz Lazar" title="12_Tomasz Lazar" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/13_yasuyoshi-chiba/' title='13_Yasuyoshi Chiba'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/13_Yasuyoshi-Chiba-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="13_Yasuyoshi Chiba" title="13_Yasuyoshi Chiba" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/14_laerke-posselt/' title='14_Laerke Posselt'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/14_Laerke-Posselt-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="14_Laerke Posselt" title="14_Laerke Posselt" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/15_ton-koene/' title='15_Ton Koene'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/15_Ton-Koene-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="15_Ton Koene" title="15_Ton Koene" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/16_yuri-kozyrev/' title='16_Yuri Kozyrev'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/16_Yuri-Kozyrev-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="16_Yuri Kozyrev" title="16_Yuri Kozyrev" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/17_niclas-hammarstrem/' title='17_Niclas HammarstrĒm'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/17_Niclas-HammarstrĒm-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="17_Niclas HammarstrĒm" title="17_Niclas HammarstrĒm" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/18_ray-mcmanus/' title='18_Ray McManus'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/18_Ray-McManus-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="18_Ray McManus" title="18_Ray McManus" /></a>
<a href='http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/attachment/19_adam-pretty/' title='19_Adam Pretty'><img width="150" height="150" src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/05/19_Adam-Pretty-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="19_Adam Pretty" title="19_Adam Pretty" /></a>

]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/04/varia/czarno-na-bialym/world-press-photo-201/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Co jest w worku?</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/03/styl-zycia/gry-bez-pradu/co-jest-w-worku/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/03/styl-zycia/gry-bez-pradu/co-jest-w-worku/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Mar 2012 19:44:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz Radecki</dc:creator>
				<category><![CDATA[Gry bez prądu]]></category>
		<category><![CDATA[Magiel 129 - marzec 2012]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=3678</guid>
		<description><![CDATA[Mało kto ma w życiu okazję dosłownie przekonać się, jak to jest kupić kota w worku. Jeżeli koniecznie pragniemy zdobyć to doświadczenie, lub po prostu przyjemnie spędzić kilkanaście minut ze znajomymi z pomocą przyjdzie nam Kot w worku!, prosta gra autorstwa Larsa-Arne Kalusky’ego. &#160; Gra przeznaczona jest dla czterech lub pięciu graczy, lecz przy drobnej modyfikacji zasad można zagrać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/03/Filou__Die_Katze_im_Sack-400x400.png" rel="lightbox[3678]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/03/Filou__Die_Katze_im_Sack-400x400-300x300.png" alt="" width="300" height="300" class="alignleft size-medium wp-image-3681" /></a>Mało kto ma w życiu okazję dosłownie przekonać się, jak to jest kupić kota w worku. Jeżeli koniecznie pragniemy zdobyć to doświadczenie, lub po prostu przyjemnie spędzić kilkanaście minut ze znajomymi z pomocą przyjdzie nam <em>Kot w worku!</em>, prosta gra autorstwa Larsa-Arne Kalusky’ego.<br />
&nbsp;<br />
Gra przeznaczona jest dla czterech lub pięciu graczy, lecz przy drobnej modyfikacji zasad można zagrać nawet w trójkę. W jej trakcie licytujemy worki pełne kotów, a naszym celem jest zgromadzenie na koniec gry jak największej liczby punktów będącej sumą wartości nabytych przez nas zwierząt oraz pozostałych nam pieniędzy.<br />
&nbsp;<br />
Na początku gry każdy z graczy otrzymuje talię 8 kart z kotami o różnej wartości (także ujemnej) oraz dwoma psami, które mogą anulować wartość niektórych kotów. Jedna z 10 kart jest losowo odkładana, aby wprowadzić element niepewności także dla tych, którzy liczą karty. Na początku każdej tury gracze kładą po kolei na stole po jednej karcie zwierzęcia, nie pokazując, która wybrali. Pierwsza karta jest odkrywana i rozpoczyna się licytacja.<br />
&nbsp;<br />
Licytowany jest cały „worek”, czyli wszystkie koty wyłożone przez graczy na stół. Aukcja toczy się według wskazówek zegara i w swojej turze każdy musi zaproponować wyższą cenę lub spasować. W nagrodę za wycofanie się z licytacji otrzymujemy pewną sumę pieniędzy, która jest tym większa im mniej osób pozostało w licytacji.<br />
&nbsp;<br />
Po każdym pasie odkrywana jest kolejna karta, tak więc wraz ze wzrostem stawek gracze wiedzą więcej o tym, co w zasadzie chcą kupić. Gdy wszyscy oprócz jednego gracza spasują, wpłaca on do banku zadeklarowaną sumę i rozpoczyna się kolejna z 9 rund. Gdy skończą się karty zwierząt, podliczane są punkty.<br />
