Styl Życia
Felieton
Robert SzklarzZa horyzontem
Jednak nawet mając przed oczami tak majestatyczny obraz potęgi przyrody, można dość szybko znudzić się jego monotonią. Z coraz większą pokusą spoglądamy wówczas na linię, gdzie jeden wielki błękit zdaje się mieć swoją granicę i przechodzić w inny – na horyzont. Właśnie tam niebo łączy się z ziemią, a nieznane kusi swoją tajemniczością.
I tak wpatrując się w tę niepozorną przecież linię, człowiek uświadamia sobie ogrom świata kryjącego się za nią, którego wciąż nie zdołaliśmy poznać. Z początku myślimy o odległych krajach po drugiej stronie oceanu. Po chwili jednak przychodzi refleksja, o jak wielu szczegółach naszego najbliższego otoczenia wciąż jeszcze nie wiemy. Nie tylko o miejscach, które codziennie mijamy bez zwrócenia na nie uwagi, ale także o książkach, których nie czytamy, filmach, których nie oglądamy czy ludziach, z którymi nie rozmawiamy. Często w codziennym pośpiechu jesteśmy tak skupieni na pewnym odległym celu, że nie zauważamy wielu wartościowych rzeczy dookoła niego. Zamiast poszerzać horyzonty, tylko je sobie zawężamy.
Kolejne fale uderzające w brzeg z regularnością zegara nie dają nam zapomnieć o upływającym czasie. Każda decyzja podjęta dzisiaj ma swoje skutki w przyszłości, a nasze czyny zależą od tego, w jakich horyzontach czasowych będziemy ich dokonywać. Dzielimy je na krótkie i długie, jednak w rzeczywistości nie różnią się one niczym. Horyzont jest jeden i ten sam, to tylko my możemy w różny sposób na niego patrzeć. Albo skupimy się na tym, co jest blisko i tym samym znacznie nasz świat ograniczymy, albo spróbujemy wznieść się jak najwyżej, by nasz wzrok sięgał dalej, jednak wtedy znacznie łatwiej będzie nam gdzieś po drodze się zgubić.
Niezależnie od tego, jak bardzo będziemy chcieli do horyzontu dotrzeć, z jak wielką determinacją spróbujemy osiągnąć granicę naszego poznania, ta i tak będzie się od nas tylko oddalać. Ale wiem jedno, dla tego co zobaczymy po drodze – warto spróbować.
Foto__grafia
fot: Ewa Świątecka