Największą zaletą <em>Kota w worku!</em> jest to, że przy tak prostej mechanice otwiera przed graczami ogromne możliwości taktyczne. Każda decyzja ma znaczenie. Trzeba starać się wykorzystać przewagę jaką daje nam znajomość karty, którą sami wsadziliśmy do worka, a jednocześnie obserwować grę innych, próbując domyślić się, co oni dołożyli do wspólnej puli. Należy też grać oszczędnie, gdyż zbyt duże wydatki na początku gry mogą zmusić nas do przedwczesnego pasowania. Warto bowiem pasować późno, aby otrzymywać z banku wyższe sumy, lecz jeden nadmiernie chciwy pas może uczynić nas właścicielami drogiego, acz bezwartościowego worka kotów i przekreślić nasze szanse na zwycięstwo. Może się zdarzyć nawet tak, że zwycięzcą zostanie gracz, który nie wygrał żadnej licytacji.<br />
&nbsp;<br />
<em>Kot w worku!</em> dzięki krótkiej i prostej rozgrywce jest grą dla każdego. Jednak dzięki praktycznie zerowej losowości i temu, że każda patia jest niepowtarzalna, najbardziej przypadnie do gustu miłośnikom złożonych analiz.<br />
<br/></p>
<p style="padding-left: 30px;"><strong>Kot w worku!</strong><br />
Lars-Arne Kalusky<br />
2-F Spiele<br />
50 zł<br />
Ocena: <strong>4,5/5</strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/03/styl-zycia/gry-bez-pradu/co-jest-w-worku/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Nie taki Linux straszny</title>
		<link>http://www.magiel.waw.pl/2012/03/styl-zycia/multimedia/nie-taki-linux-straszny/</link>
		<comments>http://www.magiel.waw.pl/2012/03/styl-zycia/multimedia/nie-taki-linux-straszny/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 27 Mar 2012 19:39:38 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz Grzybowski</dc:creator>
				<category><![CDATA[Magiel 129 - marzec 2012]]></category>
		<category><![CDATA[Multimedia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.magiel.waw.pl/?p=3674</guid>
		<description><![CDATA[Do niedawna przeciętny użytkownik Linuksa kojarzył się z mężczyzną w średnim wieku z lekko rysującymi się już zakolami, który na co dzień posługuje się kilkoma językami – polski, angielski, C++, PHP,  xHTML, Java, SQL…  z czego polskiego używa tylko w 10 proc. swoich wypowiedzi.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/03/glt05-tux-sw.gif" rel="lightbox[3674]"><img src="http://www.magiel.waw.pl/wp-content/uploads/2012/03/glt05-tux-sw-254x300.gif" alt="" title="Logo systemu operacyjnego Linux, fot. Linux" width="254" height="300" class="alignleft size-medium wp-image-3675" /></a>Jednak czasy te bezpowrotnie minęły, Linux przeszedł zadziwiająca metamorfozę. Obecnie istnieje wiele wersji tego oprogramowania przyjaznych użytkownikowi, niewymagających zaawansowanej znajomości systemu.<br />
Przede wszystkim jest on darmowy, czyli taki, jaki studenci lubią najbardziej. Myślenie, że system operacyjny Windows nic nie kosztuje, ponieważ jest dołączany do komputera, jest błędne. Znaczna część ceny peceta to wartość samego Windowsa. Rozważenie nabycia komputera bez systemu w niższej cenie i zaopatrzenie go w darmowego Linuksa jest zdecydowanie tańszą opcją.<br />
&nbsp;<br />
W wielu użytkownikach strach budzi również sama konieczność zmiany, nauki nowego systemu. Jednak nie ma się czego bać, przesiadka nie jest taka straszna! Najpopularniejsze wersje posiadają przejrzyste, atrakcyjne wizualnie interfejsy graficzne. Ich intuicyjność pozwala poruszać się względnie płynnie po systemie już po kilku minutach obcowania z nim.<br />
&nbsp;<br />
Mocną strona Linuksa jest duża liczba darmowych aplikacji. Nie są one ani trochę gorsze od tych tworzonych pod system Windows, gdyż są pisane i rozwijane przez pasjonatów przy wsparciu zaangażowanej społeczności. Nie należy ich traktować jako zamienników programów Microsoftu, ponieważ to pełnowartościowe aplikacje,  mogące spełnić wymagania każdego użytkownika. Warto wspomnieć też o intuicyjnej instalacji, która odbywa się z poziomu menadżera pakietów. Jest to miejsce, gdzie w łatwy sposób znajdziemy przetestowane i zaufane oprogramowanie. Aktualizacje odbywają się w równie łatwy sposób – za pomocą menadżera aktualizacji, dzięki któremu uaktualniamy cały system jednym kliknięciem.<br />
&nbsp;<br />
Niezaprzeczalną zaletą Linuksa jest także jego gotowość do działania tuż po instalacji. Większość wersji dla mniej zaawansowanych użytkowników posiada preinstalowane oprogramowanie potrzebne do codziennej pracy i rozrywki – pakiet biurowy, odtwarzacz wideo wraz z kodekami, przeglądarkę graficzną, archiwizator danych oraz wiele innych aplikacji ułatwiających codzienną obsługę komputera. W połączeniu z menadżerem pakietów ułatwia to znacznie zaczęcie pracy użytkownikom mniej biegłym w mrocznej sztuce obsługi komputera.<br />
Linux jest kompletnym i pełnoprawnym systemem, idealnym dla studenta. Z uwagi na prostotę obsługi oraz instalacji, intuicyjność, stabilność działania każdy użytkownik znajdzie wersję odpowiednią dla swoich potrzeb i stopnia zaawansowania.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.magiel.waw.pl/2012/03/styl-zycia/multimedia/nie-taki-linux-straszny/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

